Reklama

Krawczyk: Nie jestem dewotem!

Krzysztof Krawczyk opowiada o tych najmniej przyjemnych momentach w swoim życiorysie.

"Byłem zagubiony raz, po zdradzie drugiej żony. Czułem się bardzo samotny. Mój menedżer w Stanach wsadził mnie do takiej wspólnoty, w której wszyscy coś brali. Dziś to niemożliwe, dziś mam prywatnego spowiednika, psychoterapeutę, menedżera, który od 35 lat jest moim przyjacielem, no i wspaniałą żonę Ewę. Nie jestem dewotem na klęczkach, jak przedstawiają mnie media. Jestem leniem do modlitwy, Tomaszem niewiernym nawracającym się kilka razy dziennie" - podkreśla piosenkarz w rozmowie z "Super Expressem".

Reklama

Zapytany, co zmieniłby w swoim życiu, gdyby mógł się cofnąć w czasie, Krawczyk nie ma wątpliwości.

"Moje poprzednie dwa małżeństwa. Byłem niezrównoważony emocjonalnie, nie stałem mocno na nogach. Po śmierci ojca tak bardzo potrzebowałem ciepła. Chciałbym... żebym Ewę mógł spotkać od razu. Ale wszystkie kobiety, z którymi się rozstałem, żyją w dobrych warunkach. Zadbałem o to" - zdradza wokalista.

"Warto żyć" - przekonuje Krawczyk na swojej najnowszej płycie. Czy to pieniądze i popularność sprawiają, że piosenkarzowi łatwo tak mówić?

"Ja wiem, co to znaczy upokorzenie i bieda. Powodzić zaczęło mi się dopiero w latach 90., gdy przyszła wolna Polska. Ja w Stanach talerze i sztućce kupowałem na kredyt, a kiedy szedłem głodny obok restauracji, zapachy powodowały u mnie taką złość, że...! Pierwszy raz dotknęło mnie ubóstwo, gdy miałem 16 lat. Zmarł mój ojciec, miałem młodszego brata. Trzeba było iść do pracy. Jako goniec zarabiałem 600 zł, z pieniędzmi z renty mamy mieliśmy razem 1800. Chciałem wyjść z tej biedy, bo byłem popychadłem" - opowiada bulwarówce Krzysztof Krawczyk.

Zobacz teledyski Krzysztofa Krawczyka na stronach INTERIA.PL.

Posłuchaj utworów z nowej płyty w serwisie Muzzo.pl.

Super Express

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: tych | Krawczyk | Nie | Krzysztof Krawczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje