Reklama

Pearl Jam na krawędzi

Członkowie amerykańskiej grupy Pearl Jam przyznali ostatnio, że czerwcowa tragedia na festiwalu w Roskilde, podczas którego w czasie ich występu zginęło dziewięć osób, o mało nie doprowadziła do rozpadu zespołu. Po ciężkim okresie Eddie Vedder i spółka postanowili jednak kontynuować działalność.

"Taka myśl przeszła nam wszystkim przez głowę. Jednak z drugiej strony wiedzieliśmy, że nie nadszedł jeszcze czas, aby kończyć działalność" - powiedział w wywiadzie dla jednej z amerykańskich gazet Mike McCready, gitarzysta Pearl Jam. Dodał także, iż zespół długo czuł się winny, że nie udało mu się zapobiec tragedii. "Eddie próbował nakłonić ludzi, aby przestali się pchać, ale nie mogliśmy nad tym zapanować".

Reklama

Tym, co zadecydowało o dalszym istnieniu Pearl Jam, była muzyka. "Myśleliśmy o tym, aby dać sobie spokój. Zdaliśmy sobie jednak sprawę, że robimy wspaniałą muzykę, że nie możemy teraz przestać. Jeśli mamy zakończyć działalność zespołu, to nie takim smutnym akcentem" - dodał McCready.

JAM

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Pearl Jam | Na krawędzi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje