Reklama

Akompaniator Piotra Szczepanika o artyście: "Nie znosił 'Żółtych kalendarzy'"

Piosenkarza, który zmarł 20 sierpnia, większość fanów zapamięta ze szlagierów, takich jak: "Żółte kalendarze", "Goniąc kormorany" czy "Kochać". Niewielu wie, że później, w latach 70. występował w kameralnych recitalach z akompaniamentem gitary lub bałałajki. Projekt ten nosił nazwę: "Romanse sprzed lat".

Piotr Szczepanik miał 78 lat

Szczepanikowi towarzyszył gitarzysta Wiesław Wilczkiewicz, współzałożyciel m.in. kultowego jazz-rockowego zespołu Dżamble. "Grałem z Piotrkiem jakieś 15 lat" - wspominał Wilczkiewicz. "Czasem dzień w dzień, a w jednym dniu nawet siedem koncertów - ostatni w nocy, dla załóg tramwajarzy, którzy kończyli robotę" - opowiadał. 

Reklama

"Wtedy wystarczyło w jakimś miasteczku napisać kredą na płocie: 'Piotr Szczepanik', by w tym samym dniu okoliczny dom kultury wypełnił się po brzegi publicznością. To były niesamowite czasy, gdy graliśmy na Mazurach, rano wpadali rybacy z pytaniem, czy mamy ochotę na szczupaka w maśle, a przed wieczornym koncertem, świeżo złowiony i przyrządzony szczupak wjeżdżał na stół" - mówił.

Poznali się w trakcie nagrań dla Polskiego Radia w Krakowie, po debiucie Szczepanika na krakowskim Festiwalu Piosenki Studenckiej w 1963 roku. Później razem występowali w szalenie popularnym programie estradowo-kabaretowym "Popierajmy się", gdzie Szczepanik był gwiazdą obok Bogdana ŁazukiJacka Fedorowicza. Z tej współpracy narodził się pomysł Szczepanika, by występować jedynie w duecie z gitarzystą (rzadko w większym składzie) i śpiewać rosyjskie romanse. Ten repertuar odpowiadał mu najbardziej.

"Kiedyś, gdy graliśmy w Piwnicy Artystycznej Kurylewiczów na warszawskiej Starówce, weszło kilku polonusów z USA i zrobiło awanturę, że skoro Szczepanik śpiewa po rosyjsku, to oni chyba są w Moskwie, a nie w Warszawie" - wspomina Wilczkiewicz. "Ale Andrzej Kurylewicz ich wyprosił, poszczuł swoim pieskiem". Jednak takie reakcje należały do wyjątków. "Romanse" cieszyły się ogromną popularnością zarówno w Związku Radzieckim, jak i w USA, gdzie regularnie koncertowali.

Wiesław Wilczkiewicz mówi, że Piotr Szczepanik nie lubił śpiewać swoich największych przebojów. "Nie znosił 'Żółtych kalendarzy' (posłuchaj!), o które proszono go na każdym koncercie" - wspominał gitarzysta. Jaka piosenka była mu zatem najbliższa? "Niedawno przyznał, że najbardziej ceni 'Trzy pory roku'" - zdradził.

Gitarzysta mówi, że ze Szczepanikiem był w stałym kontakcie, nawet gdy dzieliły ich kontynenty (Wilczkiewicz długo mieszkał w USA, Szczepanik często tam koncertował, ale bardziej odpowiadało mu życie w Polsce). Ostatnio rozmawiali w zeszłym roku. "Piotrek był już wtedy bardzo schorowany, chciał żebym mu pomógł sprzedać w USA jego gitarę, bardzo cennego Gibsona J-1000 z lat 50. Próbowałem, ale nie dogadał się z kupcem" - mówi Wilczkiewicz.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje