Reklama

Dream Theater: "Arena" najlepszych

"Jak dotychczas to najlepsza widownia, jaką mieliśmy na tej trasie" - takimi słowami Mike Portnoy, perkusista Dream Theater, podsumował ze sceny gorące przyjęcie, jakie zgotowała Amerykanom 5-tysięczna widownia, zgromadzona we wtorek, 4 października, w poznańskiej "Arenie". Progmetalowi wirtuozi z Nowego Jorku przyjechali do naszego kraju na jeden koncert, w ramach trwającej właśnie europejskiej trasy promującej nowy, ósmy album "Octavarium".

"Wieczór z Dream Theater", jak anonsowane są koncerty w ramach "Octavarium World Tour 2005", rozpoczął się kilka minut po godz. 20. Cały występ nowojorczyków podzielono na dwie części.

Reklama

W pierwszej z nich Portnoy, James LaBrie (wokal), John Petrucci (gitara), John Myung (bas) i Jordan Rudess (klawisze) przygotowali dla fanów przekrojowy, retrospektywny zestaw kompozycji, obrazujący muzyczną karierę Dream Theater. Nie zabrakło również, tradycyjnego już, dużego telebimu, który wydawał się śledzić sceniczne poczynania Amerykanów, ukazując poszczególne okładki płyt, daty i specjalnie przygotowane ujęcia i klipy.

"Świętujemy dziś 20-lecie muzyki Dream Theater!" - krzyczał wokalista James LaBrie, przypominając zgromadzonym, że to właśnie w tym roku obchodzimy okrągłą rocznicę istnienia formacji, której początki sięgają roku 1985.

Owacyjnie reagująca publiczność usłyszała m.in. takie utwory, jak: "Another Won", "A Fortune In Lies" i "Under A Glass Moon", "Caught In A Web", "Peruvian Skies" (poprzedzonego jammowaniem), "Fatal Tragedy", "About To Crash" i "Loosing Time", zakończonego "Grand Finale".

W pierwszej części muzycznego spektaklu przygotowanego przez grupę nie zabrakło również dwu kompozycji z najnowszej płyty: "The Root Of All Evil" i "Panic Attack", którymi twórcy "Images & Words" rozpoczęli cały koncert.

Po 15-minutowej przerwie, zapowiedzianej ze sceny przez frontmana Dream Theater, zespół powrócił mocnym uderzeniem w postaci "As I Am", jednego z najcięższych utworów w twórczości Amerykanów, pochodzącego z przedostatniej, rewelacyjnej płyty "Train Of Thought".

Rozpalona do czerwoności widownia, która z niebywałym entuzjazmem reagowała na każdy gest muzyków - m.in. przesuwając zabezpieczające barierki do granic wprowadzających sporo stresu w działania ochrony - nagrodzona została jeszcze "Endless Sacrifice", "I Walk Beside You", "Nigel", "Sacrificed Sons" i "Octavarium".

Amerykanie bisowali aż dwukrotnie, grając "In The Name Of God" i na zakończenie "The Spirit Carries On" oraz pomnikowy "Pull Me Under", płynnie przechodzący w "Metropolis".

Jeszcze długo po zakończeniu występu, fani nowojorczyków nie dawali swoim ulubieńcom zejść ze sceny. Były tradycyjne ukłony trzymającej się czwórki, jak zawsze niezwykle sympatyczny Mike Portnoy - obowiązkowo ubrany w pokoncertowy bokserski szlafrok w stylu Rocky'ego - rzucający pałeczkami do perkusji, podziękowania za wspaniałe przyjęcie i niezapomniane chwile.

Nie ma wątpliwości, że Dream Theater był tego wieczora w świetnej formie. Nie mniej cudowne reakcje fanów stały się tego potwierdzeniem.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dream Theater | widownia | najlepszy | koncert | sceny | Arena

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje