Reklama

Roskilde: Wielkie gwiazdy w wielkim kurzu

Pierwszy dzień festiwalu w Roskilde upłynął pod znakiem doskonałej pogody i rewelacyjnych koncertów w tumanach kurzu. A w piątek, 1 lipca, powinno być jeszcze lepiej, bo na jednej z festiwalowych scen wystąpią Polacy z Kapeli ze Wsi Warszawa.

Zanim punktualnie o 17. w czwartek, 30 czerwca, otwarto bramy festiwalu, 20 tys. wolontariuszy uwijało się jak w ukropie, żeby zapewnić wszystkim uczestnikom komfort i bezpieczeństwo. Pod względem organizacji Duńczycy są klasą sami dla siebie. Na festiwalu i okolicznych polach kempingowych wszystko już od tygodnia było przygotowane na przyjęcie ponad 100 tys. osób z całego świata.

Reklama

Priorytetami organizatorów są bezpieczeństwo i ekologia. Z troski o środowisko zorganizowano skup plastikowych opakowań, które dzięki temu nie walają się pod nogami. A na koncertach o zdrowie widzów dbają panowie, którzy roznoszą wśród publiki wodę i na bieżąco mierzą poziom decybeli, żeby w razie potrzeby ściszyć muzykę płynącą z głośników.

A ta na Roskilde otacza człowieka ze wszystkich stron. W czwartek (30 czerwca) punktualnie o godz. 17.30 rozpoczęły się występy na sześciu scenach. Jako pierwsi ze 160 wykonawców zaprezentowali się Anglicy z Athlete. Melodyjne gitarowe granie trafiło do młodej publiki, ale ciężko wróżyć większą karierę grupie, która pełnymi garściami czerpie z dorobku takich zespołów, jak Coldplay, czy niedoceniony Gene, nie dając zbyt wiele od siebie. Wokalista imponuje co najwyżej doskonałym, południowo-londyńskim akcentem. W dodatku materiał z nowej płyty "Tourist", którego głównie dane nam było posłuchać, ma się nijak do takiego przeboju Athlete, jak "You Got The Style".

Lekko znudzeni gitarową rutyną Athlete zmieniamy scenę na namiot Ballroom, w którym prezentują się zespoły z kręgu World Music. Trafiamy idealnie na rewelacyjny Dwi Mekar z Indonezji. Egzotyczni artyści prezentują na scenie prawdziwy spektakl, z feerią barw, imponującymi strojami i wciągającą, etniczną muzyką, graną m.in. na gongach.

Po łyku egzotyki przychodzi czas na główne gwiazdy tego dnia festiwalu. O godz. 20. na pomarańczowej scenie pojawia się Velvet Revolver, czyli połączone siły Guns N'Roses oraz Stone Temple Pilots. Oczywiście obowiązkowe żywiołowe przyjęcie i Scott Weiland, Slash i spółka mogą startować z solidnym rockowym zestawem, w którym nie zabrakło kawałków ich poprzednich kapel oraz materiału z przebojowego albumu "Contraband".

Panowie spisali się na medal, mimo, że trochę szwankowało nagłośnienie. Nie dane nam było do końca podziwiać Velvet Revolver, bo za chwilę rozpoczynał się koncert Sonic Youth. Razem z kilkudziesięciotysięcznym tłumem przedarliśmy się w tumanach kurzu do Areny, gdzie już zaczynali grać klasycy alternatywnego rocka z Nowego Jorku.

W namiocie, w którym występowali Sonic Youth, również doskwierał niemiłosierny, wbijający się wszędzie pył, ale wystarczyło kilka nut, by o nim zapomnieć. Weterani z NY (są obecni na scenie już od 20 lat!) pokazali, na czym polega prawdziwa magia muzyki. Od pierwszego pojawienia się na scenie przykuwają uwagę publiki, zwłaszcza Kim Gordon, która tego dnia założyła ultra krótką sukienkę.

Zaczynają delikatnie, leniwe co nieco gitary, stopniowo nawarstwiające się dźwięki. Ale za moment kompozycje rozrastają się, powalają rozmachem i ożywczym hałasem. Tego dnia grało im się chyba bardzo dobrze, szczególnie Thurstona Moore'a wyjątkowo roznosiła energia. Kulminacją było "Unmade Bed" z płyty "Nurse", w ktorym Thurtsone zaczął kochać się ze swoją gitarą...

Na koniec dali się jeszcze wyciągnąć na bisy. Zagrali "Teenage Riot" z "Sister" i zakurzony, ale w pełni usatysfakcjonowany, tłum fanów mógł ruszyć dalej festiwalowym szlakiem.

Szymon Jadczak, Roskilde

Zobacz galerię zdjęć z Festiwalu Roskilde.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sonic Youth | Velvet Revolver | 'Gwiazdy'

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje