Reklama

Reklama

Guns N' Roses: Duff McKagan rzucił narkotyki po tym, jak spojrzał w oczy schorowanej matce

58-letni Duff McKagan twierdzi, że na skutek alkoholizmu i narkomanii przestało mu w pewnym momencie zależeć na życiu i przywykł do myśli, że "umrze młodo", jak wiele innych legend muzycznych… Właściwie to już czekał na ten moment rockandrollowej śmierci. Aż wylądował w szpitalu i przyjechała do niego matka. Przyjechała na wózku inwalidzkim z powodu zaawansowanej choroby Parkinsona. I wtedy jego życie zmieniło się o 180 stopni.

58-letni Duff McKagan twierdzi, że na skutek alkoholizmu i narkomanii przestało mu w pewnym momencie zależeć na życiu i przywykł do myśli, że "umrze młodo", jak wiele innych legend muzycznych… Właściwie to już czekał na ten moment rockandrollowej śmierci. Aż wylądował w szpitalu i przyjechała do niego matka. Przyjechała na wózku inwalidzkim z powodu zaawansowanej choroby Parkinsona. I wtedy jego życie zmieniło się o 180 stopni.
Duff McKagan jest basistą Guns N' Roses /Roy Rochlin /Getty Images

W programie telewizyjnym "Rock & Roll Road Trip", nadawanym przez AXS TV, Duff McKagan zwierzył się wokaliście Sammy'emu Hagarowi (dawniej Van Halen), że w młodości odciął się od swojej rodziny po tym, jak bliscy próbowali zorganizować interwencję w nadziei, że to pomoże mu odstawić używki.

"Ciało już zawodziło. Wypadały mi włosy. Nie piłem nawet wody, tylko sam alkohol... Dosłownie nie wychyliłem szklanki wody przez 12 lat i nie żartuję... Doszedłem już do punktu, w którym pomyślałem: 'No dobra, po prostu dojadę do około 30. i to będzie wszystko'. (...) Bo to już tak jest. Żyj szybko, umieraj młodo, pie*** to" - opowiedział.

Reklama

Miał skończone 30 lat, gdy pewnego majowego poranka w 1994 roku obudził się, ledwo oddychając. Nie mógł się poruszyć i czuł potworny ból, gdy z jego trzustki - jak to ujął - "zaczęły wyciekać płyny do innych narządów".

"Mój najlepszy przyjaciel powiedział wtedy: 'O cholera, w końcu to się stało". Słyszę to jak, jak dziś' - ciągnął swoją opowieść rockman.

Tenże przyjaciel zabrał go na ostry dyżur. Lekarze podali muzykowi morfinę na uśmierzenie bólu i... morfina nie zadziałała. McKagan pamięta twarz lekarza: "Stała się biała".

"Mieli zamiar zrobić operację, a ja chciałem tylko, żeby mnie zabili, ponieważ nie mogłem już znieść bólu" - powiedział.

Odratowali go. I to, co zdarzyło się później, odmieniło jego życie - jak twierdzi.

"Moja mama miała już wówczas zaawansowaną chorobę Parkinsona, a ja jestem najmłodszym synem. Przyjeżdża do mnie do szpitala na wózku inwalidzkim, patrzy, jak ze mnie wychodzą te wszystkie rurki i tylko płacze" - wspomina.

Wtedy dotarła do niego myśl: "Coś tu jest nie tak z porządkiem życia, człowieku, to ja powinienem się nią opiekować. Spie****** i przepraszam. Zamierzam to poprawić".

Duff McKagan twierdzi, że od tego momentu jego życie zmieniło się "o 180 stopni". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL