Reklama

Telewizja w radio

Dorwałem pasjonującą książkę - "Hollywoodzkie zwierzę" Joe Eszterhasa. Tak mnie wciągnęła, że czytałem ją nawet o 23:00 w sylwestra 2005, gdy moi przyjaciele już rozpijali alkohole na parterze naszego domu.

* * *

Reklama

W którym momencie człowiek podejmuje decyzję, że będzie sportowcem, artystą, politykiem? Czy to się da wyczaić już wtedy, kiedy kilkulatek szwenda się po piaskownicy? A może dopiero wówczas, kiedy w liceum zaczyna wykazywać pewne umiejętności? Kiedy mu się mózg rozwinie? A może jeszcze kiedy indziej?

* * *

Był rok 1961. Pewnego wieczora moja siostra łaskawie zabrała mnie wraz z jej przyjaciółkami do warszawskiego kina "Śląsk", na film "Chcemy się bawić". Miasto szalało na jego punkcie, bo w głównych rolach występowali Cliff Richard z zespołem The Shadows.

Miałem niecałe 10 lat, krótkie spodenki i przepocone trampki na nogach. Wpuszczono mnie na projekcję po naleganiach żeńskiej ekipy, bo byłem za mały. Usiadłem między babami, o co nie miałem pretensji, gdyż film się szybko zaczął i zahipnotyzowany zapatrzyłem się w ekran.

* * *

Zespół TV On The Radio znam od kilku lat. Odpalam go w tej właśnie chwili i znowu nie mogę się nadziwić. Śliczne, unikalne zjawisko. Czterech czarnoskórych braci i jeden biały, który na nazwisko ma Sitek. I muzyka nagradzana co i rusz, wszędzie gdzie się pojawi.

Teraz na ich stronie w wytwórni Touch & Go Records jest do pobrania darmowy singel "Dry Drunk Emperor". I cała poprzednia płyta. Wspaniała.

Wokalista Tunde Adebimpe mówi: "Pewnego dnia roztrzaskamy się o słońce".

* * *

Takie sytuacje są zawsze trudne do opisania: inicjacja, zauroczenie, zderzenie, objawienie, powołanie. Co się czuje tak naprawdę, kiedy się po raz pierwszy zobaczy na własne oczy uprawiany przez innych seks? Co się czuje, kiedy się po raz pierwszy komuś coś ukradnie i z bijącym sercem ucieknie? Jak nazwać emocje, kiedy się kogoś w ułamku sekundy pokocha, zacznie gwałtownie pożądać, a oślepiona dusza gubi kierunki i już nic nie jest tak samo?

Dziś, kiedy spokojnie wstukuję niniejsze literki w klawiaturę komputera, czuję ten sam prąd na policzkach, jaki mną wówczas szarpnął. Został we mnie, w jakiejś bateryjce.

* * *

Tak na marginesie - fabuła filmu była następująca: grupa młodych ludzi uruchamia własny nadajnik radiowy i emituje z niego muzykę, której nie ma w londyńskich stacjach radiowych. Sygnał wysyła urządzenie ukryte na straganie z warzywami, pod marchewkami i jabłkami, w centrum Londynu. Moc pozornie niewielkiego nadajnika sprawia, że muzyka The Shadows przykrywa nawet program telewizyjny BBC.

Świetny pomysł. Zachęcam do naśladowania. Mimo że w filmie do akcji wkracza policja.

* * *

W naszym domu ojciec pogrywał na siedmiostrunnej pudłówce lwowskie piosenki i owszem, lubiłem tego słuchać, ale większe emocje mną nie targały. Nie chciałem mu jej wyrwać i zmienić swojego życia w cud. Za to tego dnia, w wieku 10 lat, nie mogłem oderwać oczu od tego dziwnego instrumentu, na którym grał Hank Marvin: różowej elektrycznej gitary.

Dziś wiem, że był to Fender Stratocaster o numerze seryjnym 34346.

Mimo to nigdy nie kupiłem sobie żadnego Fendera.

* * *

Opis dzieciństwa Joe Eszterhasa w "Hollywoodzkim zwierzęciu" literacko dorównuje wielkiej klasyce. Opis Węgier lat 50., obozów dla uchodźców, pierwszych emigracyjnych chwil w Nowym Jorku, walka o przetrwanie w katolickiej szkole w Cleveland - zapierają dech.

Na tym tle, gdy kładę przed sobą całkiem fajną autobiografię Janusza Głowackiego, "Z głowy", mam wrażenie, że czytam zgrabne, zresztą znane mi od dawna plotki z kawiarni.

Dwa różne światy, dwie różne determinacje.


Może coś się za tym kryje? W końcu Eszterhas sprzedawał swoje filmowe scenariusze po kilka milionów dolarów za sztukę, zaś Janusz Głowacki opchnął nieźle tylko jedną sztukę teatralną.

Czyżby to była właśnie kwestia determinacji?

Eszterhas walczył o życie nawet wtedy, kiedy pisał swoje scenariusze.

* * *

Recenzja pierwszej płyty TV On The Radio, zatytułowanej "Desprate Youth, Blood Thirsty Babes", w portalu Radiofeedback.com brzmiała krótko: No wreszcie, kurwa. To właśnie nazywamy muzyką.

* * *

Od tego dnia niemal codziennie marzyłem o gitarze. Nie o sukcesach, wydaniu płyty, skądże - o gitarze i muzyce, że ją gram. Stawałem przed ścianą, zamykałem oczy, wydawało mi się, że przede mną stoją rzędy krzeseł na widowni, siedzą tam jacyś ludzie - a ja machając ręką w powietrzu udawałem, że gram na niewidzialnej gitarze i śpiewałem.

Czasem jakiś koleżka z podwórka wrzasnął: "Zamknij mordę! Haha!", ale do mnie to nie docierało.

Wkrótce zakradłem się do pianina swojej siostry, nacisnąłem dwa czarne klawisze - i odkryłem kwintę. Użyłem jej potem w piosence "Obracam w palcach złoty pieniądz".

* * *

"Ja w polityce osiągnąłem wszystko. To cud, że zaszedłem do tego miejsca, gdzie jestem. Przecież jestem zwykłym robolem" - mówi do mnie Zbyszek Janas. Lubię go strasznie. Nie widzieliśmy się kilkanaście lat, od dnia, kiedy po raz ostatni zagrałem w Polsce z zespołem Perfect w 1989 roku, na "tajnym koncercie" w domu kultury przy fabryce traktorów.

On był jednym z najważniejszych przywódców strajkowych w 1980 roku, dowodził "Ursusem". Potem, w stanie wojennym, ukrywał się, a milicja katowała jego żonę. Komuniści nie mogli ścierpieć, że mimo stałego śledzenia udało jej się pewnego dnia uciec, spotkać ze Zbyszkiem i począć nowe dziecko.

Znowu mam to samo skojarzenie, które mnie prześladuje od lat.


Kiedy Kwaśniewski wytknął w jakiejś polemice Wałęsie, że jego córka Aleksandra jest - w przeciwieństwie do synów Wałęsy - grzeczną dziewczynką, nie pije i nie wywołuje burd - pomyślałem, że jest zwykłą świnią. Nie polityczną - ludzką świnią. I od tamtej pory ilekroć widzę Kwaśniewskiego, widzę skopaną ciężarną Bogusię Janas i ich syna Artura, który miał kilka latek, kiedy to wszystko na jego oczach się działo.

W tym czasie Kwaśniewski wraz z żoną i córką mieszkali w eleganckim osiedlu w Warszawie, poruszali się pod ochroną ubeków. Aleksandra Kwaśniewska miała cudne dzieciństwo, trudne do porównania z dzieciństwem Jarka czy Przemka Wałęsów. Czy Artura Janasa.

* * *

Zbyszek pokazuje mi znaczki pocztowe "Solidarności", które drukowali gdzieś w głęboko ukrytej piwnicy i potem przerzucali wraz z nielegalnymi książkami przez granicę z Czechosłowacją. "Raz szedłem sam przez Tatry, sporo kilometrów, dźwigałem wielki plecak ze stelażem, w środku kilkadziesiąt kilogramów samizdatów, a przecież nie jestem silny. Nie wiem, jak doszedłem na drugą stronę, po prostu jakąś siłą woli, która była poza moją kontrolą. Pamiętam tylko tyle, że doszedłem i wszyscy się nade mną pochylali, jak na miejscu upadłem".

* * *

TV On The Radio śpiewają: "A gdyby tak wszyscy mężczyźni poszli ze swymi synami i z bronią do Waszyngtonu - co politycy w gabinetach by poczuli?".

Ostatnią nagrodę TVOTR dostali za "rewolucyjne rozwiązania muzyczne, które kierują świat dźwięku w zupełnie nowym kierunku". O słowach się nie mówi, bo i po co. Zresztą zespół ten tworzy filmy, maluje, wystawia sztuki teatralne.

* * *

Kiedy w człowieku budzi się konformizm, a kiedy objawia się w nim wieczna rebelia i sprzeciw? Jak to się dzieje, że jeden korzysta z wszelkich wygód każdej sytuacji, a inny wiecznie się stawia?

* * *

Kiedyś z Wojtkiem Morawskim skonstatowaliśmy, że ani jeden muzyk rockowy, który wywodził się z bogatego, wzorowego, harmonijnego domu, nie odniósł prawdziwego sukcesu. "Przecież on nie ma powodu, żeby grać" - mówił Wojtek i miał rację. Rock jest sprzeciwem. Jest skowytem. Jest ilustracją przeżytego bólu. Jest przekleństwem własnego dzieciństwa. Jest walką o lepszy świat.

Właściwie powinienem napisać "był" - bo prawdziwego rocka już nie ma. Jest udający rocka wszechobecny show-biznes, jest zatajanie prawdy, są kuszenie i promocja - tylko skowytu i prawdy nie ma.

Nie licząc kilku jeszcze żyjących tu i ówdzie ludzi, w tym także Joe Eszterhasa.

* * *

Wszystkim życzę udanego roku, bez względu na to, czy zaczął się on dla Was 1 stycznia, czy kiedy indziej. :)

Zbigniew Hołdys

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: telewizje | telewizji | telewizja | radio | Zbigniew Hołdys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje