Reklama

The Libertines: Narkotykowe piekło

Drugi album grupy The Libertines, zatytułowany po prostu "The Libertines", był najbardziej oczekiwaną płytą w Wielkiej Brytanii. Muzycy nagrywając go musieli się zmagać z uzależnieniem narkotykowym jednego z liderów zespołu, Pete'a Doherty'ego.

Według słów Carla Barata, drugiej pod względem ważności osoby w zespole, nagrywanie płyty było "paskudne". Studio zostało wynajęte na dwa miesiące, ale ze względu na uzależnienie Doherty'ego, The Libertines zdołali wspólnie nagrywać tylko przez dziesięć dni.

Reklama

"To było okropne i szalenie trudne. Mieliśmy ochronę, która trzymała dilerów z dala od studia. Chciałbym, żeby to wyglądało całkowicie inaczej" - powiedział Barat.

Producentem albumu został Mick Jones, niegdyś członek legendarnej grupy The Clash. Barat przyznaje, że gdyby nie pomoc gitarzysty The Clash, płyta nigdy by nie powstała.

Jones pracował z The Libertines również podczas nagrywania ich debiutu, "Up The Bracket".

"Nie spodziewałem się, że Pete rzuci całkowicie narkotyki. Ale nie myślałem, że sytuacja jest aż tak poważna. Zrobię wszystko, by mu pomóc" - dodaje.

Obecnie Doherty nie jest członkiem The Libertines, którzy grają koncerty z innym gitarzystą. Barat zostawił mu jednak otwarte drzwi. Jeżeli Pete poradzi sobie z nałogiem, będzie mógł wrócić do zespołu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Libertines | pieczenie | Po prostu | barat | Guardian | piekło

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje