Reklama

Reklama

Eurowizja 2023: Noa Kirel z Izraela pierwszą uczestniczką konkursu

Do przyszłorocznej Eurowizji zostało jeszcze sporo czasu, tymczasem poznaliśmy pierwszą uczestniczkę konkursu. Noa Kirel będzie reprezentować Izrael!

Do przyszłorocznej Eurowizji zostało jeszcze sporo czasu, tymczasem poznaliśmy pierwszą uczestniczkę konkursu. Noa Kirel będzie reprezentować Izrael!
Noa Kirel jest pierwszą uczestniczką Eurowizji 2023 /Daniel Zuchnik /Getty Images

67. Konkurs Piosenki Eurowizji odbędzie się dopiero za 10 miesięcy, ale właśnie poznaliśmy jego pierwszą uczestniczkę. Izraelska telewizja KAN poinformowała, że reprezentować jej kraj będzie piosenkarka Noa Kirel.

Poprzednio reprezentant Izraela został wybrany dzięki programowi "X-Factor". Zeszłoroczny reprezentant, Michael Ben David, nie dotarł jednak do finału Eurowizji 2022, w związku z tym izraelski nadawca wybrał wewnętrznie, z pomocą 10-osobowego jury. W jego skład wchodzili przedstawiciele stacji, a także byłe reprezentantki Izraela w konkursie - IlanitRitaDana International.

Reklama

21-letnia Noa Kirel została wybrana spośród 78 kandydatów.

Kirel zadebiutowała w 2015 roku. Tegoroczny hit gwiazdy, piosenka "Thought about that", osiągnął 34 miliony wyświetleń w serwisie YouTube. Zdobyła także tytuł "Najlepszego Izraelskiego Wykonawcy" w konkursie MTV Europe Music Award co roku w latach 2017-2022.

Nie wiadomo jeszcze z jaką piosenką Noa Kirel wystąpi na Eurowizji.

Eurowizja 2023: gdzie odbędzie się konkurs?

Gdy 14 maja tego roku podczas finału Konkursu Piosenki Eurowizji w Turynie tryumfowała piosenka "Stefania" zespołu Kalush Orchestra, stało się jasne, że kolejną edycję tej imprezy zorganizuje Ukraina. Już wtedy podniosły się jednak głosy, że kraj pogrążony w wojnie może nie sprostać temu wyzwaniu. Wątpiących uspokajał jednak prezydent Wołodymyr Zełenski. Gratulując swoim rodakom występu na Eurowizji, zapowiedział, że uczyni wszystko, aby przyszłoroczny konkurs odbył się w Mariupolu, mieście, które stało się bolesnym symbolem bestialstwa rosyjskich wojsk.

Te zapewnienia nie przekonały jednak Europejskiej Unii Nadawców (EBU), która jest organizatorem Eurowizji. 17 czerwca władze EBU poinformowały w oficjalnym komunikacie, że Ukraina nie będzie gospodarzem przyszłorocznego konkursu. W uzasadnieniu tej decyzji czytamy, że według gruntownych analiz trwająca wciąż wojna oraz dokonane dotąd zniszczenia nie dają nadziei na to, że Ukraina sprosta wymaganiom stawianym organizatorom konkursu Eurowizji.

Na decyzję Europejskiej Unii Nadawców szybko zareagował za to minister kultury Ukrainy Ołeksandr Tkaczenko. W oświadczeniu opublikowanym przez Interfax Ukraina poinformował, że jego kraj został postawiony przed faktem dokonanym, bez możliwości przedstawienie innych opcji. 

"Uważam, że mamy wszelkie powody, aby prowadzić dalsze negocjacje i znaleźć wspólne rozwiązania, które zadowolą wszystkich. Ukraina uczciwie wygrała Konkurs Eurowizji i do tej pory w terminie dopełniła wszystkich warunków dotyczących organizacji przyszłorocznego konkursu - udzieliliśmy wszelkich odpowiedzi i gwarancji co do bezpieczeństwa i wskazania możliwych miejsc do organizacji konkursu" - podkreślił i zapewnił, że Kijów będzie domagał się podjęcia dalszych negocjacji.

Na negocjacje raczej jednak szans nie ma. W swoim oświadczeniu EBU podkreśla, że przygotowania do konkursu Eurowizji trwają zwykle 12 miesięcy, więc powinny rozpocząć się już, a w obliczu trwającej w Ukrainie wojny rozpoczęcie jakichkolwiek prac jest niemożliwe. Wiele obaw budzi również kwestia zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom, artystom i publiczności. 

"Znaną tradycją stało się to, że zwycięzca Konkursu Piosenki Eurowizji organizuje konkurs w następnym roku, pod warunkiem spełnienia pewnych kryteriów, w tym zapewnienia wykonalności imprezy i zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim zainteresowanym, w tym publiczności. Po obiektywnej analizie grupa referencyjna, zarząd ESC, z głębokim żalem stwierdziła, że w obecnych okolicznościach nadawca nie można dać gwarancji bezpieczeństwa i wykonalności, wymaganych do organizacji i produkcji Konkursu Piosenki Eurowizji zgodnie z jego regulaminem" - czytamy w oświadczeniu.

Jak dowiadujemy się dalej z oświadczenia, EBU rozpoczęło rozmowy z brytyjską stacją BBC, która ma się podjąć zadania organizacji przyszłorocznego konkursu. W finale, który odbył się 14 maja w Turynie, drugie miejsce zajął bowiem brytyjski wokalista Sam Ryder.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL