Reklama

Kraków: "Hańba" i pytania

Pierwsza edycja krakowskiego Selector Festiwalu za nami.

Sobotnie (6 czerwca) festiwalowe koncerty wywołały kontrowersje. Dlaczego? Impreza przypadła na 30. rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II i miała miejsce obok pomnika poświęconego papieżowi znajdującego się na Błoniach. To nie spodobało się grupie krakowian:

Reklama

"Kochani Przyjaciele! To właśnie dziś, 6 czerwca mija dokładnie 30 lat, jak Ojciec Święty Jan Paweł II, po raz pierwszy jako Papież, postawił stopę na Krakowskich Błoniach" - można było przeczytać w apelu Stanisława Markowskiego.

Markowski uznał zgodą na organizację Selektor Festiwalu na Błoniach "hańbą" dodając, że prezentowana na festiwalu "muzyka techno" ma "często podłoże satanistyczne". Zaprosił również krakowian, by 6 czerwca przybyli na Błonia i w sąsiedztwie festiwalowej przestrzeni m.in. zaśpiewali "Barkę", ulubioną piosenkę Jana Pawła II. Na apel Markowskiego odpowiedziało kilkadziesiąt osób, które w sobotę zjawiło się - jak napisał autor odezwy - w "świętym miejscu". O proteście można było dowiedzieć się również z rozklejonych na drzewach odbitek ksero zdjęcia Jana Pawła II i tekstu: "Ojcze Święty Pamiętamy! Krakowskie Błonia 6 czerwca 1979 - 6 czerwca 2009".

Przejdźmy teraz do spraw stricte muzycznych. W sobotni wieczór na Selectorze rządziły panie. Od 18. w mniejszym festiwalowym namiocie czarował duet Skinny Patrini z Anną Patrini na wokalu. Wyzywający, mroczny image, inspirowany Siouxie Sioux i Małgorzatą Ostrowską z czasów wczesnego Lombard, świetny głos i tłuste electro dźwięki autorstwa nie mniej intrygującego pod względem wyglądu Michał Skórki mogły się podobać.

Jeszcze więcej "girl power" zaserwowała nam indiedance'owa formacja New Young Pony Club. Wokalistka zespołu Tahita Bulmer to prawdziwy generator energii. Przez cały koncert artystka dosłownie szalała po scenie i starała się wciągnąć do tańca nieliczną jeszcze publiczność. "Macie się spocić! Dziewczyny, zaraz z waszych pięknych twarzy spłynie makijaż!" - krzyczała. Być może ze względu na dosyć chłodną temperaturę plan wokalistki New Young Pony Club nie do końca się powiódł, choć trzeba przyznać, że podczas udanego show Bulmer zostawiał na scenie sporo zdrowia, będąc jakby przeciwieństwem stonowanych w ruchach koleżanek i kolegów z zespołu. Uwagę przykuwała jeszcze grająca na klawiszach Lou Hayder, która swoją sceniczną aktywność ograniczyła do eleganckiego minimalistycznego tańca, przypominającego ruchy modelek ze słynnego teledysku "Addicted To Love" Roberta Palmera.

Jeszcze większą dawkę energii - co było wręcz niewyobrażalne przy osiągnięciach Tahity Bulmer - zaserwowała frontmenująca brazylijskiej formacji CSS (skrót od Cansei De Ser Sexy, czyli Zmęczyłam Się Byciem Sexy) wokalistka Lovefoxxx, jak woli się tytułować Luísa Hanae Matsushita. Regularnie trafiająca na listę najbardziej cool osób w show-biznesie magazynu "NME" piosenkarka, wulkaniczną wręcz energię i niesamowite zdolności taneczne połączyła dziewczęcym urokiem. Lovefoxxx przez prawie cały koncert uczyła się słowa "dziękuję", ale za to chwaliła się perfekcyjną wymową słów "temperatura" i "biżuteria". "Po portugalsku temperatura to również temperatura" - tłumaczyła swoje "lingwistyczne" talenty. Koncerty CSS to nie tylko muzyka, ale kolorowe show doprawione sporą dawką humoru. "A teraz przedstawimy wam specjalne efekty przygotowane specjalnie na ten koncert" - mówiła Lovefoxxx, wypuszczając z worków po śmieciach balony. "Chcieliśmy mieć gołąbki pokoju, ale nie pozwolono nam, dlatego są balony" - tłumaczyła po chwili. Zabawnie było również, gdy jeden z technicznych pomagał piosenkarce zdjąć kolorowe body (pod spodem było drugie w innych barwach). "W nagrodę" sam o mało nie został rozebrany na scenie. Występ, podczas którego usłyszeliśmy m.in. "Music Is My Hot Hot Sex" czy "Let's Make Love and Listen to Death from Above" zakończył puszczony z playbacku wielki przebój Britney Spears "Toxic", podczas którego członkinie CSS rzuciły w tłum dosłownie wszystko, co tylko znajdował się na scenie (od gitarowych kostek zaczynając, a kończąc na ręcznikach).

Po występie brazylijskiej formacji Selektor Festiwal zamienił się w wielki klub taneczny, a sceny wzięli w swoje władanie DJ-e. W mniejszym namiocie przy aplauzie publiczności surowość techno z tzw. "french touch" łączył Agoria, czyli Sebastien Devaud. Po Francuzie do tańca zaprosili Jens Moelle i Asmail Tufekci, czyli niemiecki duet Digitalism. Artyści Krakowie pojawili się jako DJ set, ale swoim mixem pokazali to, z czego dali się poznać na genialnej płycie "Idealism", gdzie taneczny puls wsparty jest rockową motoryką.

Gwiazdą drugiego dnia Selector Festiwalu była legenda muzyki tanecznej - formacja Orbital. Tworzący zespół bracia Phil i Paul Hartnoll to pionierzy muzyki elektronicznej, których można postawić w jednym rzędzie z takimi tuzami, jak Underworld czy Leftfield. To właśnie dzięki za wszystko takim zespołom ambitna muzyka elektroniczna w połowie lat 90. wyszła z podziemia i zagościła na listach przebojów. Orbital, z nieodłącznymi charakterystycznymi latarkami na głowach, jak na prawdziwych weteranów (zespół obchodzi w tym roku 20-lecie istnienia) przystało, dali niezapomniany set, przywołując pamiętny fantastyczny koncert Underworld na gdyńskim festiwalu Open'er w 2005 roku. Choć może nazwa Orbital po latach jest już trochę przykurzona, to jednak klasa braci Hartnoll wciąż świeci pełnym blaskiem podczas występów na żywo. Dodajmy, że formacja podczas setu zaprezentował m.in. wczesny singel "Satan". Czyżby wspomniany na początku pan Stanisław Markowski zaznajomił się z twórczością Orbital, pisząc o artystach techno grających muzykę "często o podłożu satanistycznym"?

Pierwszą edycję Selektor festiwalu należy uznać za udaną, ale wymuszającą pytanie o przyszłość imprezy. Jak na festiwal mający na celu promować "muzykę elektroniczną i taneczną" oraz "nowe odkrycia i nowe nurty muzyczne", zabrakło właśnie wspomnianych "nowych nurtów". Jeśli spojrzy się na obecne trendy muzyce elektronicznej, to okazuje się, że w Krakowie zabrakło przedstawicieli dubstepu czy drone, by wymienić te najprężniejsze i najpopularniejsze gatunki. Jak na razie Selector prezentuje się jak młodszy brat Open'era, a przecież ambicją organizatorów jest stworzenie "ważnego punktu w kalendarzu imprez europejskich" z ambitną muzyką taneczną. Szef Alter Art, Mikołaj Ziółkowski zapowiadał, że w przyszłym roku w Krakowie pojawi się "wielkie nazwisko". Miejmy nadzieję, że w czerwcu 2010 roku na Błoniach zobaczymy nie tylko "nazwiska", ale też najbardziej interesujących nowych wykonawców elektronicznych. Bo tylko w ten sposób da się zbudować markę imprezy z ambicjami, o czym na pewno organizatorzy Selector Festival doskonale wiedzą.

Artur Wróblewski, Kraków

Sprawdź nasz raport specjalny poświęcony Selector Festival i wakacyjnym koncertom w Polsce.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: festiwal | Kraków | techno | koncerty | show | temperatura | Jan Paweł II | koncert | muzyka | pytania | pytanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje