Reklama

Reklama

​Krzysztof Cugowski: Zawsze najmilej wspomina się ten pierwszy raz ("50 lat na 100 procent")

"Gdyby nie moi menedżerowie pewnie nigdy bym tego jubileuszu nie wyciągnął na światło dzienne... Zagram parę koncertów i już" - mówi Krzysztof Cugowski, który pod szyldem "50 lat na 100 procent" świętować będzie swój okrągły jubileusz na scenie.

"Gdyby nie moi menedżerowie pewnie nigdy bym tego jubileuszu nie wyciągnął na światło dzienne... Zagram parę koncertów i już" - mówi Krzysztof Cugowski, który pod szyldem "50 lat na 100 procent" świętować będzie swój okrągły jubileusz na scenie.
Krzysztof Cugowski szykuje się do jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej /Tomasz Urbanek/DDTVN /East News

Dwa duże koncerty Krzysztofa Cugowskiego odbędą się 25 maja w Warszawie (Torwar) i 20 października w Łodzi (Atlas Arena).

Wokaliście towarzyszyć będzie Zespół Mistrzów, z którym współpracuje od ponad roku. W jego skład weszli doświadczeni muzycy: gitarzysta Jacek Królik (m.in. eks-Brathanki, Grzegorz Turnau, Justyna Steczkowska, Chłopcy z Placu Broni), ceniony kontrabasista jazzowy Robert Kubiszyn, grający na klawiszach Tomasz Kałwak (m.in. Bracia, Dorota Miśkiewicz) i perkusista Cezary Konrad (m.in. Ana Maria Jopek, Grzegorz Turnau, Włodek Pawlik Trio).

Reklama

PAP Life: Nagrał pan przeszło 400 piosenek, którą wspomina pan najcieplej?

Krzysztof Cugowski: - Zawsze najmilej wspomina się ten pierwszy raz (śmiech). Podobnie tu: "Sen o dolinie", to piosenka, od której wszystko się zaczęło, bez niej pewnie byśmy dziś nie rozmawiali. Na pewno niewiele jest takich piosenek, których nie lubię...

Śpiewa pan do dziś "Znowu w życiu mi nie wyszło"?

- Tak, to dobry kawałek, wiem, bo oprócz tego, że jestem muzykiem, jestem też słuchaczem...

Jakie wydarzenia były dla pana szczególne? Wyjazdy, koncert w Carnegie Hall?

- Koncertów zagraliśmy kilka tysięcy. W okresie PRL-u musieliśmy grać i grać, bo stawki były ustalane odgórnie. Ale ja zapamiętałem szczególnie pierwszy koncert Budki Suflera poza Lublinem. To był rok 1973 albo 1974. Byliśmy już taką lokalną gwiazdą i pierwszy raz wyjechaliśmy na koncert i to od razu do Warszawy do Klubu Stodoła. Dla nas był to bardzo ważny występ. Oczywiście wspominam wyjazdy, Amerykę, Australię, Kanadę - byliśmy tam dziesiątki razy. Ale ta Stodoła zapadła mi szczególnie w pamięć.

Gdyby można było cofnąć czas, co by pan zmienił?

- Nie zmieniałbym niczego, może drobne rzeczy, ale generalnie w 95 procentach robiłbym to samo. Jestem spełniony, jako muzyk i jako człowiek; mam rodzinę, synów... Jeżeli czegoś bym teraz oczekiwał od życia to zdrowia, bo dzięki temu mogę wciąż występować. Ale to też się skończy. Nie mówię o końcu ostatecznym - skończą się występy. Jestem na to przygotowany.

Taki epizod, gdy był pan senatorem, czy to się liczy do jubileuszu?

- Nie wiem, chociaż wspominam to miło i z wieloma poznanymi wówczas ludźmi utrzymuję kontakty do dziś. Ale już bym tego nie powtórzył, to jednak nie dla mnie...

Rozmawiał: Zbigniew Krzyżanowski (PAP Life)

Krzysztof Cugowski rozpoczął przygodę z muzyką jeszcze jako licealista. W 1969 roku założył zespół o nazwie, którą za kilka lat miała poznać cała Polska - Budka Suflera. Debiutancki album "Cień wielkiej góry" oraz jego następca - "Przechodniem byłem między wami" to absolutny kanon polskiego rocka.

Z kolei w drugiej połowie lat 90. XX wieku grupa dokonała spektakularnego wyczynu - płyta "Nic nie boli tak jak życie" sprzedała się w ponad milionowym nakładzie, ustanawiając rekord w historii polskiej fonografii, a hit "Takie tango" znał chyba każdy rodak.

Wokalista nagrywał również z zespołami SpisekCross, ma również w dorobku albumy solowe (ostatni jak dotąd to "Przebudzenie" z 2015 roku) oraz płytę "Zaklęty krąg", nagraną wspólnie z synami: Piotrem i Wojciechem, liderami grupy Bracia. Zespół Cugowscy zostawił także po sobie płytę koncertową "Ostatni raz".


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL