Tak wyglądał Klaus Meine (Scorpions) na początku kariery. Trudno w nim rozpoznać legendę rocka
Od dekad wizerunek Klausa Meine nieodłącznie związany jest z ciemnymi okularami i beretem lub czapką. Spory szok musieli przeżyć fani grupy Scorpions, gdy ta przypomniała fragment utworu "I'm Goin' Mad" z debiutanckiej płyty "Lonesome Crow".

Dziś świętujący swoje 60-lecie zespół Scorpions to prawdziwa legenda hard rocka, której symbolem z jednej strony są przebojowe ballady (z "Wind of Change" na czele), a z drugiej stadionowe hity rockowe z imponującymi riffami gitarowymi (jak choćby "Rock You Like a Hurricane").
Początki jednak wyglądały nieco inaczej, czego przykładem jest choćby debiutancki album "Lonesome Crow" z 1972 r.
"Byliśmy po prostu młodym zespołem, który próbował odnaleźć swoją drogę, ukształtować styl artystyczny, by odnaleźć DNA Scorpions. (...) Byliśmy po prostu młodym zespołem z utalentowanymi chłopakami, bez pomysłu, co dalej" - wspominał po latach wokalista Klaus Meine.
Jak wyglądał Klause Meine (Scorpions) bez czapki?
Zespół z Hanoweru tworzyli wówczas także grający na gitarach bracia Rudolf i Michael Schenkerowie (ten drugi miał zaledwie 16 lat), Lothar Heimberg (bas) i Wolfgang Dziony (perkusja). Muzycznie "Lonesome Crow" było mieszanką krautrocka, rocka progresywnego, psychodelii i hard rocka.
Fani obecnego wcielenia Scorpions mogą być mocno zaskoczeni jednym z ostatnich postów grupy, która przypomniała otwierający debiut utwór "I'm Goin' Mad". Nie tylko chodzi o muzyczne oblicze zespołu, ale także kompletnie różny od obecnego wizerunek Klausa Meine - z długimi włosami, wąsami i brodą niemal całkowicie zasłaniającymi twarz. Tymczasem od lat zawsze gładko ogolony wokalista na scenie niemal nie rozstaje się z ciemnymi okularami i beretem lub czapką.
Nakrycie głowy związane jest z sytuacją, do której doszło przed laty podczas jednego z koncertów. Klaus postanowił skoczyć w publiczność, jednak... uderzył głową w belkę nad sceną. Publiczność biła brawo, bo myślała, że to po prostu element widowiska. Oklaski ucichły, kiedy do muzyka przybiegli ratownicy. Meine prosto z koncertu trafił na ostry dyżur, a tam chirurg zaszył sporą ranę. Od tamtej pory wokalista nie rozstaje się z beretem lub czapką, a internauci w wyszukiwarkę często obok jego imienia i nazwiska wpisują również hasło "bez czapki".








