Reklama

Sprzedawanie powietrza

Był rok 1964 bodajże, czas drugiej wizyty The Beatles w USA, kiedy nagle jakiś człowiek ogłosił, że ma do sprzedania puszki z powietrzem, którym oddychali ci słynni muzycy. Puste puszki szły w takim tempie, że człowiek zrobił interes życia.

* * *

Reklama

W 1989 roku, w kościele na Karolkowej, odbywało się gorączkowe spotkanie ludzi warszawskiej "Solidarności", którzy mieli wybrać swoich kandydatów do pierwszych, częściowo wolnych wyborów do Sejmu. Jan Lityński, który mnie tam zaprosił, zapytał w pewnej chwili, jakie jest moje zdanie.
Odpowiedziałem, że wydaje mi się, iż powinni desygnować najmądrzejszych ludzi w każdej dziedzinie, jacy są tylko dostępni. Niech przeciwnik wie, że nie ma żartów. "Niech to będą potężne, sławne nazwiska. Takich nie wywiodą w pole"- argumentowałem z desperacją, bo wydawało mi się, że chwila jest wielka.
I wtedy- na zasadzie riposty - odezwał się Ernest Bryll, słynny poeta, autor tekstów, którego piosenki nie raz nagrywałem jako muzyk z różnymi solistami. "Jestem dokładnie odwrotnego zdania. Powinniśmy wystawić prostych ludzi, przedstawicieli narodu, robotników, nauczycieli, pielęgniarki, żeby naród zobaczył, że opozycja się nie wywyższa ponad ludzi pracy, że jest z nimi i daje szansę każdemu. Czyli coś, czego nie dawał komunizm, który z ludzi czynił niewolników".
Było dla mnie oczywiste, że Bryll wystawia do Sejmu pustą puszkę z napisem "Solidarność, równość, szansa dla każdego"- ale to jego koncepcja wygrała i kandydatami na posłów zostali m.in. robotnik z elektrowni Siekierki, hutnik z Huty Warszawa, nauczycielka i ślusarz. No i dwaj robotnicy z Ursusa.
Potem Bryll wyjechał na placówkę do ukochanej Irlandii i to, co się potem w Polsce działo, ominęło go niemal całkowicie.

* * *

Patrzę na wizerunek Donalda Tuska i zastanawiam się, jaka jest jego zawartość. Poza uśmiechem i wspaniałą retoryką, nie widać nic. Przyglądam się też manewrom Jarosława Kaczyńskiego i nie mogę uwierzyć, że tak ludzi zrobił w konia.
Puszki z powietrzem są w ruchu.

* * *

W tym miejscu wyszedłem z psami na spacer.

* * *

Tydzień temu minęła kolejna rocznica śmierci Jimi'ego Hendrixa, o czym przypomniała mi TV Kultura, która poprosiła, bym poprowadził dzień specjalny z tej okazji. Przez chwilę zastanawiam się, co by osiągnął człowiek tego formatu, gdyby urodził się dziś w Polsce.
W Sopocie by nie wystąpił, bo tam rządziły Mandaryna z Dodą. Żadne radio by go nie zagrało, bo w komercyjnych stacjach nadal obowiązuje zakaz grania ostrych gitar, gdyż odstraszają adresatów reklam proszku do prania. W radio publicznym zaś, które walczy o reklamy równie agresywnie, nie puszczono by go o żadnej przyzwoitej porze.
Hm.
Czy ktoś by się o nim w ogóle dowiedział?

* * *

Andrzej Śródka jest profesorem Polskiej Akademii Nauk, a dokładnie - dyrektorem Instytutu Historii Nauki PAN. Gdy mi kiedyś opowiedział z detalami, jak wyglądała pierwsza operacja chirurgiczna - zrobiło mi się słabo.
Profesor Śródka, którego znam od 30 lat, ma jedną oszalałą pasję - muzyka. Słucha każdej, zawsze i wszędzie. Kłóci się o składy kapel i kolejność utworów na albumach, znajduje podobieństwa w stylach powstałych 30 lat i tysiące kilometrów od siebie. Jako jedyny chyba człowiek w Polsce posiada kolekcję nagrań wszystkich singli, które kiedykolwiek znalazły się na pierwszych miejscach listy "New Musical Express". Sam mu zdobywałem jedną taką płytę, więc wiem, jak potrafi być zdeterminowany.
Kilka lat temu siedzieliśmy w gronie ludzi, którzy właśnie odeszli z Radia WAWA, bo właśnie przestało być "classic rock" i zaczęło być znienacka "przebojowe radio". Andrzej spojrzał na mnie i zapytał: "Jak można sprzedawać powietrze?"
Do dziś dzwoni mi to w głowie, a była to reakcja na wypowiedziane chwilę wcześniej przeze mnie zdanie: "Nie mamy szans na założenie własnej stacji radiowej, bo Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji żąda za koncesję na nadawanie milion złotych".

* * *

Zawsze, kiedy piszę felietony dla Interii, w tle gra mi muzyka. Teraz jest to Rachael Yamagata. Strasznie fajna 26-latka, która śpiewa i gra na gitarze, i daje się posłuchać, jak wejdziecie na www.rachaelyamagata.com.

* * *

Młody producent muzyczny mówi z ekranu telewizyjnego: "Żeby dziś zrobić dobry festiwal piosenki, potrzebny jest skandal". Nie powiedział: "potrzebna jest dobra piosenka, znakomity wykonawca i pomysłowy występ". Powiedział: "skandal".
Ten sprzedałby całe powietrze świata.

* * *

Jimi Hendrix, Janis Joplin, Led Zeppelin, Nirvana, Metallica, Eminem, Conor Oberst, Black Party, Guided By Voices i inni geniusze muzyki - dawni i dzisiejsi - gdyby żyli dziś w Polsce, nie wyszliby z piwnicy.

* * *

Żegnam się z panią Yamagata.
Na stronie www.nyradioguide.com znaleźć można wykaz wszystkich 71 stacji radiowych w Nowym Jorku. Można kliknąć i posłuchać niemal połowy z nich. Klikam w pierwszą od dołu i słyszę, jak cudnie gra na gitarze nieżyjący już Stevie Ray Vaughan. Klikam w następną - leci Robert Plant z ostatniej płyty. Potem natykam się na wspaniały soul z nieznanymi jeszcze artystami nowej generacji- swoją drogą tak wyrafinowany, że aż nie mogę uwierzyć, jak daleko zajechała ta muzyka.
Pstrykam myszką i kolejno mam w głośnikach: muzykę latynoską, pieśni religijne, najnowsze i bardzo agresywne kapele rockowe (akurat leci brytyjskie Black Party, rewelacja), potem muzyka i modlitwa karaibska. Na liście jest kilka stacji jazzowych - od smooth do awangardy, jest współczesna muzyka klasyczna, całkiem ciekawa, a następnie przez chwilkę groteskowo mówią do mnie Chińczycy (ich muzyka jest zaskakująca świeżością i wcale nieśmieszna). Potem John Zorn, prosty pop (takie są chyba tylko 4 stacje), dyskusja polityczna, a teraz znowu jazz i Sonny Rollins.
W Nowym Jorku jest 28 stacji na AM i 43 stacje na FM.

Wśród tych ostatnich aż 15 to radiostacje publiczne, akademickie, utrzymywane z funduszy miasta i datków słuchaczy - jednym słowem niekomercyjne. Kiedy tak przelatywałem przez listę, żadna z tych 71 stacji nie grała puszki z powietrzem.

* * *

Dziś jechałem samochodem Gusi, w którym jest radio. Przemknąłem przez wszystkie dające się wychwycić w Warszawie rozgłośnie - trzy z nich w tym samym czasie nadawały Dodę. Żadna nie grała bluesa, prawdziwego rocka (sorry, Antyradio), folku, discopolo, poezji śpiewanej, klasycznego jazzu, hip hopu, soulu czy metalu. Na Radio Maryja- ku mojemu zaskoczeniu- śpiewała Madonna, a w Radio Józef - Bryan Adams. Jednym słowem - poza muzyką klasyczną, objawioną na dwóch pasmach, wszystkie w zasadzie grały ten sam pop.
Za dwa lata zapytam kogoś o piosenki, które dziś grały te stacje.

* * *

Młody zespół przysyła mi mp3. W załączonym mailu piszą, że mają już logo. W trzecim zdaniu pada stwierdzenie: "Mamy w składzie wirtuoza gitarzystę, ale w nagraniu tego nie słychać, bo żadna stacja radiowa tego nie puści, chyba pan o tym wie".
Chwilę zastanawiam się nad tym zdaniem i wracam do czytania. Opisują co zamierzają zrobić. Będą mieli jednakowe trampki, które ich kolega przywiózł z Tajwanu, strasznie czaderskie. Zdjęcia zrobią sobie w dwóch miejscach - na tle obozu w Oświęcimiu (na Polskę) i na golasa (na Europę i Zachód).
"Musi być jakiś dym" - stwierdzają. Gdybym miał namiary na tego młodego producenta - podesłał bym go im. Słucham nagrania - przypomina Kombi.
Odpowiadam: Myślę, że jak skoczycie razem z Pałacu Kultury, to wszystkie stacje was zagrają w serwisie informacyjnym, przynajmniej jednokrotnie.

* * *

Zaraz wyłączę komputer, ale jeszcze posłucham przez chwilę mojej ulubionej stacji z uniwersytetu Fordham.
Pstryk.
Z głośnika płynie "Volcano", absolutne arcydzieło Damiana Rice'a. To na pewno nie jest pusta puszka. To jest arcydzieło. Dlatego żadna polska stacja radiowa tego utworu nie zagra.

Zbigniew Hołdys

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: piosenki | stacje | puszki | radio | muzyka | sprzedawanie | Zbigniew Hołdys

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje