Reklama

Duran Duran: Jak za dawnych lat

Duran Duran, jeden z najpopularniejszych zespołów lat 80., po 18-letniej przerwie znów wystąpił w USA. Grupa odrodziła się niedawno w oryginalnym, pięcioosobowym składzie. Pierwszy od dłuższego czasu amerykański koncert odbył się we wtorek, 15 lipca, w klubie "Roxy" w Los Angeles.

Mogący pomieścić niecałe 500 osób nocny klub "Roxy" jest dla członków Duran Duran szczególnym miejscem. To właśnie tutaj, w 1981 roku, brytyjski zespół zagrał swój pierwszy koncert w Stanach Zjednoczonych.

Reklama

"To było coś nadzwyczajnego, że mogliśmy tu znów zagrać. Wciąż jest między nami nadzwyczajna chemia" - twierdzi wokalista Simon Le Bon.

Jak się okazało, we wtorkowy wieczór amerykańska publiczność nie zapomniała o idolach sprzed lat. W wypełnionym po brzegi lokalu można było dostrzec fanki z wyszywanymi na koszulkach imionami poszczególnych członków zespołu, niektóre z nich przyniosły nawet róże i inne prezenty dla uwielbianych muzyków.

"Mamy tutaj naprawdę zagorzałych fanów. Na pośladku jednej z dziewczyn musiałem się podpisać igłą do tatuażu. Trwało to wieki, a ona przez cały czas wrzeszczała" - opowiada Le Bon.

"Los Angeles to miejsce, gdzie spotkało nas wiele szalonych rzeczy przez te wszystkie lata, choć teraz każdy za nas jest już nieco starszy" - dodaje muzyk.

Na koncercie w klubie "Roxy" nie zabrakło największych przebojów Duran Duran, takich jak "Wild Boys", "Rio", "Ordinary World" czy "Hungry Like The Wolf". Zespół zagrał też dwie nowe piosenki, "What Happens Tomorrow" i "Virus", które znajdą się na nowej płycie, mającej się ukazać w przyszłym roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Duran Duran | W.E. | koncert | Los Angeles

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje