Reklama

Reklama

DJ ANTEX zmarł po zakażeniu koronawirusem. Jego żona apeluje i ostrzega

DJ ANTEX, który występował na imprezach w Polsce i zagranicą przez ponad 20 lat, w styczniu zmarł po zakażeniu koronawirusem. Jego żona w rozmowie z "Faktem" zaapelowała do wszystkich, aby nie lekceważyli objawów choroby.

DJ ANTEX zmarł w wieku 42 lat. Był chory na COVID-19 / Instagram

W grudniu zeszłego roku DJ ANTEX (Damian Antoniewski) grał imprezę w Legnicy. W czasie świąt Bożego Narodzenia poinformował fanów, że został zakażony koronawirusem.

"Serdeczni przyjaciele. Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia chciałem Wam życzyć wszystkiego najlepszego. Moje święta w tym roku są nieco inne od tych z poprzednich lat, niestety będę musiał je spędzić w samotności bez mojej żony i córeczek. Jeśli Was mogę prosić, to proszę Was tylko o 'Zdrowie' dla Mnie, bo to jest mi teraz najbardziej potrzebne. Pozdrawiam gorąco i mam nadzieję, że wkrótce uda nam się gdzieś wspólnie spotkać" - napisał wtedy we wpisie na Facebooku.

Reklama

Stan DJ-a od tamtego czasu pogarszał się z dnia na dzień. W końcu muzyk trafił do szpitala w Oleśnicy, gdzie ostatecznie zmarł. Antoniewski miał 42 lata.

Apel żony zmarłego DJ-a. "Nie lekceważcie choroby"

Jak przyznaje wdowa po DJ-u Antexie, ten planował zaszczepić się na początku stycznia, niestety nie zdążył tego zrobić. Już w szpitalu apelował do fanów.

"Szczepcie się, nie wierzcie w fake newsy o koronawirusie. Leżę ósmy dzień pod tlenem. Gdyby nie to, już pewnie by mnie nie było. Jest to najgorsza choroba, jaką przechodzę w życiu. Kiedy wstaję rano z łóżka, 30 minut dochodzę do siebie, by uspokoić oddech, taki jest to dla mnie wielki wysiłek. Mam zajęte przez COVID 80 procent płuc. Zostaje tylko walka i nadzieja, że wkrótce uda mi się wrócić do mojej kochanej rodziny, za którą tak bardzo tęsknię" - pisał.

Również jego żona wystosowała własny apel do jego fanów.

"Wydawało się, że Damian ma zwykłe przeziębienie i tak też myślał lekarz podczas teleporady. Szybka reakcja na samym początku mogła nas uchronić, ale niestety to przegapiliśmy. Nie można lekceważyć objawów w czasach pandemii, a do lekarza trzeba iść osobiście" - stwierdziła w rozmowie z tabloidem.

"Na początku jeszcze rozmawialiśmy, później mówił 'przepraszam, muszę kończyć, bo brakuje mi tchu', a później zostało pisanie" - dodała i przyznała, że na początku roku zdążył jeszcze obdzwonić przyjaciół i rodzinę. Potem jego stan uległ znacznemu pogorszeniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy