Reklama

Reklama

Wyjątkowe nagranie koncertu Led Zeppelin! "Zrobiliśmy świetną robotę"

Do sieci trafiło właśnie nagranie, które jest prawdziwym skarbem dla fanów grupy Led Zeppelin. Jest to bowiem jedyny zapis wideo z koncertu, który odbył się 4 września 1970 roku w LA Forum w Los Angeles. Przez lata znany był jedynie zapis dźwiękowy tego występu. Amatorski film odnalazł niedawno w swoich szpargałach jego autor, Eddie Vincent. Teraz go obrobił, podłożył dźwięk i udostępnił w wersji cyfrowej.

Do sieci trafiło właśnie nagranie, które jest prawdziwym skarbem dla fanów grupy Led Zeppelin. Jest to bowiem jedyny zapis wideo z koncertu, który odbył się 4 września 1970 roku w LA Forum w Los Angeles. Przez lata znany był jedynie zapis dźwiękowy tego występu. Amatorski film odnalazł niedawno w swoich szpargałach jego autor, Eddie Vincent. Teraz go obrobił, podłożył dźwięk i udostępnił w wersji cyfrowej.
Wyjątkowe nagranie Led Zeppelin trafiło do sieci /Tony Buckingham/Redferns /Getty Images

We wstępie do nagrania Vincent wyjaśnia, jak ono powstało. Z jego słów wynika, że 4 września 1970 poszedł z przyjaciółmi udał się na koncert swojego ulubionego zespołu do hali LA Forum. Wychodząc z domu, wziął od rodziców niewielką amatorską kamerę, którą przemycił pod kurtką. Miał miejsce w pierwszym rzędzie, więc mógł z bliska filmować występ, niestety kamera pozwoliła mu na nagrywanie krótkich 30-sekundowych sekwencji i to bez dźwięku. Dziś to jednak nie ma żadnego znaczenia, bo jak się okazuje, te nagrane przez nastoletniego Vincenta fragment to jedyny zapis tamtego koncertu Led Zeppelin.

Reklama

Dlaczego filmowiec amator nie udostępnił tych unikatowych nagrań wcześniej? Powód jest prosty - bo o nich zapomniał. Po występie taśmy trafiły do szuflady i przez lata obrastały kurzem. Przypadkiem natrafił na nie niedawno, podczas porządków. Gdy Vincent je przejrzał i zrozumiał, jak cenną ma pamiątkę, postanowił je upublicznić. Stare, ponad 50-letnie taśmy wymagały profesjonalnej obróbki i przekształcenia ich w pliki cyfrowe, w czym pomógł kolekcjoner i muzyczny znawca John Waters

"Gdy dostałem te taśmy, moje serce szybciej zabiło, wtedy zaczęła się magia" - przyznał w rozmowie z Classic Rock.

Waters zajął się obróbką i postprodukcją, jednak i i on, i autor taśm uznali, że film powinien w pełni oddawać atmosferę tamtego koncertu, czyli mieć ścieżkę dźwiękową. Do tego potrzebny był konieczny był spec od dźwięku. Waters skontaktował się z francuskim znawcą Led Zeppelin i specjalistą od synchronizacji dźwiękowej. Ten z precyzją wirtuoza dokładnie przyglądał się każdej sekundzie filmu i nakładał na nią odpowiedni fragment dźwiękowy z pirackiego zapisu koncertu.

Efektem tej benedyktyńskiej pracy jest siedmiominutowy film. Choć z pewnością ma on ogromną wartość, Eddie Vincent nie chciał się na nim bogacić i nie wystawił go na aukcji. Obrobiony materiał wrzucił na platformę YouTube. Waters pochwalił taką postawę autora nagrania, wskazując, że wielu kolekcjonerów nie dzieli się swoimi znaleziskami. 

"To zaszczyt, że choć trochę mogliśmy wpisać się w historię Led Zeppelin. Jeśli ten film przyniesie radość ludziom, to śmiało możemy powiedzieć, że zrobiliśmy świetną robotę" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL