Reklama

Reklama

USA: Atak na piratów

W poniedziałek, 8 września, stowarzyszenie przedstawicieli amerykańskiego przemysłu nagraniowego (RIAA - Recording Industry Association of America) wniosło pierwsze pozwy przeciw osobom udostępniającym pliki za pośrednictwem sieci P2P (peer to peer), jak np. Kazaa, Morpheus czy Gnutella. 261 pozwanych to, zdaniem RIAA, podmioty, które prawa autorskie łamały najbardziej, sprzedając całe tysiące plików. Dla "skruszonych" organizacja zostawiła furtkę, która pozwoli na uniknięcie sądowych nieprzyjemności.

"Nikt nie lubi ostrej gry i włóczenia po sądach, lecz w sytuacji, gdy nasze produkty są regularnie kradzione, nadchodzi chwila, w której trzeba podjąć odpowiednie kroki" - wyjaśnił decyzję stowarzyszenia Cary Sherman, prezydent RIAA.

"Po prostu nie możemy pozwolić, by internetowe piractwo nadal odbierało zarobki artystom, muzykom, autorom piosenek, handlowcom i wszystkim innym profesjom przemyslu muzycznego" - dodał Sherman.

"Ci, którzy zechcą się oczyścić i uniknąć potencjalnego zaskarżenia, mają wyjście. Chcemy przekazać wyraźną wiadomość dla nielegalnych dystrybutorów nagrań: rozpowszechnianie dzieł objętych prawami autorskimi będzie miało swoje konsekwencje, lecz osoby prywatne, które zechcą same wystąpić z ich szeregów, otrzymają możliwość skorzystania z dodatkowej szansy" - zapewnił w specjalnym oświadczeniu Mitch Bainwol, prezes i dyrektor wykonawczy RIAA.

Reklama

"Skruszeni" użytkownicy pirackich plików będą musieli obiecać, że skasują wszystkie nielegalnie ściągnięte pliki i nie będą w przyszłości brać udziału w zakazanych praktykach. Pierwszych 261 osób pozwanych 8 września nie będzie mogło jednak skorzystać z tej możliwości.

Ostra akcja RIAA spotkała sie z krytyką prezydenta serwisu Grokster, który był jednym z dostarczycieli usług P2P. Część z pozwanych korzystała właśnie z jego pośrednictwa.

"Myślałem, że senator Joe McCarthy już dawno umarł, lecz najwyraźniej jednak żyje i ma się dobrze w RIAA" - stwierdził Wayne Rosso, nawiązując do nazwiska słynnego członka Komisji ds. Działalności Antyamerykańskiej w okresie tzw. "polowania na czarownice" z lat 50. XX wieku.

"Tym razem pytanie brzmi jednak: Czy jesteś lub kiedykolwiek byłeś użytkownikiem nielegalnych plików?" - dodał Rosso, trawestując słynne sformułowanie używane przez Komisję.

Szef Grokstera zauważył, że spora część ściganych obecnie przez RIAA to jedni z największych wielbicieli muzyki, w związku z czym organizacja sama sobie zaszkodzi.

"Wchodzą tu w grę sprawy konstytucyjne. Gwarantuję, że gdzieś znajdzie się sędzia, który nie orzeknie na ich korzyść i w końcu sprawa oprze się o Sąd Najwyższy" - zapewnił Rosso, dodając, że kwestie dotyczące prywatności i dozwolonego użytku będą niejednokrotnie wypływać przy okazji toczących się procesów.

Zdaniem przedstawicieli przemysłu muzycznego, na skutek praktyk udostępniania plików sama tylko sprzedaż płyt CD w Stanach Zjednoczonych spadła o 31% w ciągu trzech ostatnich lat.

Zdaniem RIAA, każda z podanych do sądu osób udostępniła ponad tysiąc utworów muzycznych. Amerykańskie przepisy prawa autorskiego pozwalają na domaganie się od winowajców odszkodowania na sumę pomiędzy 750 dolarami a 150 tysiącami dolarów za każdą piosenkę udostępnioną w komputerze pozwanego.

RIAA poinformowała, iż będzie otwarta na propozycje ugody ze strony oskarżanych przez siebie osób. Podobno już wcześniej z kiloma osobami wynegocjowano porozumienia. Nielegalni uzytkownicy zgodzili się zapłacić po 3 tysiące dolarów, gdy RIAA wysłała do internetowych dostawców wezwania sądowe do ujawnienia ich działań i piraci zorientowali się, że mogą zostać pozwani.

Krok RIAA spotkał się z uznaniem wielu organizacji broniących praw artystów, a także legislatorów.

"Za pośrednictwem P2P każdego tygodnia nielegalnie ściągane są miliardy plików" - stwierdził Lamar Smith, republikański członek Izby Reprezentantów i zarazem przewodniczący parlamentarnej podkomisji ds. praw autorskich.

"W wyniku takich działań likwidowane są miejsca pracy, handel traci zarobki, a artyści i właściciele praw autorskich - swoje tantiemy. To jest niedopuszczalne. Niestety, rozmiary nielegalnej aktywności w tym zakresie zmniejszyć można jedynie przy pomocy wymiaru sprawiedliwości" - dodał Smith.

Z drugiej strony, republikański senator Norm Coleman, przewodniczący senackiej podkomisji ds. śledztw federalnych, obiecał zorganizowanie przesłuchań w sprawie rozsłanych przez RIAA wezwań sądowych, w których żądano ujawnienia nielegalnie ściągniętych plików.

Coleman wyraził obawę, że kampania może uderzyć w niewinne osoby, m.in. w rodziców i dziadków sprawców, w przypadkach, gdy młodzi sprawcy korzystali z ich komputerów. Poza tym senator zwrócił uwagę, że nawet sami sprawcy nie zawsze muszą wiedzieć, że łamią prawo.

"Mamy kryzys. By amerykańska muzyka istniała i nadal wnosiła swój wkład w naszą kulturę, zarówno przemysł nagraniowy, jak i opinia publiczna powinny zdać sobie sprawę z ważności i wartości artystów" - skomentowała całą sytuację Ann Chaitovitz, krajowa przewodnicząca działu nagraniowego związku zawodowego artystów AFTRA (The American Federation of Television and Radio Artists).

W podobnym tonie wyraził się Thomas Lee, przewodniczący związku AFM (American Federation of Musicians).

"Łamanie praw autorskich krzywdzi tysiące innych ludzi. Większość muzyków, którzy żyją ze sprzedaży płyt CD i legalnego ściągania plików, to nie są wielkie i bogate sławne osobistości. To tylko artyści, którzy walczą o swój sukces, nie posiadając innej pracy" - zapewnił Lee.

Poczynania RIAA są z pewnością uważnie śledzone przez przedstawicieli MPAA (Motion Picture Association of America), organizacji broniącej praw przemysłu filmowego. Nie jest wykluczone, iż w przypadku sukcesu działań RIAA także MPAA zdecyduje się na podobne kroki przeciw filmowym piratom.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy