Reklama

Marilyn Manson pozwany za czyn lubieżny

Kochający skandale Marilyn Manson prawdopodobnie będzie musiał zapłacić za swoje ostatnie ekscesy. 20 lipca na koncercie w Clarkston, w stanie Michigan, dopuścił się naruszenia nietykalności cielesnej stojącego pod sceną ochroniarza, m.in. przez pocieranie swoimi genitaliami jego głowy. Grozi mu nawet do dwóch lat więzienia.

Podczas koncertu w sali DTE Energy Music Theatre w Clarkston, półnagi Manson zaszedł od tyłu 25-letniego pracownika ochrony Joshuę Keaslera, dotykając się w niedwuznaczny sposób w okolicy swych genitaliów. Potem autor "Antichrist Superstar" napluł Keaslerowi na głowę, po czym objął go nogami i ocierał się genitaliami o szyję i głowę zaskoczonego ochroniarza.

Reklama

"Czyny Mansona dawno nie mieszczą się w granicach artystycznej ekspresji. To, co zrobił, nie może być uznane za zaplanowany element spektaklu. To po prostu fizyczna napaść o charakterze seksualnym na nie spodziewającego się niczego człowieka, którego zadaniem była ochrona publiczności. Tak ohydny czyn nie może mu ujść płazem, dlatego postanowiliśmy wnieść oskarżenie" - oświadczył David G. Gorcyca, prokurator okręgowy hrabstwa Oakland.

Jeżeli Marilyn Manson przegra sprawę, może trafić nawet na dwa lata do więzienia. Jego prawnik do tej pory nie skomentował zajścia, a o samym pozwie dowiedział się od dziennikarzy. Wody w usta nabrali również przedstawiciele wytwórni Interscope, wydającej płyty Mansona.

Dowiedz się więcej na temat: Marilyn Manson | kara więzienia | manson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje