Reklama

Reklama

Serhij Iwańczuk cudem przeżył rosyjski ostrzał. "To prawdziwy bohater"

Serhij Iwańczuk to 29-letni śpiewak operowy. Gdy w Ukrainie wybuchła wojna, muzyk porzucił swój zawód i oddał się walce o swój kraj. Na polu walki został postrzelony. Obecnie przebywa w szpitalu, gdzie wraca do zdrowia. Teraz opowiedział o swoim największym marzeniu.

Serhij Iwańczuk, śpiewak operowy z Połtawy uratował około 100 osób z punktów zapalnych na Ukrainie. "Rozumiał, że ludzkie życie zależy w pewnym stopniu od jego działań. Kiedyś ewakuował rodzinę, a następnego dnia rakieta uderzyła w ich dom... Syn powtarzał, że zdaje sobie sprawę, że to, co robi, jest niezwykle niebezpieczne. Ale nie może zrobić inaczej" - opowiadała matka mężczyzny, Olena.

Podczas pomocy medykom w szpitalu w Charkowie dostał się pod ogień przeciwników i doznał pięciu ran postrzałowych. Medycy i tak liczą to w kategorii cudu, ponieważ w samochodzie muzyka znaleziono 30 dziur po kulach. Doznał obrażeń wątroby, płuc, nóg i palców u rąk. "Uczucie bycia trafionym kulą jest podobne do rozrywania, rażenia prądem, jednoczesne pieczenie i silny, bolesny wstrząs" - wspominał. Mimo obrażeń dojechał z czterema pasażerami i dwoma kotami na pobliski posterunek. Tam dopiero stracił przytomność. Faktem jest jednak, że gdyby nie pomoc lekarki, którą wiózł w samochodzie, prawdopodobnie nie przetrwałby podróży. 

Reklama

Zajęli się nim wtedy lekarze na oddziale reanimacji w Charkowie. Spędził tam 16 dni. "Od początku wojny chłopak wywiózł z Sałtiwki (dzielnica Charkowa) i Ochtyrki (w obwodzie sumskim) blisko 50 osób. Codziennie wsiadał do swojego samochodu i ewakuował ludzi z punktów zapalnych" - pisano wtedy. Obecnie wiadomo, że tych osób było dwa razy więcej. 

W programie "Wieczór z Ukrainą" wspominał, że przed tamtym wyjazdem w domu jego mamy ze ścian spadły ikony. "Moja matka jest bardzo religijną osobą, powiedziała: 'Serhji, ikony nie spadają tak po prostu. Błagam, przestań'. Czuła, że nie wrócę. Ale moje poczucie 'kto, jeśli nie ja' było znacznie silniejsze niż wszystkie przekonania mojej matki" - mówił. "Moja mama szukała mnie przez dwa dni i nie mogła mnie znaleźć. Podczas wojny bardzo trudno jest dowiedzieć się, gdzie może być dana osoba" - dodał.

Teraz Iwańczuk przebywa w szpitalu w niemieckim Ulm. "Na moim ciele pozostało wiele blizn po ranach postrzałowych i po odłamkach. To będzie przypomnienie, kto jest naszym bratem, a kto wrogiem" - wyznał kilka dni temu. "Mój dziadek i babcia siedzieli 15 lat na Kołymie. Babcia została zabrana w wieku 15 lat, ponieważ napisała wiersz "Jak długo będziesz torturowana moja Ukraino?". Dziadek był represjonowany, ponieważ pomagał żołnierzom UPA w rozdawaniu ulotek. Mój pradziadek, dziadek, ojciec nienawidzili Moskali, ja też. Zawsze będziemy pamiętać wszystkie ich okrucieństwa. Teraz Ukraina jest silniejsza niż kiedykolwiek. Wygramy. Wierzę w każdego z nas. A my zajmiemy się zdrajcami" - opowiadał.

Niedawno wystąpił w niemieckiej klinice razem z pianistką Antoinettą Miszczenko. Skomentował to m.in. Anton Heraszczenko, były wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy. "Spełniło się jego marzenie o ponownym śpiewaniu. Serhji to prawdziwy bohater" - napisał. Iwańczuk skupia się teraz na powrocie do zdrowia, a w ostatnim nagraniu zdradził, że jego największym marzeniem jest powrót do występowania na europejskich scenach. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL