Reklama

Keith Richards: Cieszymy się tym, co robimy

Keith Richards to jedna z dwóch najważniejszych - obok Micka Jaggera - postaci w zespole The Rolling Stones. Muzyk udzielił niedawno wywiadu z okazji jubileuszowej trasy koncertowej oraz wydania kompilacji "40 Licks". Zapytany o to, co obecnie jest dla niego najważniejsze w byciu Stonesem, odpowiedział: "To, że znów mogę ruszyć z nimi w trasę".

Keith nie przepada za albumami składankowymi, których The Rolling Stones mają już kilka na koncie. W przypadku "40 Licks" ważne jest dla niego to, iż znalazły się na nim zupełnie nowe kompozycje.

Reklama

"Płyty kompilacyjne zwykle nie bardzo mnie interesują. W przypadku albumu 40 Licks ludzie dostają zestaw czterdziestu piosenek, ale dla mnie ważne jest to, że są tam również nowe numery. Jedyną porównywalną do tego rzeczą mogłaby być składanka The Beatles - to oczywiste porównanie. Jedyna różnica między nami a Beatlesami polega na tym, że my wciąż istniejemy, a oni nie. Przykro mi to mówić, ale fakt jest faktem".

"Dla mnie ważne było, aby na tej płycie znalazły się dwie, trzy, cztery nowe piosenki, abyśmy dali znać, że wciąż działamy. Innym powodem, dla którego chciałem to zrobić, był fakt, że znów ruszyliśmy w trasę koncertową, a nie graliśmy razem od trzech lat.

"Uznałem, że to jest doskonały moment, aby zebrać chłopaków w studiu i dać im nowe kawałki do zagrania. Nawet jeśli nic by z tego nie pozostało to i tak byłoby to warte zachodu właśnie ze względu na tę trasę.

"W żadnym razie nie przypuszczałem, że skończy się to nagraniem dwudziestu ośmiu numerów! Chłopcy podeszli do tego bardzo poważnie, w studio zachowywali się tak, jakby nie było jutra, to było cudowne. Tak więc zacząłem ten rok w bardzo optymistycznym nastroju - opowiada Keith Richards..

Pytany, co jest dla niego najlepsze w byciu członkiem The Rolling Stones w 2002 roku, odparł: "To, że znów mogę ruszyć z nimi w trasę. Jesteśmy w tej chwili w znakomitych nastrojach, skoncentrowani, cieszymy się tym, co robimy".

"To jest najlepsza wersja Stonesów od bardzo długiego czasu. Od nagrania płyty Steel Wheels do dziś trwa dla mnie okres odbudowy naszego zespołu. Stonesi mogli się równie dobrze skończyć wraz z płytą Dirty Work w 1985 roku, mogliśmy przestać wtedy istnieć. To była ostatnia wielka bariera w naszej karierze".

"Ludzie, którzy grają ze sobą tak długo, dochodzą w końcu do punktu, w którym odczuwają potrzebę osobistej ekspresji. My zrobiliśmy to na płycie Steel Wheels. A potem, od lat 90., przez płyty Voodoo LoungeBridges To Babylon trwa według mnie proces ponownego odnajdywania się zespołu, jego redefiniowania i poznawania, na co nas jeszcze stać".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: The Rolling Stones

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama