Reklama

W pobliżu boga

Kilka kartek papieru, a na nich równiutkie rządki liter. Czytam jedno-dwa zdania i zastanawiam się nad ich brzmieniem. Dawno nic mnie tak nie poruszyło.

"W każdym z naszych miast istnieje drugie miasto. To miasto podziemne, podobne do Bejrutu, opanowanego kiedyś przez Arafata. Obce miasto, które mówi swoim językiem i chodzi w swoich własnych strojach, miasto muzułmańskie, gdzie terroryści bezkarnie się poruszają i bezkarnie przygotowują naszą śmierć".

Reklama

Dosłownie kilkadziesiąt godzin wcześniej miała miejsce masakra w Londynie i Bestia, mój angielski friend, powiedział dokładnie to samo: "Przyjeżdżają nie po to, żeby zostać Anglikami. Przyjeżdżają, by żyć w lepszych warunkach niż u siebie, a jednocześnie nie przestają nami gardzić".

* * *

Kawałek "Matthew and Son" Cata Stevensa przyniósł na szpulce Kuba Wajnberg, mój wielki przyjaciel i gitarzysta. Po lekcjach szybko polecieliśmy do Witka, który miał magnetofon. Zamknęliśmy się w pokoju i zaczęliśmy słuchanie.

Utwór okazał się przepiękny. Cat Stevens miał osiemnaście lat, grał na gitarze inaczej niż wszyscy i śpiewał rwanym, poruszającym głosem. Nie znaliśmy angielskiego na tyle, żeby tłumaczyć teksty, a mimo to rozumieliśmy o czym śpiewał. Song wskoczył na pierwsze miejsce naszej własnej listy przebojów po 3 minutach, a po pół godzinie umieliśmy go grać.

* * *

Przewracam kolejną kartkę.

"Islam nie jest religią pokoju i Koran nie jest orędziem miłosierdzia czy litości. Mahomet nie przyszedł na świat z gałązką oliwną w ustach i nie umarł na krzyżu razem z Jezusem".

Usiłuję sobie przypomnieć jej twarz. Wtedy była 40-letnią blondynką. Imponowała mi jak cholera. Nikt jej wówczas nie odmówił wywiadu, ani groteskowy Kim Ir Sen, ani zwodzący wszystkich Castro, ani nietrzeźwy Breżniew. Ani żaden z wielkich pisarzy czy John Lennon. Nikt.

Oriana Fallaci. Najsłynniejsza dziennikarka świata, dziś lat 76.

* * *

Zacząłem pytać. Cat Stevens okazał się hipisem i mocno mnie to zaintrygowało. Połowę czasu spędzałem z żulami z Muranowa i drugą połowę miałem wolną. Wprawdzie wypełniałem ją muzyką ale - mówiąc lakonicznie - zaspokajałem też wrodzoną ciekawość życia. Hipisowanie, które do mnie różnymi kanałami docierało, było mi bardzo na rękę. Polubiłem więc Cata także za to, kim jest. Zwłaszcza, że też instynktownie nosiłem koraliki na nadgarstku.

* * *

"Wroga mamy w domu. Na pierwszy rzut oka wcale nie wydaje się on wrogiem. Bez brody, w zachodnim ubraniu uśmiecha się i świetnie się integruje z naszym systemem socjalnym. Ma prawo pobytu, samochód, rodzinę. I nic to, że rodzina składa się często z dwóch lub trzech żon, nic to, że żona albo żony są bite przez niego do nieprzytomności, że nierzadko zabija córkę tylko za to, że nosi dżinsy...

* * *

W 1978 wróciłem z pracy w amerykańskich restauracjach i nie dawałem się już zaskoczyć byle czym. A jednak poczułem coś dziwnego, kiedy przeczytałem, że mój idol Cat Stevens nieoczekiwanie zmienił nazwisko i wyznanie. Z gorliwego chrześcijanina przemienił się w wyznawcę Islamu, przybrał nazwisko Yusuf Islam, przestał grać, a jego rodzina przyjęła surowe obyczaje.

Wyprzedzę czas: nigdy potem nie sfotografował się bez turbanu lub innego arabskiego nakrycia głowy.

* * *

"To wróg, który z przedszkoli usuwa szopkę i świętego Mikołaja. Który usuwa krzyże z klas szkolnych, wyrzuca krucyfiks przez okno w szpitalu nazywając go "nagim trupkiem straszącym muzułmańskie dzieci"".

Zgrzyt. We Francji muzułmańskim dziewczętom zabroniono chodzić do szkoły w tradycyjnych chustach na głowie, a są one atrybutem religii tak niezbywalnym, jak dla chrześcijan medalik. 1:1 w takim razie.

* * *

Pewnego majowego dnia 1989 roku Yousuf Islam udzielił wywiadu Reutersowi i BBC. Powiedział w nim: "Popieram wydany na Salmana Rushdiego wyrok śmierci. Nikt nie będzie obrażał naszej wiary". Zadeklarował też, że gdyby znał miejsce pobytu Rushdiego, bezzwłocznie zadzwoniłby do Chomeiniego i podał namiary.

Tego dnia mój świat się zachwiał. Nigdy nie sądziłem, że artysta będzie nawoływał do zabicia innego artysty.

* * *

"Czy Wasza Świątobliwość naprawdę wierzy, że muzułmanie mogą się zmienić i opamiętać i że przestaną rzucać bomby? Z muzułmanami nie można prowadzić dialogu. Nie skończy się na Londynie. Do masakry dojdzie także we Włoszech i nie ograniczą się do masakry ludzi, zniszczą nasze zabytki, zburzą Krzywą Wieżę w Pizie, gdyż jest ona symbolem Włoch w świecie".

* * *

Odkładam artykuł Oriany Fallaci. Jestem o włos od podzielenia większości jej opinii, ale coś mnie powstrzymuje. Szukam w pamięci co to takiego może być.

Czyżby Srebrenica? 10 lat temu Serbowie rozstrzelali 8 tysięcy muzułmańskich mężczyzn stosując "kryterium sznurka". Powieszono go na wysokości 150 centymetrów i kto zahaczał głową, ten był wystarczająco dorosły, żeby go zabić i wrzucić do rowu.

Sięgam pamięcią jeszcze bardziej wstecz. Słyszę informacje o wielodniowych grupowych gwałtach na muzułmańskich dziewczętach, których celem było zapłodnienie. "Gwałcić dzień w dzień, aż zajdą w ciążę i urodzą etniczne dzieci serbskie. Gdy zajdą w ciążę, pozostawić je do siódmego miesiąca, kiedy przerwanie ciąży będzie niemożliwe" - brzmiał rozkaz serbskiego dowódcy w Kosowie i wprowadzano ten rozkaz w czyn.

Serce bije jeszcze mocniej. Mówiono o tym wtedy dzień w dzień we wszystkich polskich mediach, w telewizji, radio i w gazetach... I nikt nigdy nie użył określenia "chrześcijanie".

Ani razu nie powiedziano, że zbrodni na mężczyznach w Srebrenicy dokonali chrześcijanie. Nikt nie odważył się powiedzieć, że muzułmańskie kobiety gwałcili i zapładniali chrześcijanie.

A przecież ci Serbowie, to byli chrześcijanie.

* * *

Biorę gitarę i gram "Moon Shadow", jedną z najpiękniejszych pieśni Cata Stevensa. Z 1970 roku.

Zbigniew Hołdys

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kartek | Bogowie | Islam | Zbigniew Hołdys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje