Reklama

L.A. Guns: Bardzo osobista płyta

Od kilku tygodni dostepny jest na rynku nowy album formacji L.A. Guns, przez którą przewinęli się w ubiegłych latach muzycy znani później m.in. z W.A.S.P. i Guns 'N Roses. Jak podkreślają członkowie zespołu, jest to dla nich bardzo ważna i szczególna płyta.

Wbrew wcześniejszym doniesieniom, w studiu nagraniowym nie pojawił się basista Kelly Nickles, którego zastąpił niejaki Muddy i to on figuruje w książeczce jako członek zespołu. Phil Lewis, wokalista L.A. Guns, powiedział, że nowa płyta grupy jest dla niego bardzo ważna, w szczególności piosenka "Don't Call Me Crazy".

Reklama

"Mógłbym o tym opowiadać non stop przez kilka dni. Byłem kiedyś związany z kobietą, która miała poważne problemy. Braliśmy sporo różnych pigułek, mieliśmy razem dziecko. To było najboleśniejsze doświadczenie mojego życia, patrzenie, jak bliska mi osoba, matka mojego dziecka, stacza się na dno. Nasz związek zakończył się, kiedy trwały prace nad tą płytą. Chłopakom z zespołu zawdzięczam ocalenie. Dzięki nim zupełnie się wyłączyłem i skoncentrowałem na muzyce. Nigdy nie napisałem o niczym tak osobistym. Podobno teraz jest już z nią lepiej i mieszka z rodzicami. Odwiedzam ją czasem. Czułem potrzebę napisania czegoś takiego, a nie kolejnych piosenek w stylu mała chcę to z tobą zrobić" - tłumaczy Phil.

Wokalista zapewnił, że na płycie nie brakuje frywolnych piosenek, traktujących o wesołej stronie życia, ale nie tylko tego należy oczekiwać obecnie od L.A. Guns.

Wkrótce zespół rozpocznie promowanie swego najnowszego dzieła na wspólnej trasie z reaktywowanym Faster Pussycat i grupą Gilby'ego Clarka, byłego gitarzysty Guns 'N Roses.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: L.A. Guns | W.A.S.P. | nowy album | Guns N'Roses

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje