Reklama

Chcieli wrobić Diddy'ego?

"Agenci powiedzieli mi, że jeżeli nie dam im haka na Diddy'ego, to jestem skończony" - opowiada skazany na karę dożywocia za trzy z rzędu napady z bronią w ręku Walter 'King Tut' Johnson. Mężczyzna uznawany jest także za głównego podejrzanego o zabójstwo Tupaca Shakura, jednak nie przyznaje się do winy.

Johnson twierdzi, że agenci federalni proponowali mu układ. W zamian za łagodniejszą karę więzienia King Tut miał zeznaniami "wrobić" Seana 'Diddy'ego' Combsa w morderstwo Tupaca.

Reklama

"Agenci powiedzieli mi, że jeżeli nie dam im haka na Diddy'ego, to jestem skończony" - powiedział w rozmowie z magazynem "America's King".

Johnson poznał Combsa w 1995 roku, na kilkanaście miesięcy przed śmiercią Tupaca.

"Powiedziałem Diddy'emu, że chcę być jego współpracownikiem. Nawet za darmo, gdyż miałem sporo pieniędzy. Chciałem się tylko od niego uczyć" - mówi King Tut.

"Powiedział mi, że zna moją złą opinię. Ale mi pomógł..." - dodaje skazany na dożywocie.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: haka | Johnson | chcę | Diddy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje