Reklama

Reklama

Kanye West w ogniu krytyki za antysemickie wypowiedzi. "Twoje słowa ranią"

Na Kanye Westa znów posypały się gromy. Muzyk, który słynie z wygłaszania kontrowersyjnych, a nierzadko zwyczajnie obraźliwych wypowiedzi, po raz kolejny stał się bohaterem medialnej burzy. Tym razem powszechny niesmak wywołały zamieszczone przez niego w sieci wpisy o antysemickim zabarwieniu. Choć rzeczone posty zostały już usunięte, głos w tej sprawie zabrało wiele gwiazd i przedstawicieli organizacji żydowskich. "Twoje słowa ranią i podżegają do przemocy" - komentuje Jamie Lee Curtis.

Na Kanye Westa znów posypały się gromy. Muzyk, który słynie z wygłaszania kontrowersyjnych, a nierzadko zwyczajnie obraźliwych wypowiedzi, po raz kolejny stał się bohaterem medialnej burzy. Tym razem powszechny niesmak wywołały zamieszczone przez niego w sieci wpisy o antysemickim zabarwieniu. Choć rzeczone posty zostały już usunięte, głos w tej sprawie zabrało wiele gwiazd i przedstawicieli organizacji żydowskich. "Twoje słowa ranią i podżegają do przemocy" - komentuje Jamie Lee Curtis.
Kanye West krytykowany za obraźliwe wpisy /Edward Berthelot /Getty Images

Choć Kanye West uznawany jest za jednego z najwybitniejszych reprezentantów sceny hip-hopowej, ostatnimi czasy głośno jest o nim nie ze względu na kolejne intrygujące projekty czy wyróżnienia, lecz medialne afery, które nieustannie inicjuje. Odkąd raper rozstał się z Kim Kardashian, jego wizerunkowy kryzys coraz bardziej się pogłębia, a krytycznie o nim wypowiadają się nawet wierni dotąd fani. Po opublikowaniu szeregu nienawistnych wpisów na temat ekschłopaka byłej żony - Pete'a Davidsona - West po raz kolejny zgorszył odbiorców, atakując niedawno redaktorkę amerykańskiego "Vogue'a", która ośmieliła się skrytykować jego nową kolekcję ubrań.

Reklama

Na tym litania przewinień artysty się jednak nie kończy. 8 października zamieścił on w mediach społecznościowych fragment korespondencji z Seanem "Diddym" Combsem. Panowie wymienili ze sobą wiadomości tuż po kontrowersyjnym paryskim pokazie założonej przez Westa marki Yeezy, na którym modelki paradowały ubrane w bluzy z napisem "White Lives Matter". Hasło to rozpropagowały w Stanach Zjednoczonych ugrupowania neonazistowskie, które wykorzystują je jako odpowiedź na walczący z dyskryminacją na tle rasowym ruch Black Lives Matter.

"Wykorzystam to jako przykład, aby pokazać Żydom, którzy kazali ci do mnie dzwonić, że nikt nie będzie mi groził" - napisał muzyk. Wkrótce potem administratorzy Instagrama ograniczyli mu możliwość publikowania na swoim profilu ze względu na złamanie przez niego zasad regulaminu serwisu. Kolejną tyradę West zamieścił więc na Twitterze. 

"Jestem trochę śpiący, ale kiedy się obudzę, uruchomię wobec Żydów death con 3 ("defcon" - system oznaczeń poziomów gotowości bojowej sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych wobec zagrożeń zewnętrznych - przyp. red.). Zabawne jest to, że w zasadzie nie mogę być antysemitą, bo czarni ludzie też są Żydami. Od dawna próbujecie bojkotować każdego, kto ośmieli się sprzeciwić waszej agendzie" - napisał raper. Co zgoła oczywiste, post został usunięty jako "nawołujący do nienawiści i przemocy".

Publikacje rapera spotkały się z głośnym sprzeciwem - nie tylko rzeszy internautów, ale także gwiazd i przedstawicieli organizacji żydowskich. "Słowa mają znaczenie. Groźby wysuwane pod adresem narodu żydowskiego zakończyły się kiedyś ludobójstwem. Twoje słowa ranią i podżegają do przemocy. Jesteś ojcem. Proszę, przestań" - napisała na Twitterze Jamie Lee Curtis. Organizacja Black-Jewish Entertainment Alliance określiła słowa rapera mianem "bolesnych, obraźliwych i złych". "Utrwalają one stereotypy, które przez tysiące lat były podstawą dyskryminacji i przemocy wobec Żydów" - czytamy w opublikowanym w mediach społecznościowych oświadczeniu.

W podobnym tonie sprawę skomentowali przedstawiciele Creative Community for Peace. "W zeszłym tygodniu Ye rozprzestrzenił wśród setek milionów swoich wyznawców bodaj najbardziej podłe i odwieczne stereotypy na temat Żydów. Nie ma miejsca na nienawiść i dyskryminację w publicznym dyskursie. Popieramy prawo każdego artysty do wolności słowa, ale nikt nie ma prawa publicznie demonizować mniejszości z taką zajadłością. Jesteśmy poważnie zaniepokojeni wpływem jego wypowiedzi na odbiorców, a zwłaszcza młodych ludzi" - napisali w oświadczeniu.

Amerykańska komiczka pochodzenia żydowskiego Sarah Silverman zwróciła zaś uwagę na fakt, że wypowiedzi Westa powinny wywołać stanowczy sprzeciw nie tylko członków zaatakowanej społeczności. "Kanye dosłownie groził Żydom na Twitterze, a mało kto w ogóle o tym mówi. Dlaczego głównie Żydzi wypowiadają się na temat tej antyżydowskiej nagonki? Cisza jest boleśnie głośna" - napisała, nie kryjąc rozgoryczenia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy