Reklama

Reklama

Eurowizja 2023: jest oświadczenie Europejskiej Unii Nadawców po proteście Ukrainy!

Eurowizja 2023 pomimo zwycięstwa Ukrainy z pewnością nie odbędzie się na jej terenie. Choć władzom zaatakowanego kraju bardzo na tym zależy, Europejska Unia Nadawców (EBU) nie pozostawia złudzeń - bezpieczeństwo widzów jest dla nich priorytetowe. Właśnie pojawiło się oświadczenie, w którym dokładniej tłumaczą kulisy decyzji.

Eurowizja 2023 pomimo zwycięstwa Ukrainy z pewnością nie odbędzie się na jej terenie. Choć władzom zaatakowanego kraju bardzo na tym zależy, Europejska Unia Nadawców (EBU) nie pozostawia złudzeń - bezpieczeństwo widzów jest dla nich priorytetowe. Właśnie pojawiło się oświadczenie, w którym dokładniej tłumaczą kulisy decyzji.
Kalush Orchestra są zwycięzcami tegorocznej Eurowizji /Giorgio Perottino /Getty Images

66. Konkurs Piosenki Eurowizji odbył się we włoskim Turynie, a jego zwycięzcą została ukraińska grupa Kalush Orchestra (posłuchaj!). Po zwycięstwie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski rzucił hasło, by przyszłoroczny konkurs odbył się w zniszczonym na skutek ataków rosyjskich wojsk Mariupolu.

Zgodnie z wymogami organizacyjnymi w mieście musi działać międzynarodowe lotnisko i potrzeba co najmniej 2 tysięcy pokojów w hotelach. Organizator musi też przygotować obiekt dla 10 tysięcy widzów.

Reklama

Europejska Unia Nadawców kilka dni temu informowała, że impreza na pewno nie odbędzie się w Ukrainie. "Biorąc pod uwagę wojnę trwającą od rosyjskiej inwazji na tegoroczny zwycięski kraj, EBU poświęciła czas na przeprowadzenie pełnej oceny i studium wykonalności z udziałem specjalistów z telewizji UA:PBC i osób trzecich, w tym w kwestiach bezpieczeństwa i ochrony" - brzmiało pierwsze oświadczenie.

Ukraińska telewizja nie dawała jednak za wygraną, a wraz z politykami liczono na to, że uda się dojść do kompromisu w kwestii organizacji imprezy. Teraz pewne jest już, że EBU nie ugnie się pod naciskami zwycięzców.

Europejska Unia Nadawców zapewnia, że rozumie rozczarowanie Ukrainy, ale z uwagi, że na konkurs przybywa około 30 tysięcy fanów, a także 10 tysięcy dziennikarzy, nie ma mowy o organizacji Eurowizji na terenie kraju, w którym trwa wojna. 

"W odpowiedzi na kwestionariusz EBU dotyczący bezpieczeństwa, w przekazanej nam ocenie ukraińskiej podkreślono szereg zagrożeń, które mogą mieć wpływ na natychmiastowe planowanie tak dużej imprezy, w tym 'poważne' ryzyko nalotów/ataków lotniczych, ataków dronów lub rakiet, które mogą spowodować znaczne straty w ludziach" - czytamy w oświadczeniu. Dodatkowo organizacja powołuje się na słowa Sekretarza Generalnego NATO, Jensa Stoltenberga, który stwierdził, że wojna na Ukrainie "może potrwać lata".

Coraz więcej mówi się o tym, że zdobywcy drugiego miejsca, czyli Wielka Brytania, będzie przyszłorocznym gospodarzem. I pomimo tego, że m.in. Polska zadeklarowała pomoc i ugoszczenie imprezy, to EBU uważa, że jeśli chodzi o sąsiednie kraje dla Ukrainy to "specyfikacje proponowanych miejsc oraz brak niezbędnej infrastruktury wokół nich nie spełniają wymogów ESC". 

"Wyciągając wnioski, EBU zwróciła również uwagę na fakt, że według naszych aktualnych informacji, w 2023 roku na Ukrainę nie przyjedzie żadna duża międzynarodowa trasa koncertowa. (...) Biorąc to wszystko pod uwagę, EBU z żalem podjęła decyzję o przeniesieniu imprezy do innego kraju i będzie kontynuować rozmowy na temat znalezienia odpowiedniej lokalizacji dla przyszłorocznego Konkursu Piosenki Eurowizji. Chętnie podejmiemy dalszą współpracę z naszym ukraińskim członkiem UA:PBC we wszystkich tych kwestiach" - czytamy na koniec.

"Naszym zamiarem jest, aby zwycięstwo Ukrainy znalazło odzwierciedlenie w przyszłorocznych pokazach. Będzie to dla nas priorytetem w naszych rozmowach z ewentualnymi gospodarzami" - podawało wcześniej EBU. Brytyjski nadawca publiczny, czyli stacja BBC, pomimo braku "korzystnych okoliczności" zapowiedziała rozpoczęcie dyskusji z Unią Nadawców o organizacji konkursu.

Wcześniej, w związku z wojną w zaatakowanej przez Rosję Ukrainie, chęć organizacji przyszłorocznego konkursu wyrazili nadawcy m.in. z Wielkiej Brytanii, Włoch, Szwecji i Hiszpanii. Także prezes TVP Jacek Kurski przekazał, że Polska jest gotowa by przeprowadzić konkurs, jeśli zostanie o to poproszona.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL