Reklama

Cierpienia zbliżają muzyków the Beatles

Ringo Starr, były perkusista the Beatles, uważa, że bolesne doświadczenia, których doświadczyli żyjący członkowie legendarnej grupy, bardzo zbliżyły ich do siebie.

Śmierć Lindy McCartney i napad na George'a Harrisona sprawiły, że Ringo, Paul i George znów są sobie bliscy. "Komunikacja to ważna rzecz w życiu. Wprawdzie nie łączą nas wspólne interesy, ale odwiedzamy się, jemy razem kolacje. Jesteśmy teraz jak rodzina, w której nie ma poważnych problemów, chociaż są wzloty i upadki" - wyjaśnia słynny perkusista. O zmarłej żonie Paula McCartneya powiedział: "Kochałem Lindę. Moja żona Barbara także. Paul stara się pogodzić z jej odejściem. Znalazł kogoś bliskiego i to chyba dobrze".

Reklama

Starr ucieszył się, że George Harrison nie ucierpiał bardzo wskutek napadu na jego dom w Anglii. "Dzięki Bogu, że żyje. Kiedy po raz ostatni widzieliśmy się w Los Angeles było wspaniale, ponieważ jesteśmy przyjaciółmi od wielu lat. Teraz kiedy patrzę na niego myślę sobie 'Boże, przez jakiegoś świra mogłem stracić przyjaciela'. I po chwili uświadamiam sobie, że muszę do niego dzwonić częściej" - zakończył swój wywód Ringo Starr.

WENN

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Guardian | perkusista | beatles | Ringo Starr

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje