Reklama

Reklama

Johnny Depp i Jeff Beck razem. Kiedy premiera wspólnej płyty "18"? Znamy szczegóły

Trudno powiedzieć, kiedy fani Johnny’ego Deppa doczekają się kolejnego filmu z jego udziałem. Na szczęście aktor jest człowiekiem wielu talentów i filmowy niebyt wypełnił twórczością muzyczną, której efekty fani filmowego Jacka Sparrowa poznają już 15 lipca. Wtedy to ukaże się wspólna płyta Johnny'ego Deppa i Jeffa Becka. Album zatytułowany "18" zawierać będzie 13 utworów, z czego dwie piosenki skomponował sam aktor.

Trudno powiedzieć, kiedy fani Johnny’ego Deppa doczekają się kolejnego filmu z jego udziałem. Na szczęście aktor jest człowiekiem wielu talentów i filmowy niebyt wypełnił twórczością muzyczną, której efekty fani filmowego Jacka Sparrowa poznają już 15 lipca. Wtedy to ukaże się wspólna płyta Johnny'ego Deppa i Jeffa Becka. Album zatytułowany "18" zawierać będzie 13 utworów, z czego dwie piosenki skomponował sam aktor.
Johnny Depp szykuje wspólną płytę z Jeffem Beckiem /Neil Mockford/GC Images /Getty Images

Gdy Johnny Depp niespodziewanie pojawił 29 maja na scenie podczas koncertu Jeffa Becka w Sheffield, fani nie kryli ekscytacji. Obecność aktora była tym większym zaskoczeniem, że wtedy jeszcze czekał on na rozstrzygnięcie głośnego procesu o zniesławienie, który wytoczył swojej byłej żonie Amber Heard.

Mimo napięcia związanego z procesem, gwiazdor "Piratów z Karaibów" i brytyjski wirtuoz gitary dali popisowy występ, w trakcie którego zagrali covery utworów Johna Lennona, Marvina Gaye'a i Jimiego Hendrixa.

Depp jeszcze kilkukrotnie pojawił się na scenie obok swojego serdecznego przyjaciela, który nie ukrywał, że już niedługo ukaże się ich wspólna płyta. Na spełnienie tej obietnicy nie trzeba było długo czekać. Nowy album, będący owocem trzyletniej pracy, ukaże się już 15 lipca.

Reklama

"Kiedy Johnny i ja zaczęliśmy grać razem, to naprawdę rozpaliło naszego młodzieńczego ducha i kreatywność. Żartowaliśmy, że dzięki temu znowu czujemy się jak 18-latkowie, co znalazło odzwierciedlenie w tytule płyty" - powiedział Beck w oświadczeniu cytowanym przez magazyn "Rolling Stone".

Na płycie zatytułowanej "18" znajdzie się 13 utworów, lwia część kompozycji to covery, m.in. takich utworów jak: "Venus In Furs" Velvet Underground, "Let It Be Me" Everly Brothers, "Isolation" Johna Lennona, "Caroline, No" Beach Boys, jednak na krążku nie zabraknie również autorskich piosenek. Dwie z nich zostały napisane przez aktora i to właśnie jedną z nich - utwór zatytułowany "This Is a Song for Miss Hedy Lamarr" - przyjaciele wybrali na singel promujący płytę.

Piosenka nie jest przypadkowa. "Byłem zachwycony tym utworem. To właśnie ta piosenka jest jednym z powodów, dla których poprosiłem Johnny'ego o nagranie ze mną albumu. Od lat nie miałem tak kreatywnego partnera jak on. Był główną siłą napędową na tej płycie. Mam tylko nadzieję, że ludzie potraktują go poważnie jako muzyka, ponieważ niektórym trudno jest zaakceptować fakt, że Johnny Depp potrafi śpiewać rock'n'rolla" - zdradził Beck.

"To niezwykły zaszczyt grać i pisać muzykę z Jeffem, jednym z prawdziwych mistrzów i kimś, kogo teraz mam przywilej nazywać swoim bratem" - dodał Depp.

Przypomnijmy, że w 2012 r. razem z wokalistą Alice Cooperem i gitarzystą Joe Perrym z Aerosmith powołał do życia rockową supergrupę Hollywood Vampires. Formacja do tej pory wydała dwie płyty: "Hollywood Vampires" (2015) i "Rise" (2019). W obecnym składzie liderom towarzyszy Tommy Henriksen (gitara, klawisze), a w wersji koncertowej wspierają ich Glen Sobel (perkusja), Chris Wyse (bas) i Buck Johnson (klawisze, gitara).

Na scenie w poprzednich latach z Hollywood Vampires występowali m.in. Duff McKagan i Matt Sorum (znani z Guns N' Roses), Brad Whitford z Aerosmith i Robert DeLeo ze Stone Temple Pilots. Z kolei w studiu pojawiali się tacy uznani goście, jak m.in. Paul McCartney i Ringo Starr (The Beatles), Brian Johnson (AC/DC), Slash (Guns N' Roses), Dave Grohl (Foo Fighters), Robbie Krieger (The Doors) i Perry Farrell (Jane's Addiction, Porno For Pyros).

Muzyk i aktor poznali się w 2016 roku i, jak wspomniał Beck w rozmowie z BBC, od tamtej pory ich wspólny czas wypełniony jest radością i śmiechem. W 2019 roku obaj zdecydowali się nagrać wspólny album, który już 15 lipca trafi na rynek. Według doniesień "New York Post" obaj artyści będą kontynuować wspólną trasę koncertową, która zakończy się 25 lipca w Paryżu.

Jeff Beck gościnnie zagrał na gitarze w utworze "Welcome to Bushwackers" z drugiej płyty Hollywood Vampires.

Koniec procesu Depp-Heard. Aktorka winna zniesławienia

Sąd uznał, że Amber Heard zniesławiła byłego męża, rozgłaszając, że stosował on wobec niej przemoc domową. Ławnicy przyznali w związku z tym Deppowi odszkodowanie w wysokości 15 milionów dolarów, ale Heard będzie musiała zapłacić "tylko" 10,35 miliona dolarów z powodu zapisów w prawie stanu Wirginia, dotyczących odszkodowań karnych. Aktorka ma z kolei otrzymać 2 mln dolarów odszkodowania za zniesławiające ją oświadczenia prawnika Deppa - Adama Waldmana.

Aktorka wydała po wyroku oświadczenie, w którym stwierdziła, że jest "niewymownie" rozczarowana. "Jestem załamana, że góra dowodów wciąż nie wystarczyła, by przeciwstawić się nieproporcjonalnej władzy i ogromnym wpływom mojego byłego męża" - stwierdziła. 

Wyraziła przy tym obawy o bezpieczeństwo kobiet. "A jeszcze bardziej jestem rozczarowana tym, co ten werdykt oznacza dla innych kobiet. To porażka. Cofa nas do czasów, gdy kobieta upominająca się o swoje prawa mogła zostać publicznie zawstydzona i upokorzona. Odrzuca ideę, że przemoc wobec kobiet powinna być traktowana poważnie".

Gwiazda "Aquamana" zasugerowała też, że adwokaci Deppa zmanipulowali ławników, "skłaniając ich" do zignorowania dowodów, które przyczyniły do "jej wygranej" we wcześniejszym procesie w Wielkiej Brytanii. Chodzi o sprawę sprzed prawie dwóch lat, kiedy Depp przegrał proces o zniesławienie, jaki wytoczył brytyjskiemu tabloidowi The Sun". 

Sąd uznał wtedy, że redakcja gazety nie złamała prawa, nazywając gwiazdora "damskim bokserem". Na koniec swojego oświadczenia Heard podkreśliła, że choć smuci się po przegranej, to jeszcze bardziej smutno jej na myśl, że "straciła prawo do swobodnego i otwartego mówienia", które - "jak jej się wydawało" - ma jako Amerykanka.

W zupełnie innym nastroju był po werdykcie ławników Johnny Depp, który nie stawił się w sądzie na odczytanie wyroku. Aktor też wydał jednak oświadczenie, w którym stwierdził, że teraz "nadejdzie dla niego to, co najlepsze". "Sześć lat temu moje życie, życie moich dzieci, życie najbliższych mi osób, a także życie ludzi, którzy przez wiele, wiele lat wspierali mnie i wierzyli we mnie, zmieniło się na zawsze. W mgnieniu oka" - oświadczył. Po czym dodał, że media stawiały mu przez ten czas "fałszywe, bardzo poważne i kryminalne zarzuty", które wywołały "niekończący się zalew nienawistnych treści" pod jego adresem. "Sześć lat później przysięgli oddali mi życie" - podkreślił.

Gwiazdor wyjaśnił też, dlaczego chciał, by ów proces transmitowała telewizja, przez co stał się on "ogólnoświatowym spektaklem o jego życiu". Depp wyznał, że była to decyzja w pełni świadoma i poprzedzona długim namysłem. Transmitowanie zeznań miało sprawić, że nie tylko ława przysięgłych, ale też ludzie na całym świecie, uznali go za niewinnego. "To, co najlepsze dopiero nadejdzie. W końcu rozpoczął się nowy rozdział. Veritas numquam perit. Prawda nigdy nie ginie" - zakończył swoje oświadczenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL