Reklama

Anita Lipnicka o noszeniu maseczki. "Po raz pierwszy od dawna zapytano mnie o dowód"

Była wokalistka Varius Manx pozornie ma już dość noszenia maseczki, bo wywołuje to u niej trądzik. Ale znalazła też zaskakujący plus maseczki – zakrycie ust i nosa odejmuje jej lat. Dowodem na to jest fakt, że po raz pierwszy od wieków kasjerka zapytała piosenkę o dowód, gdy ta kupowała wino.

Anita Lipnicka podzieliła się swoimi przemyśleniami

Swój ostatni wywód na Instagramie Anita Lipnicka zaczęła od mocnego stwierdzenia, że przy obostrzeniach, jakie wprowadzono z powodu pandemii, być może lepiej być psem niż człowiekiem...

Reklama

"W odróżnieniu od mojego psa, muszę mieć nos zakryty, kiedy wychodzę na spacer. Pytanie: lepiej być psem, czy człowiekiem teraz? Jak wam się wydaje? Z drugiej strony, kwiatki jeszcze nie wykwitły, więc nie ma co wąchać, ani czego żałować... Ale co jeśli wkrótce każą nam też zakrywać oczy? Zły wirus podobno przenosi się każdą możliwą drogą. To by było dopiero! Wtedy mój pies wyprowadzałby mnie na spacer, a nie ja jego!" - dywaguje Lipnicka.

Wreszcie pora na jakiś pozytyw związanymi z maseczkami. "Pierwszy raz od wieków pani na kasie zapytała mnie dzisiaj o dowód, kiedy chciałam nabyć butelkę wina w pobliskim sklepie! Najwyraźniej maseczka mnie odmładza, jak żadna inna! To może w niej już zostać na dobre?" - pisze 45-letnia artystka.

Ale za chwilę dodaje łyżkę dziegciu - pod maseczką wyskakują jej pryszcze od zapocenia. Zaznacza, że nigdy wcześniej nie miała trądziku.

Nie tylko Lipnicka uskarża się w pandemii na problemy skórne. Stworzono nawet specjalny termin maskne, który jest połączeniem dwóch angielskich słów - mask (maseczka) oraz acne (trądzik). Pocieranie skóry przez maseczkę uszkadza barierę skórno-naskórkową, co w połączeniu ze skraplaniem się wydychanego powietrza, które jest źródłem wirusów i bakterii, sprzyjania pojawianiu się niedoskonałości.

Lipnicka już wielokrotnie powtarzała, że z powodu pandemii jest w nie najlepszej kondycji psychicznej. Czasu, gdy nie gra koncertów, nie potrafi w pełni wykorzystać do tworzenia nowego materiału muzycznego. "Dla mnie proces twórczy jest ściśle powiązany z ruchem i dynamiką życia. Częste zmiany miejsca, perspektywy widzenia, doświadczanie nowych sytuacji będących wynikiem cyrkulacji energii międzyludzkiej - to dla mnie karma, którą trawię i oddaję potem w formie piosenek. Stymulacja rodzi kreację. Trwanie w przewlekłym letargu nie pobudza mojej wyobraźni, niestety..." - wyjaśniała w styczniu na swoim facebookowym profilu.

Znacznie lepiej radzi sobie jej mąż, angielski artysta multidyscyplinarny Mark Grey. W lutym stołecznym Centrum Praskim Koneser otwarto wystawę, z pogranicza sztuki ulicznej i pop artu, której jest współautorem. Lipnicka przyznała, że przeczesywała złomowisko i śmietnik, by pomóc swojemu mężowi znaleźć elementy do stworzenia jego projektu.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Anita Lipnicka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama