Reklama

Reklama

Roger Waters wystąpi w Polsce. "Niech gra u swojego kolegi Putina"

Roger Waters zapowiedział dwa koncerty w Polsce podczas przyszłorocznej trasy "This Is Not A Drill". W związku z ogłoszeniem występów, w sieci pojawiło się sporo negatywnych komentarzy będących odpowiedzią na słowa muzyka na temat wojny w Ukrainie. "Lepiej pieniądze na bilet zainwestować w amunicję dla Ukrainy" - piszą internauci.

Roger Waters zapowiedział dwa koncerty w Polsce podczas przyszłorocznej trasy "This Is Not A Drill". W związku z ogłoszeniem występów, w sieci pojawiło się sporo negatywnych komentarzy będących odpowiedzią na słowa muzyka na temat wojny w Ukrainie. "Lepiej pieniądze na bilet zainwestować w amunicję dla Ukrainy" - piszą internauci.
Roger Waters przyjedzie do Polski / Filippo Ciappi/NurPhoto /Getty Images

Roger Waters był jednym z założycieli legendarnego zespołu Pink Floyd. W 1985 roku opuścił skład i rozpoczął karierę solową. Z każdym rokiem coraz bardziej oddala się od dawnych kolegów - nie tylko pod względem muzycznym i osobistym, ale też ideologicznym.

Niedawno rozpoczął kolejną trasę koncertową, "This is Not A Drill", z którą w 2023 roku przyjedzie do Europy. Właśnie ogłoszono 2 koncerty muzyka w Polsce. Waters wystąpi w krakowskiej Tauron Arenie 21 i 22 kwietnia. Sprzedaż biletów rozpocznie się w piątek, 16 września, od godz. 10.00.

Reklama

Roger Waters występi w Polsce. "U ruskich niech se zagra"

Zaangażowanie Rogera Watersa w sprawy społeczno-polityczne jest znane od lat. Muzyk wypowiadał się ostatnio często w sprawie wojny w Ukrainie.

"Żałuję, że rządy państw zachodnich podsycają ogień, który zniszczy wasz piękny kraj, wysyłając broń na Ukrainę, zamiast zaangażować się w dyplomację, która jest niezbędna do powstrzymania rzezi. Zapewniam, że jeśli wszyscy nasi przywódcy nie złagodzą retoryki i nie podejmą dyplomatycznych negocjacji, po zakończeniu walk z Ukrainy pozostanie bardzo niewiele" - napisał jakiś czas w mediach społecznościowych.

Kilka dni temu muzyk w opublikowanym na Facebooku poście zaapelował do pierwszej damy Ukrainy, by pomogła "przekonać naszych przywódców do powstrzymania rzezi".

"Jeśli przez 'wsparcie dla Ukrainy' rozumiecie Zachód kontynuujący dostarczanie broni dla wojsk rządu w Kijowie, obawiam się, że możecie się tragicznie pomylić" - pisał Waters. Dodał też, że Stany Zjednoczone "zadeklarowały zainteresowanie tym, aby wojna trwała jak najdłużej".

Szerokim echem odbiły się także słowa muzyka o tym, że Rosjanie walczyli o naszą wolność. "23 mln Rosjan zginęło chroniąc ciebie i mnie przed nazistami podczas II wojny światowej" - stwierdził Waters. 

Polacy o koncercie Rogera Watersa: "Niech gra u swojego kolegi Putina"

W odpowiedzi na ogłoszenie koncertów Watersa, w sieci pojawiło się wiele komentarzy krytykujących postawę muzyka oraz organizatorów koncertu.

"Niech gra u swojego kolegi Putina", "Gilmour mógłby zagrać wreszcie w Krakowie zamiast tego kacapa", "Lepiej pieniądze na bilet zainwestować w amunicję dla Ukrainy", "Stary dziad odklejony od rzeczywistości, jawnie popierający wojnę wywołaną przez Putina, przyjeżdża do mojego miasta, do mojego kraju pomagającego Ukrainie, głosić swoje poglądy? Można być za lewicą, prawicą, pomiędzy, ale nie można być takim s****nem, żeby być za rzezią niewinnych ludzi" - czytamy.

Warto dodać, że Nick Mason i David Gilmour, czyli pozostali żyjący muzycy Pink Floyd wydali natomiast piosenkę "Hey Hey Rise Up!" z udziałem wokalisty zespołu Boombox, Andrija Chływniuka. Ukraiński piosenkarz wykonał utwór "Czerwona kalina" przy akompaniamencie legend progresywnego rocka, a pieniądze, które udało się zgromadzić dzięki utworowi przekazali na pomoc Ukrainie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL