Dorota Osińska wzięła udział w Przesłuchaniach w ciemno do drugiej edycji "The Voice of Poland" i z miejsca stała się sensacją. Wprawiła w osłupienie publiczność dzięki swojej emocjonalnej interpretacji piosenki "Calling You" znanej z filmu "Bagdad Cafe". Trenerzy również byli pod wrażeniem, a ostatecznie artystka zdecydowała się wybrać Marka Piekarczyka na swojego mentora. Pod skrzydłami rockmana kontynuowała swoją przygodę w show TVP, docierając aż do finału, w którym zajęła drugie miejsce.
Zobacz również:
Dorota Osińska była uczestniczką "The Voice of Poland". Po latach wyznała, co działo się za kulisami
Po latach od udziału w "The Voice of Poland" Osińska udzieliła wywiadu i choć na co dzień stroni od skandali medialnych, udało jej się wzbudzić publiczną dyskusję na temat telewizyjnego show. W internetowym podkaście "Po drugiej stronie sceny - Vis à vis" publikowanym na YouTube'ie opowiedziała zarówno o tym, co dzieje się w jej karierze obecnie, jak i o kulisach show Telewizji Polskiej.
W pewnym momencie dziennikarz zapytał Dorotę Osińską o muzyczny pojedynek, który stoczyła na etapie Bitew z Natalią Sikorą. Obie wokalistki uznawane były wówczas za faworytki edycji, przez co widzowie spodziewali się zaciętej walki. "Ja bym tego tak poważnie nie traktowała. Myśmy miały na etapie tej bitwy poczucie takiej ogromnej niesprawiedliwości. Myśmy obie od początku czuły się w tym programie dość faworyzowane" - przyznała Osińska.
Uczestniczka show TVP twierdzi, że program był ustawiony. "Reżyser wziął mnie na bok"
Chwilę później była podopieczna Marka Piekarczyka zdecydowała się na wyznanie i powiedziała, że program był nieco ustawiany. "Powiem ci tak... To już chyba minął ten czas, że nie mogę mówić. To było tak, że przed pierwszym przesłuchaniem w ciemno reżyser programu mnie wziął na bok i mówi: 'Słuchaj, jak tam się odwrócą jurorzy, to wybierz Marka'. Ja mówię: 'Ale dlaczego? Tam jest Natalia, nie chciałabym być w jednej drużynie z Natalią'" - ujawniła wokalistka.
"Miałam takie poczucie trochę specjalnego traktowania. Wydaje mi się, że oni w jakimś sensie na nas stawiali. Wiem też, że obie byłyśmy do tego programu zaproszone. Myśmy nie szły z ulicy tam. Dostałam propozycję i byłam na wewnętrznym castingu najpierw. Nie czekałam w kolejce przez pół miasta, tylko przyszłam na umówioną godzinę, weszłam do pokoiku, zaśpiewałam pani, pani powiedziała: 'Bardzo dziękuję'. Wyszłam, zadzwoniono, że tak, jestem przyjęta do programu. Wyobrażam sobie, że to się nie odbywało tak dla wszystkich z ulicy. Miałam więc taką wątpliwość, czy do tego Marka i mówię: 'Słuchaj, a jak on się nie odwróci?'. Mówi: 'Odwróci się'" - dodała Dorota Osińska.
Inna uczestniczka miała od początku zagwarantowany finał? Osińska ujawnia, co od niej usłyszała
Uczestniczka drugiej edycji "The Voice of Poland" wyjawiła, że w trakcie trwania show dowiedziała się od Natalii Sikory, że ta od samego początku miała zagwarantowany udział w finale. Już na etapie podpisywania umowy z produkcją wokalistka rzekomo wiedziała, że zajdzie daleko, przez co starała się, aby w Bitwach to jej rywalka wypadła lepiej.
"Myśmy nie miały pojęcia, że może być taka sytuacja, że ktoś kogoś ukradnie. I mi wtedy Natalka powiedziała: 'Słuchaj, ja w kontrakcie mam, że mam finał w tym programie, więc róbmy wszystko pod ciebie, jak tam chcesz. Jeżeli potrzebujesz, żeby zmienić tonację, żeby była bardziej twoja niż moja. Ja sobie poradzę. Bo ja wiem, że nie odpadnę z tego programu'. Jej zależało na tym, żebym ja źle nie wypadła" - wspomniała 47-latka.










