Reklama

Reklama

Muniek Staszczyk szczerze o chorobie: "Poczułem potrzebę podziękowania Bogu"

Muniek Staszczyk, lider grupy T.Love, w 2019 roku podczas pobytu w Londynie miał wylew. W rozmowie z Polskim Radiem 24, muzyk wyznał, że był to dla niego punkt graniczny.

Muniek Staszczyk jest liderem grupy T.Love

W drugiej połowie lipca 2019 roku Muniek Staszczyk trafił do szpitala w Londynie. Do stolicy Wielkiej Brytanii pojechał na koncerty Neila Younga i Boba Dylana. Przez długi czas nie było wiadomo, co stało się z wokalistą. Pierwszy wpis Muńka również nie rozwiewał wątpliwości (pisownia oryginalna):

"Hello everybody! Pozdrawiam Wszystkich ze szpitala w Londynie, gdzie jestem od tygodnia pod opieką tamtejszych lekarzy. Wracam powoli do zdrowia po przebytej tu ciężkiej chorobie. Trzymajcie się. Bardzo dziękuję za wszystkie dowody miłości i wyrazy wsparcia. Kochani, posłuchajcie londyńskiej piosenki z roku 1991 'Dirty Streets of London'. Jesteśmy w kontakcie! I LOVE YOU" - napisał wokalista T.Love na Facebooku.

Reklama

Dwa tygodnie po trafieniu do szpitala Staszczyk w końcu ujawnił, co stało się w Londynie (pisownia oryginalna):

"London calling! Pozdrawiam Wszystkich serdecznie z londyńskiego szpitala, w którym znajduję się po przebytym dwa tygodnie temu wylewie. Stan mojego zdrowia ulega systematycznej poprawie, niedługo wracam do Polski. 30 lat temu w lipcu ’89 roku odwiedziłem Londyn po raz pierwszy, żeby napisać 'Warszawę' T.Love'u w knajpie na Highbury i zostać gwiazdą rocka, a także zarobić na dorosłe życie. A dziś dziękuję Bogu za to, że żyję" - napisał.

Muniek Staszczyk: "Poczułem potrzebę dziękczynienia, podziękowania Bogu"

W rozmowie z Polskim Radiem 24, wokalista opowiedział o tym wydarzeniu i zdradził, jak wpłynęło ono na niego.

"Pierwszy świadomy moment to było moje szpitalne łóżko w Londynie i moja żona, mój syn i mój menedżer, którzy stali nad tym łóżkiem. Bardzo mi się chciało pić. Nigdy w życiu woda mi tak nie smakowała. Potem były bardzo mocne leki. Niewiele pamiętam z tego szpitala w Londynie. Wiedziałem, co się stało, ale jeszcze nie mogłem wtedy odczuwać tej wartości, radości, że jestem na tej planecie z powrotem" - powiedział Staszczyk sugerując, że był już prawie po drugiej stronie.

Jak sam przyznał, wcześniej oprócz wizyt u kolegów, nigdy nie trafił do szpitala. To wydarzenie nazwał sytuacją graniczną, po której człowiek uczy się pokory.

"Refleksje przyszły później. Poczułem wielką miłość ludzi, wielką empatię. Poczułem potrzebę dziękczynienia, podziękowania Bogu. Kiedy wyszedłem ze szpitala, był wrzesień 2019 r. Takie sytuacje jak ta, uczą ogromnej pokory, dystansu. Następuje poważne przewartościowanie, jeśli chodzi o karierę i inne rzeczy w życiu" - wyjaśnił Muniek.

Przypomnijmy, że Muniek Staszczyk planuje w tym roku wydać premierowy album z T.Love, pt. "Hau! Hau!".

Do współpracy Muniek zaprosił muzyków, z którymi nagrał przełomowy album "King" z 1992 r., który przyniósł takie przeboje, jak tytułowy "King", "Nabrani" czy "Stany". Towarzyszyli mu wtedy Jan Benedek (gitara), Jacek "Perkoz" Perkowski (gitara), Paweł Nazimek (bas) i Sidney Polak (perkusja).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje