Reklama

Iron Maiden o Mystic Festival

"Co za zgiełk", "wspaniała noc", "było fantastycznie" - to tylko niektóre z zapisków perkusisty Iron Maiden Nicko McBraina, jakie znalazły się - tuż po koncercie Brytyjczyków na Mystic Festival - w prowadzonym przez niego dzienniku z odbywającej się właśnie trasy po Europie. Menedżer grupy Rod Smallwood, wyjaśnił również przyczyny problemów z nagłośnieniem polskiego koncertu. Piąta edycja Mystic Festiwal, odbyła się w niedzielę, 29 maja, na Stadionie Śląskim w Chorzowie.

"Ostatniej nocy graliśmy koncert i to było fantastyczne. Genialny wieczór dla nas i dla fanów. Weszliśmy na scenę i rozpoczęliśmy tę wspaniałą noc. Zagraliśmy o wiele sprawniej niż poprzedniej nocy [na koncercie w Czechach - przyp. red.] i byliśmy bardzo zadowoleni z tego, jak ułożył się nam cały koncert" - napisał Nicko McBrain w samolocie lecącym z Katowic.

Reklama

"Tłum całkowicie oszalał. W pewnej chwili, pod koniec wieczoru, ludzie zaczęli śpiewać coś tak głośno i przez tak długo, że dostałem na plecach gęsiej skórki. Dopiero później zorientowaliśmy się, że krzyczeli: DZIĘ-KU-JE-MY! Co za zgiełki, mówię wam! 27 tysięcy polskich fanów śpiewało wspólnie z nami - to był naprawdę wyjątkowy wieczór" - wspomina perkusista Iron Maiden.

"Dziękujemy wszystkim naszym przyjaciołom w Polsce, za jak zwykle bardzo miłe przyjęcie. Jesteście dla Maiden kimś wyjątkowym. Dziękujemy wam za to z całego serca" - dodał McBrain.

"W Polsce graliśmy już sporo w połowie lat 80. Jako pierwsi, na trasie Powerslave, w 1984 roku, przywieźliśmy tam pełną zachodnią produkcję koncertową, i dlatego to miejsce zawsze było dla nas wyjątkowe. Wsparcie fanów od zawsze jest tu zdumiewające" - powiedział Rod Smallwood, menedżer legendy NWOBHM.

"Można powiedzieć, że w Chorzowie prawie wszystko poszło bardzo dobrze. Wszelkie szczegóły produkcyjne, scenografia, pirotechnika zadziałały, jak należy. Jedynym problemem okazało się brzmienie".

"To był bardzo upalny dzień. Ochrona z przodu sceny polewała pierwsze rzędy fanów wodą, aby nieco ich ochłodzić, ale bezmyślnie pozwoliła, aby woda opadała również na system nagłośnieniowy z przodu sceny. Woda przedostała się do sprzętu i to doprowadziło do ogólnego zniekształcenia dźwięku" - tłumaczy Smallwood.

"Nasz inżynier dźwięku Dougie, który jest normalnie łagodnego usposobienia, bardzo się wkurzył, ale nic już nie dało się z tym zrobić. To wpłynęło na siłę dźwięku i było uciążliwe. Wydawało się jednak, że nie miało to wpływu na zadowolenie fanów podczas koncertu".

"Może nawet tego nie zauważyli. Ale my tak. Co by nie powiedzieć, to był dobry show, a zespół zagrał naprawdę dobrze" - podsumowuje opiekun Iron Maiden.

We wtorek, 31 maja, Anglicy zagrali jeszcze w Austrii. Po czterodniowej przerwie, Iron Maiden powróci na dalszą części europejskiego tournee (sobota, 4 czerwca, Rock Am Ring Festival, w Niemczech). Wojaże po Europie zakończą się 9 lipca, w Szwecji.

Zaraz po nich nastąpi amerykańska część trasy, w ramach "Ozzfestu".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Iron Maiden | menedżer | trasy | Chorzów | koncert | festiwal

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje