Reklama

Sprawiedliwość

W amerykańskim sądzie byłem trzy razy, z czego raz jako oskarżony. Podobało mi się.

* * *

Reklama

Był grudniowy wieczór, padał lekki śnieg i wszędzie lśniły kolorowe lampki na ulicach. Samochód był ogromny, pochodził z 1972 roku, nazywał się Cadillac i był w kolorze herbacianym. Miał fałszywe numery, nie posiadał przeglądu technicznego i ważnego ubezpieczenia. To ostatnie jest w USA przestępstwem. Zatrzymało nas siedem radiowozów w pobliżu centrum handlowego, biorąc nas za mafię ukraińskich fałszerzy pieniędzy.

* * *

W historii "Gazety Wyborczej" tylko dwukrotnie użyto tak wielkiej czcionki do napisania tytułu na pierwszej stronie. Najpierw było to słowo "WOJNA" (następnego dnia po puczu w Moskwie). Drugi raz nastąpił w dzień po informacji o wszczęciu procesu Michaela Jacksona. Wielki okrzyk grubą czcionką Futura Bold obwieszczał na pierwszej stronie "HAŃBA KRÓLA" i ozdobiony był zdjęciem MJ.

Pamiętam, że zamyśliliśmy się wówczas z grupą przyjaciół przy moim stole w domu. Jeszcze nie rozpoczął się proces, nie pojawił się na sali sądowej ani jeden świadek czy skrawek dowodu - a już w wielkim polskim dzienniku zapadł wyrok.

Równie wielki tytuł "KRÓL NIEWINNY" nie pojawił się na pierwszej stronie "Gazety" nigdy. Także wtedy, gdy Jackson został uniewinniony przez amerykański sąd.

* * *

Sędzia przywitał mnie przyjaznym gestem, odczytał rekomendację z konsulatu, po czym powiedział: "Gratuluję Zbiggy, wielka rzecz. Ale teraz mi powiedz, czy samochód był ubezpieczony czy nie". Chrząknąłem i zacząłem wyjaśniać, że limuzynę kupiłem dwa dni temu i że nie wiedziałem, jakie są przepisy...

"To nieważne, Zbiggy" - przerwał mi sędzia. "Pytanie jest proste: miałeś tego dnia kwit ubezpieczenia czy nie?". Zawahałem się. Szukałem jakiejś deski ratunku, ale nic nie przychodziło mi na myśl. Ponownie spróbowałem swojego bełkotu: "Ja po prostu..." "Zbiggy..." - westchnął sędzia. "To jest sąd. Tu się liczą dowody. Jeśli miałeś ten nędzny kwit - jesteś wolny. Jeśli nie miałeś - dostajesz tysiąc dolarów grzywny i zabieram ci prawo jazdy na pół roku. Albo tak, albo tak. Nie mamy pola manewru".

* * *

Proces O.J. Simpsona był transmitowany na cały świat. Prawnicy sportowca dokonywali cudów, by wykazać jedno - że istnieje jedna szansa na milion, iż zabił ktoś inny. Bo w walce o sprawiedliwość wystarcza czasem jedna nieszczelność w tezie prokuratora - i uniewinnia się człowieka. Udało się. Simpson został w procesie karnym uniewinniony.

W Polsce profesor Filar, specjalista prawa karnego, siedząc w Toruniu i komentując z odległości 8 tysięcy kilometrów uniewinnienie Jacksona, wyznał rezolutnie na potrzeby TVN: "To jest wyrok taki sobie, nikt nie wie, jak było naprawdę, w końcu prawnicy Jacksona wzięli miliony dolarów, żeby go jakoś wybronić, dopiero sąd ostateczny osądzi Jacksona właściwie". Piękne.

Zwłaszcza to ostatnie, o sądzie ostatecznym.

Kto wie, czy słowa profesora Filara nie powinny być wyryte w każdym sądzie w Polsce, żeby uniewinniony sobie nie pomyślał czasem, że to już koniec.

* * *

Ach, byłbym zapomniał: prokurator wydał na zgromadzenie dowodów winy Michaela Jacksona ponad 7 milionów dolarów. Być może więcej, niż wzięli adwokaci M. Jacksona.

* * *

Nie miałem kwitu i sędzia mnie skazał. "Masz odebrane prawo jazdy, Zbiggy. Fizycznie ci go nie zabieram, bo to jest twój dowód tożsamości, ale nie wolno ci jeździć na terenie stanu New Jersey przez sześć miesięcy. Jak złamiesz zakaz - dostaniesz rok więzienia. Oznacza to, że jadąc jako pasażer tunelem Holland do Nowego Jorku, kiedy będziesz mijał namalowany na ścianach czerwony pas graniczny i napis stan New Jersey żegna - stan New York wita, tam możesz się przesiąść na miejsce dla kierowcy i pojechać dalej. Nic mi do tego. Tylko pamiętaj: musisz to zrobić co najmniej jeden cal za granicą stanu New Jersey, inaczej pójdziesz do więzienia. Zrozumiałeś?". Kiwnąłem głową.

* * *

W procesie o zabójstwo Grzegorza Przemyka jeden ze świadków - i zarazem kolega Przemyka - nagle zaczął sobie przypominać po latach pewne detale. Sędzina mu przerwała: "To niemożliwe, żeby człowiek wraz z upływem czasu pamiętał więcej, niż tuż po zdarzeniu". Rozmawiam o tym z moim amerykańskim kolegą adwokatem. Uśmiecha się. "W USA taki sędzia zostałby odsunięty od sprawy od razu. Sędzia nie ma takich praw, bo nie jest specjalistą w sprawach pamięci. To może ocenić tylko lekarz z dziedziny psychiatrii lub neurologii. To kwestia ważności dowodu. Jeden dowód czasem ratuje, a inny skazuje człowieka. Wielu ludzi po latach w ogóle odzyskuje pamięć, więc jak?"

* * *

"I jeszcze jedno, Zbiggy" - powiedział na zakończenie sędzia. "Ponieważ jesteś z innego kraju, wyjaśnię ci, co naprawdę oznacza odebranie prawa jazdy w naszym stanie. Otóż przez sześć miesięcy, pod żadnym pozorem, nie wolno ci usiąść na miejscu dla kierowcy. W jakimkolwiek aucie. Zapamiętaj to, żeby potem nie było dyskusji. Nieważne, czy kluczyki będą w stacyjce czy nie, czy samochód będzie miał koła, czy też będzie stał na cegłach. Nieważne, czy będzie miał silnik czy też pod maską będzie pusto. To może być sama karoseria na złomowisku i to może być nowa fura w sklepie z samochodami - nieważne. Siądziesz za kierownicą i dostaniesz rok więzienia. Czy ty to rozumiesz?".

To mi się spodobało najbardziej.

* * *

Kiedy tylko sąd poinformował o postawieniu Jacksona w stan oskarżenia - polskie media zachłysnęły się tą wiadomością. Poniewierano nim jak ścierką, wyśmiewano jego kolor skóry i wygląd, poniżano go na każdym kroku. Zostałem wówczas zaproszony do studia TVN 24 na rozmowę z Marcinem Pawłowskim. Pytał, co o tym sądzę i jak to się może skończyć.

Poprosiłem, żeby media nie wydawały wyroków, zanim zrobią to sędziowie przysięgli. "Media nie mogą przedwcześnie skazywać nikogo. Nie wolno im niszczyć ludzi. Przecież zabijają być może niewinnego człowieka" mówiłem.

Potem z Marcinem wymieniłem kilka maili na ten temat. W jednym napisał: "Ma pan rację. Media nie powinny tak postępować"

Zbigniew Hołdys

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje