Boiler Room 2019 – Londyn

Tym, którzy słuchają muzyki, nie trzeba dziś raczej tłumaczyć, czym jest Boiler Room. Nieprzypadkowo nie mówimy tu po prostu (jak się zwykle przy tej okazji czyni) o fanach klubowych rytmów lub miłośnikach wykręconego do granic undergroundu. Inicjatywa firmowana nazwiskiem Blaise’a Bellville’a, inauguratora całego przedsięwzięcia, stanowi dziś bowiem jedną z najważniejszych imprez muzycznych ostatniej dekady. Boiler Room to już właściwie marka globalna. Event zorganizowany w styczniu tego roku w Londynie tylko to określenie potwierdził.

Tym jednak, którzy o Boiler Roomie z jakichś powodów dotąd nie słyszeli, należy się mimo wszystko kilka słów wprowadzenia. Na dobry początek weźmy na tapetę samą nazwę wydarzenia. Wzięła się bowiem od pierwszej jego lokalizacji - Bellville organizował je z początku (a było to przed dekadą) w starej, industrialnej kotłowni. Nie tylko po to, aby ciąć koszty, ale przede wszystkim dlatego, że chciał zrewitalizować opuszczone magazyny wschodniego Londynu i stworzyć przestrzeń spotkania i ekspresji dla artystów, których mainstream spychał latami na margines.

W tym celu sięgnął po narzędzia, które podsuwały mu w tamtym czasie zdobycze Internetu - koncerty artystów transmitował bowiem on-line, prędko trafiając w ten sposób pod strzechy. I zdobywając przy tym błyskawicznie uwagę wielomilionowej publiki.

Ludziom spodobało się przede wszystkim to, że Bellville postanowił wreszcie oddać głos talentom konsekwentnie dotąd ignorowanym, które - co więcej - nie lękały się kontaktu ze słuchaczami. Wypada tu bowiem wyjaśnić (i przypomnieć), że w trakcie koncertów odbywających się w ramach Boiler Roomu artyści porzucają scenę i schodzą z niej, całkiem dosłownie, do ludzi. Grając na niewielkim podwyższeniu umieszczonym zwykle pośrodku sali, oblanym do tego przez tłumek fanów i słuchaczy, biorą razem z nimi udział w wielkiej, muzycznej uczcie.

Take A Stand For True Music

Trzeba tu dopowiedzieć, że potrzeba wyeksponowania wszystkiego, co mają do zaoferowania słuchaczom nisze muzycznego świata, towarzyszy Bellville'owi do dziś. Tegoroczna edycja Boiler Roomu odbędzie się bowiem pod - jakże wymownym! - hasłem Take A Stand For True Music.

W ślad za nim idą oczywiście bardzo konkretne działania - organizatorzy chcą bowiem ponownie oddać głos tym wszystkim, dla których w głównonurtowych rozgłośniach i wytwórniach nie ma na co dzień miejsca. Światło reflektorów zostanie więc skierowane na tych, którzy zwykle pozostają w cieniu: na artystów i aktywistów, których niełatwo zaszufladkować i którzy pragną być prawdziwie autentyczni.

Dwa kontynenty, cztery kraje

Bohaterami zbliżającej się edycji będą zwłaszcza ci spośród nich, dla których codziennością są problemy lokalowe, brak społecznego wsparcia oraz ciągła walka o uwagę muzycznych promotorów - zwykle z niechęcią spoglądających na ich odważne eksperymenty. Gdzie jednak będziemy mieli szansę ich w tym roku spotkać? Konkretne lokalizacje ciągle pozostają tajemnicą, wiadomo jednak, że eventy odbędą się w czterech krajach z dwóch kontynentów!

Ten niesamowity projekt zawitał do tej pory do 28 miast rozsianych na 3 kontynentach, tworząc platformę artystyczną, która zdążyła - jak dotąd - trafić do ok. 115 milionów fanów i zaangażować 220 artystów reprezentujących różne gatunki, style i, nieraz bardzo od siebie różne, estetyki.

Boiler Room to bowiem, jako się rzekło, nie tylko elektronika - często nieortodoksyjna i swobodnie traktowana - ale również nieustannie ponawiane próby przesuwania muzycznych granic.

Boiler Room: precz z ortodoksją!

Przebieg tegorocznej edycji ujawniono - nie dalej, jak przed dwoma tygodniami - w Londynie. Wydarzenie przyjęło jednak bardzo oryginalną formę. Prezentację szkockich trunków połączono bowiem z prelekcją na temat wpływu muzyki na odczucia smakowe towarzyszące degustacji alkoholu.

Dla zilustrowania tezy postawionej na wstępie, uczestnikom spotkania podano więc (jak deklarowano) trzy różne rodzaje whisky, które kosztowano przy starannie dobranym i zmieniającym się podkładzie muzycznym. Koniec degustacji przyniósł jednak niespodziewany obrót zdarzeń. Okazało się oto, że w czasie całego panelu serwowano zaledwie jeden trunek, a zmiana doznań smakowych towarzyszących jego konsumpcji była wywoływana przez modyfikację podkładu dźwiękowego. Trzeba przyznać, że trudno tej zagrywce odmówić świeżości.

Ale powróćmy jeszcze na chwilę do tego, kto zaprezentuje się miłośnikom muzyki podczas wydarzeń tegorocznej edycji Boiler Roomu. Będą to bowiem nie tylko muzycy, ale wszyscy ludzie, którzy z muzyką mają na co dzień do czynienia.

A więc m.in. Natasha Abelle, założycielka kultowej insytucji sztuki Arma 17, Sergeya Golikova, założycielka zamkniętego w 2017 r. klubu Rabitza, producent basów A-Fruit czy twórca ściezki dźwiękowej do pokazów Goshy Rubchinskiy - Buttechno. To, o czym będą mówić, zostanie utrwalone i włączone do pierwszego w historii przedsięwzięcia wideodokumentu, który zostanie potem udostępniony w Internecie.

Zapowiedzi brzmią już teraz bardzo obiecująco. Znając jednak kunszt, wizję i rozmach Blaise’a Bellville’a, będzie jeszcze lepiej, niż obiecują to organizatorzy Boiler Roomu.


Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje