Reklama

Kraków tańczył w różnych rytmach

Grime, electroclash, indie rock i popowe down tempo na jednej scenie? Taki zestaw sprawdził się podczas pierwszego dnia (piątek, 5 czerwca) krakowskiego Selector Festivalu.

Raczkujący festiwal docelowo ma prezentować "największych i najciekawszych wykonawców z kręgów szeroko pojętej muzyki elektronicznej, a także nowe odkrycia i nowe nurty muzyczne". Podczas pierwszej edycji organizatorzy postawili głównie na sprawdzone nazwiska. Dizzee Rascal, Fischerspooner, Röyksopp czy wreszcie trochę na siłę doczepiony do tego zestawu gitarowy Franz Ferdinand "nowych nurtów muzycznych" nie pokazali, ale bez wątpienia zapewnili świetną rozrywkę na wysokim poziomie.

Reklama

Jako pierwszy z zagranicznych gwiazd w największym namiocie zaczął brytyjski grime'owiec Dizzee Rascal. Artystę niżej podpisany miał okazję oglądać już po raz czwarty i za każdym razem raper pokazał, jak świetnym jest showmanem. Nieliczna jeszcze publiczność szybko złapała kontakt z Rascalem, w czym pomogły klasyczne już koncertowe zabawy (m.in. "konkurs" która część publiczności "zrobi więcej hałasu") i przebojowe numery. "Fix Up, Look Sharp", "Stand Up Tall", "Sirens" (fani wbrew radom Dizzeego nie uciekali przed dźwiękiem policyjnych syren?), opatrzony sugestywnymi "oldschoolowymi" wizualizacjami (fragmenty "Gwiezdnych Wojen" czy filmów z Brucem Lee) "Pussyole (Old Skool)" czy najnowsze "Bonkers" i "Dance Wiv Me" (oba utwory to Numery Jeden w Wielkiej Brytanii, za co Rascala spotkały oskarżenia o "sprzedanie się") z nadchodzącej płyty "Tongue "N" Cheek". Od strony muzycznej jednoręki DJ Semtex postawił na głębsze i mocniejsze basy, wyraźnie inspirowany wciąż najpopularniejszym obecnie nowym trendem w muzyce elektronicznej na Wyspach - dubstepem.

Po godzinnym koncercie publiczności zaserwowano przedstawienie z kompletnie innej bajki. Surowe brzmienie brytyjskich ulic zostało zamienione na ociekające kiczem, parateatralne show electroclashowców z Fischerspooner. Choć renesans muzyki electro miał miejsce dobrych kilka lat temu, to nowojorski duet w osobach Warrena Fischera i Casey Spoonera od początku miał szeroką wizję swoich artystycznych przedsięwzięć, dzięki czemu Fischerspooner udało się uciec wszelkim pułapkom zamknięcia się w getcie jednego gatunku muzycznego. Zresztą polecam fantastyczny dokumentalny film "Freak Show - The Real Gigolo History", o słynnej wytwórni electroclashowej Gigolo Records, który doskonale pokazuje jak bardzo panowie Fischer i Spooner potrafili wyróżnić się na tle innych gwiazd nurtu. Jednym z najgorętszych fragmentów wspomnianego obrazu jest koncertowe wykonanie kultowego już "Emerge", który w Krakowie wzbudził chyba największy entuzjazm publiczności. Wydaje się, że Fischerspooner - pomimo mocnej konkurencji - dali najlepszy spektakl (właśnie spektakl, nie koncert) pierwszego dnia festiwalu. Dosyć prostymi środkami (cztery wysokie na dwa metry przesuwane lustra na scenie plus układy taneczne) udało się stworzyć przyciągające wizualnie show, którego głównym elementem wciąż jednak była muzyka i charyzmatyczny wokalista Casey Spooner. Artysta podczas koncertu zdecydował się przerwać jeden z utworów, by uroczo przeprosić za to, że zapomniał polskiej publiczności pogratulować 20 lat wolności (dzień wcześniej miała miejsce 20. rocznica wolnych wyborów). Poza tym Casey zdecydował się zabrać krakowskie Błonia na "wycieczkę do nikąd" kopiąc nas w zęby ("A Kick In The Teeth") czy wzbudzając nasze zmieszanie ("Get Confused"), a nawet wstrząśnięcie. Duet zaprezentował także utwory z najnowszej płyty "Entertainment", z których największe wrażenie zrobił rozwijający się, monumentalny "Supply & Demand".

Kilka minut po 23. ponownie nastąpiła znacząca zmiana muzycznego klimatu - na scenę przy ogłuszającym aplauzie weszli Franz Ferdinand, "najgłośniejsze nazwisko" pierwszej edycji Selector Festivalu. Pamiętam pierwszy koncert Szkotów podczas Open'er Festiwalu, kiedy muzycy za bardzo nie wiedzieli czego spodziewać się po polskiej publiczności i na odwrót. Lody przełamał dopiero kultowy już "Take Me Out". W Krakowie (była to już trzecia wizyta grupy w naszym kraju) Alex Kapranos i koledzy wyszli na scenę jak na spotkanie ze starymi znajomymi, co uwypuklała bardzo dobra wymowa polskich wyrazów przez wokalistę zespołu (jak to bywa na koncertach zagranicznych gwiazd w Polsce, triki z "Szenkuje" czy "Dobri Wieciór" wzbudzają nie mniejsze zachwyty, niż najbardziej brawurowe wykonanie przeboju?). Wracając do "Take Me Out", to i tym razem był szczytowy moment koncertu, po którym część publiczności, jakby znudzona eksperymentatorskimi zapędami Franz Ferdinand, zaczęła opuszczać namiot. A muzycy tego wieczoru pozwolili sobie na więcej, niż tylko odegranie swoich świetnie skrojonych, alternatywnych przebojów (m.in. "Tell Her Tonight", "Michael", "Walk Away" czy najnowsze "Ulysses" i "No You Girls"). Pod koniec pierwszej części występu panowie odłożyli gitary, chwycili za pałeczki, tudzież marakasy, i zafundowali publiczności transowy numer wykonany jedynie na instrumentach perkusyjnych. Nie mniej "klubowo" zrobiło się podczas zagranego na bis "Lucid Dreams", najbardziej intrygującego utworu z ostatniej płyty "Tonight: Franz Ferdinand", który brzmi jak rozbudowana instrumentalna wersja jakiegoś zaginionego wczesnego singla Depeche Mode. Całość zakończył wykonany już "klasycznie" porywający "Fire", który udowodnił, że jednak Franz Ferdinand powinni zajmować się tym, w czym są mistrzami - nagrywać 4-minutowe gitarowe arcydzieła.

Po trzech mocnych energetycznych ciosach delikatnie o spadek napięcia - choć to wcale nie zarzut - zadbał norweski duet Röyksopp. Spokojne, eleganckie i przestrzenne brzmienia idealnie nadawały się na zakończenie koncertów w największym festiwalowym namiocie. Panowie Torbjorn Brundtland i Svein Berge, wspomagania przez ekspresyjnego basistę i uroczą (te długie blond warkocze!) wokalistkę, eterycznymi przebojami z bestsellerowego debiutu "Melody A.M." ("Remind Me" czy "What Else Is There?") wpasowali się w nocny chłód, jaki zapanował na krakowskich Błoniach. Taneczniej zrobiło się przy "Happy Up Here", super przebojowym singlu z ostatniej płyty "Junior". Röyksopp zaprezentowali zdecydowanie inną formułę, niż poprzednicy, ale wcale nie gorszą i doskonale wpisującą się w zróżnicowany line up pierwszego dnia Selector Festivalu.

Na koniec trzeba wspomnieć o potwornym tłoku panującym w ogródkach piwnych, na które przeznaczono niewielką część festiwalowej przestrzeni. Jak się okazało organizator festiwalu, firma Alter Art, miała związane ręce. Organizatorzy poinformowali mnie, że decyzją Rady Miasta Krakowa alkohol można było serwować i sprzedawać jedynie na przylegającym do terenu Selectora, wąskim asfaltowym odcinku alei 3 Maja. Miejmy nadzieję, że podczas następnej edycji Selector Festivalu ta kwestia zostanie rozwiązana.

W sobotę, 6 czerwca, podczas drugiego dnia Selector Festiwalu, wystąpią m.in. Orbital, Digitalism, CSS i New Young Pony Club.

Artur Wróblewski, Kraków

Sprawdź nasz raport specjalny poświęcony Selector Festivali wakacyjnym koncertom w Polsce.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Franz Ferdinand | Kraków | muzyka | show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje