Końcówka lat 70. była dla AC/DC, otwiera się w nowym oknie momentem przełomowym. Zespół, dziś uznawany za legendę światowego rocka i jedną z najbardziej wpływowych formacji gatunku, wydał właśnie szósty album studyjny, zatytułowany "Highway to Hell". Krążek podbił serca zarówno wiernych fanów, którzy zdążyli już wcześniej pokochać twórczość muzyków, jak i przyciągnął uwagę nowych słuchaczy, przekonując ich do siebie hardrockowym brzmieniem, mocnymi riffami i nietuzinkowym wokalem Bona Scotta.
Muzycy z AC/DC czuli, że nadszedł ich moment. Na fali sukcesu płyty prędko przystąpili do prac nad kolejnym krążkiem. Niedługo później okazało się jednak, że los ma dla nich zupełnie inny plan. Po pierwszej wspólnej sesji nagraniowej do płyty "Back in Black" doszło do tragedii, która na zawsze wstrząsnęła światem rocka.
Tragiczna śmierć wokalisty AC/DC. Muzycy z zespołu chcieli zawiesić działalność
19 lutego 1980 r. charyzmatyczny lider AC/DC, Bon Scott, został znaleziony martwy. Wokalista odszedł w wieku zaledwie 33 lat. W noc przed śmiercią w pełni korzystał z życia gwiazdy rocka - rzucił się w wir imprez i oficjalnie uznaje się, że przyczyną jego odejścia było zatrucie alkoholowe. Dla jego przyjaciół z zespołu był to wielki cios.
Po tragicznym zdarzeniu bracia Malcolm i Angus Young nie tylko chcieli przerwać prace nad powstającym krążkiem - rozważali nawet zakończenie działalności jako AC/DC. Namawiani przez rodzinę Bona Scotta zdecydowali się jednak na kontynuowanie kariery i znalezienie nowego wokalisty dla formacji.
Nowy frontman AC/DC miał zostać wyłoniony za pośrednictwem castingu. Do przesłuchań zgłosił się m.in. Brian Johnson, znany wcześniej z działalności w Geordie i finalnie to on został głosem grupy. Choć bracia Young rozpoczęli pracę nad siódmym albumem razem z poprzednim wokalistą, postanowili uhonorować jego twórcze pomysły i pozostawić je nienaruszonymi. Wraz z Johnsonem pochylili się nad utworami na nowo. Gotowy krążek ujrzał światło dzienne 25 lipca 1980 r. i do dziś jest to najlepiej sprzedający się album w karierze australijskiej formacji.
Po śmierci Bona Scotta szukano jego zastępcy. Do dziś krążą plotki, że mógł nim zostać Marc Storace z grupy Krokus
Choć to Brian Johnson wygrał przesłuchania i zastąpił Bona Scotta w AC/DC, wielu fanów do dziś zastanawia się, kto jeszcze miał szansę zostać głosem słynnej grupy. Od lat krążą pogłoski, jakoby o krok od dołączenia do formacji miał być Marc Storace z Krokusa. Muzyk niedawno był gościem audycji radiowej Eddiego Trunka, gdzie zabrał głos w tej tajemniczej sprawie. Okazuje się, że sytuacja ma się nieco inaczej niż głoszą plotki, otwiera się w nowym oknie.

Storace, w najnowszej rozmowie, jasno podkreślił, że nigdy nie brał udziału w przesłuchaniach i żaden z członków AC/DC nie zaprosił go do zespołu. Na pomysł jego występów z australijską legendą miały wpaść natomiast osoby, które zajmowały się produkcją tras koncertowych obu formacji. Ekipy zauważyły podobieństwo w głosie Storace'a i Scotta, więc próbowały namówić wokalistę Krokusa do zmiany grupy.
Przed laty dostał propozycję dołączenia do AC/DC. Odrzucił ją bez zastanowienia
Marc bez zastanowienia odrzucił propozycję. Wokalista uważał wówczas, że jego grupa prężnie się rozwijała i miała szansę na wielką sławę, a AC/DC postrzegał jako upadającą formację, która chwyta się wszystkiego, aby poradzić sobie po śmierci Bona.
"Moja lojalność wobec Krokus w tamtym czasie była jak ogień. A dla mnie, w tym momencie, AC/DC było tonącym statkiem. Właśnie stracili wspaniałego wokalistę, wspaniałego autora tekstów, Bona Scotta. No proszę. I czy miałem podjąć ryzyko? Moje myśli nawet nie zaszły tak daleko. Wszystko wydarzyło się jak błysk w mojej głowie, wszystkie te różne punkty i kontrapunkty. I to było takie: 'Hej, nie, nie. Steve, nie, nie. Dzięki za ofertę, ale będę siedział cicho, a Krokus zajdzie daleko'" - opowiadał w wywiadzie.
"Jestem naprawdę szczęśliwy z powodu Briana. Jest świetny. Świetnie sobie radzi. A ci dwaj razem, razem z zespołem... Okej, tęsknię za Malcolmem na scenie i za Philem Ruddem, ale ruszyli dalej. I przynajmniej utrzymują statek na powierzchni. A my potrzebujemy AC/DC. I jestem tak szczęśliwy, że wracają i znów wyruszają w trasę. Dopóki żyjemy, potrzebujemy takich zespołów, które niosą flagę rock and rolla i hard rocka" - dodał Marc Storace, doceniając kultowy zespół.
Wokalista żałuje swojej decyzji? "Teraz z pewnością bym spróbował"
Muzyk wyznał także, że w 2016 r., gdy Johnson przerwał trasę koncertową z AC/DC ze względu na swoje problemy ze słuchem, w mediach ponownie pojawiły się spekulacje, jakoby miał zostać nowym głosem formacji. Tym razem Storace nie dostał jednak nawet takiej propozycji. Otwarcie wyjawił, że gdyby ktoś faktycznie zaprosił go do zespołu, z pewnością by się zdecydował.
"Teraz z pewnością bym spróbował. Chodzi mi o to - bądźmy szczerzy - chciałbym śpiewać te piosenki i patrzeć na tę publiczność. No proszę. Czy powiedziałbym nie?" - podsumował w niedawnej rozmowie wokalista.











