Reklama

Pearl Jam: Prezent dla fanów

Jeszcze w tym roku ukaże się podwójny album z nagraniami grupy Pearl Jam, które dotąd nie znalazły się na żadnej z jej studyjnych płyt. Tak zapowiada gitarzysta Mike McCready. Tymczasem wokalista Eddie Vedder udzielił wywiadu, w którym dość obszernie odniósł się do tragedii, do jakiej doszło podczas pamiętnego koncertu grupy na festiwalu Roskilde, w 2000 roku.

Fani formacji Pearl Jam dostaną niebawem do rąk nie lada rarytas. Na przygotowywanym przez zespół kompilacyjnym wydawnictwie mają się znaleźć utwory ze stron B singli, z okolicznościowych singli świątecznych wydawanych dla członków oficjalnego fan-klubu, piosenki przeznaczone na różnego rodzaju składanki oraz te, które z różnych względów nie zostały dotąd opublikowane.

Reklama

"Chcemy umieścić na płycie utwory typu Alone, który nie zmieścił się na naszą pierwszą płytę. Jest też piosenka nazywająca się Brother, która została napisana mniej więcej w tym samym czasie, co Daughter [z albumu Vs. - przyp. red]".

"Wśród innych numerów przeznaczonych na tę składankę jest nasz ulubiony utwór koncertowy Yellow Ledbetter oraz nigdy nie wydany w celach komercyjnych Angel - powiedział McCready.

Muzyk dodał, że zespół musi wybrać to, co najlepsze, spośród aż około 100 piosenek.

Tymczasem Eddie Vedder, wokalista Pearl Jam, zdecydował się podzielić kilkoma wspomnieniami z dramatycznego koncertu grupy na festiwalu Roskilde sprzed trzech lat, podczas którego zginęło dziewięcioro fanów, stłoczonych pod sceną.

"Niektórzy krzyczeli Dziękujemy, inni, będący w dobrej formie, pozdrawiali nas. I nagle ktoś został popchnięty, upadł i zrobiło się nerwowo. Natychmiast zrozumieliśmy, że coś zaczęło się dziać" - opowiada Vedder dziennikarzowi "Rolling Stone'a".

"Wciąż było tam 40 tysięcy ludzi, którzy czekali, aż koncert znów się rozpocznie. I wtedy w mojej głowie coś zaskoczyło. Wiedziałem, że moje życie nigdy nie będzie już takie samo" - wspomina wokalista.

Stwierdził, że w przezwyciężeniu depresji, w jaką wpadł po tamtym koncercie, najbardziej pomogła mu Coco, córeczka muzyków zaprzyjaźnionej grupy Sonic Youth, Thurstona Moore'a i Kim Gordon.

"Podarowała mi kartkę, na której narysowała dwa uśmiechnięte kwiaty, mówiąc, że to ja i ona jesteśmy tymi kwiatami. Kiedy skończy 20 lat, powiem jej, jak wiele znaczył dla mnie ten prezent" - powiedział Eddie Vedder.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Pearl Jam | wokalista | prezent

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje