Tak David Gilmour trafił do Pink Floyd. 30 funtów i darmowe kanapki
"Brakujące ogniwo pomiędzy Jimim Hendrixem a Eddiem Van Halenem" - to jedno z określeń, którymi dziennikarze nazwali Davida Gilmoura. 80-letni muzyk wprawdzie nigdy nie był uznawany za wirtuoza gitary, jednak późniejszy lider Pink Floyd do dziś pozostaje wzorcem malowania emocji dźwiękami.

"Gilmour ledwo strun dotknie, już oczy mokre" - nie da się temu zaprzeczyć, że David Gilmour jest mistrzem wywoływania emocji za sprawą raptem kilku dźwięków. Melodie, przestrzeń, charakterystyczne frazowanie - to z tego znany jest słynny brytyjski muzyk, który 6 marca kończy 80 lat.
Psychodeliczne początki Pink Floyd to połowa lat 60., kiedy wspólne muzykowanie rozpoczęli studenci architektury londyńskiej politechniki: Roger Waters, Nick Mason i Rick Wright oraz początkujący malarz, gitarzysta i wizjoner - Syd Barrett. Gdy ukonstytuował się ten skład, ostatecznie na nazwę wybrano właśnie Pink Floyd.
David Gilmour "intruzem" w Pink Floyd?
Funkcję lidera objął chory na schizofrenię Syd Barrett, ale ciągoty do przywództwa wyraźnie wykazywał Roger Waters. Nieco w tle trzymali się perkusista Nick Mason i grający na instrumentach klawiszowych Richard Wright. Zdrowotne problemy Syda sprawiły, że pozostali muzycy nawiązali kontakt z Davidem Gilmourem, dawnym kolegą Barretta i Watersa z czasów szkolnych. Przed końcem 1967 r. otrzymał on propozycję dołączenia do Pink Floyd jako drugi gitarzysta.
"Dla Syda był intruzem, a dla reszty zespołu potencjalnym następcą Syda. Postanowiliśmy na razie nie ujawniać Davidowi naszych planów, unikając w ten sposób odkrycia bolesnej dla Syda prawdy. W tej atmosferze niejasności i niedomówień David starał się znaleźć najlepiej, jak potrafił" - wspominał po latach Nick Mason w książce "Pink Floyd. Moje wspomnienia".
Oferta dla Gilmoura wynosiła 30 funtów tygodniowo (na rękę miał otrzymywać raptem jedną czwartą tej kwoty). Dodatkowo gitarzysta został zakwaterowany w domu Steve'a O'Rourke'a (opiekun zespołu z ramienia agencji Bryana Morrisona, później menedżer Pink Floyd), gdzie mógł liczyć na... darmowe kanapki.

Po rozstaniu z Sydem Barrettem (oficjalna data to 2 marca 1968 r.) funkcję lidera objął Roger Waters, a Pink Floyd pozostał kwartetem w niezmienionym składzie przez 12 lat, odpowiadając za największe klasyki nagrane pod tym szyldem. Wydany parę miesięcy po dołączeniu Gilmoura drugi album "A Saucerful of Secrets" (czerwiec 1968 r.) był przede wszystkim dziełem Watersa, ale gitarzysta i wokalista podpisał się - razem z pozostałymi muzykami - pod tytułowym nagraniem. Pierwszy skomponowany przez Gilmoura utwór dla Pink Floyd to niespełna minutowa miniaturka "A Spanish Piece" z kolejnej płyty "More" (1969).
Choć z czasem udział Gilmoura stawał się coraz większy, w zespole cały czas pierwsze skrzypce grał Roger Waters, odpowiadając w dużej mierze choćby za kształt pomnikowego albumu "The Dark Side of the Moon" (1973). "Oczywiście byliśmy zespołem, było nas czterech, wszyscy wnieśliśmy swój wkład - ale to mój projekt i ja go napisałem. Więc... bla bla!" - irytował się Waters po latach w rozmowie z "The Telegraph".
David Gilmour pokazał światu Kate Bush
David Gilmour swoje ambicje zaczął realizować również poza zespołem. W połowie lat 70. poznał demówkę niejakiej Kate Bush, która miała zaledwie 16 lat. Zachwycony materiałem opłacił profesjonalne sesje, a także umówił spotkanie z władzami wytwórni EMI, która podpisała kontrakt z młodą wokalistką. Gilmour objął też funkcję producenta wykonawczego przy dwóch piosenkach z debiutanckiego albumu Kate Bush - "The Kick Inside" (1978). Dodajmy, ze z tej płyty pochodzi wielki przebój, którym Kate przywitała się ze światem, czyli "Wuthering Heights".
Również w 1978 r. pojawił się solowy debiut gitarzysty, zatytułowany po prostu "David Gilmour". To podczas tamtych sesji muzyk stworzył podstawy pod utwór "Comfortably Numb", który przechował na płytę "The Wall" Pink Floyd. Absolutny rockowy klasyk, chwalony za przepiękną solówkę gitarową, zdaniem samego Gilmoura to ostatni moment, kiedy jeszcze mógł pracować razem z Rogerem Watersem, choć i tu nie brakowało między nimi poważnych tarć.
Przełom lat 70. i 80. to już niemal otwarty konflikt pomiędzy muzykami. Echa tego słychać m.in. na kolejnej solowej płycie "About Face" (1984). Rok później Waters wycofał się z zespołu, licząc na to, że będzie to koniec formacji i początek jego kariery solowej. Tymczasem Gilmour, Mason i wracający po problemach z nałogami Wright uznali, że tak łatwo się nie poddadzą i ostatecznie przepychanki sądowe skończyły się tym, że to ta trójka pozostała przy nazwie Pink Floyd.

Szczytowym osiągnięciem "późnego Pink Floyd", z Gilmourem w roli lidera, stała się płyta "The Division Bell" z 1994 r. Materiał wielokrotnie pokrył się platyną (numer jeden po obu stronach Atlantyku, w sumie ponad 12 mln sprzedanych egzemplarzy), a instrumentalna kompozycja "Marooned" dała zespołowi jedyną statuetkę Grammy.
"Przez mniej więcej dwa tygodnie po prostu improwizowaliśmy. Takie pogrywanie i zaczynanie pracy od samego początku było ekscytujące. W końcu ruszyliśmy mocno do przodu i cały proces przebiegł bez zakłóceń. Album jest efektem współpracy nas wszystkich i dlatego jest taki spójny" - opowiadał David Gilmour.
David Gilmour i Polly Samson
Współautorką tekstów do siedmiu utworów została pisarka, dziennikarka i autorka Polly Samson, ówczesna dziewczyna Gilmoura. Para wzięła ślub w lipcu 1994 r. w Londynie, w trakcie trasy promującej "The Division Bell". Świadkiem muzyka był zmarły w 2013 r. Storm Thorgerson, przyjaciel Gilmoura od czasów nastoletnich i długoletni współpracownik Pink Floyd w zakresie oprawy wizualnej.
Dla Gilmoura był to drugi ślub. W latach 1975-1990 był mężem amerykańskiej rzeźbiarki i modelki Virginia "Ginger" Hasenbein, która wspominała, że była to "miłość od pierwszego wejrzenia". Jej zdjęcie trafiło do wkładki płyty "David Gilmour". Para doczekała się czwórki dzieci, jednak żadne z nich nie poszło w ślady sławnego ojca.
Gilmour ma również czwórkę dzieci z małżeństwa z Polly Samson. Biologicznym ojcem Charliego był poeta i dramaturg Heathcote Williams, pierwszy mąż Polly. Gilmour adoptował kilkuletniego wówczas chłopca po ślubie z Samson.
Najmocniej w muzyczną działalność taty angażują się Romany i Gabriel. 23-letnia obecnie Romany zaśpiewała w utworze "Between Two Points" z ostatniej płyty "Luck and Strange" (2024), zagrała też na harfie i dodatkowo słychać ją w chórkach. Gabriel również udzielał się wokalnie na tym albumie, a na fortepianie zagrał w utworze "In Any Tongue" z albumu "Rattle That Lock" (2015).
Spektakularne światowe tournée promujące płytę "The Division Bell" zakończyło się w październiku 1994 roku w Anglii i było ostatnim w historii Pink Floyd. Jego pokłosiem było niezwykle efektowne koncertowe wydawnictwo "Pulse". Później zespół wystąpił tylko raz, za to z Rogerem Watersem, w 2005 roku podczas charytatywnego koncertu Live 8 w Londynie, w Hyde Parku. Wraz ze śmiercią Richarda Wrighta w 2008 roku, zniknęła szansa na reaktywację Pink Floyd.
Ostatnim nagraniem legendarnej grupy pozostaje wypuszczony w marcu 2022 r. specjalny singel "Hey, Hey, Rise Up!" będący protest songiem wobec agresji Rosji na Ukrainę. Gilmoura i Masona wsparł wokalnie Andrij Chływniuk, lider zespołu BoomBox.
Choć solowy dorobek 80-letniego muzyka obejmuje zaledwie pięć studyjnych płyt, jest szansa, że na następcę bardzo ciepłego przyjętego albumu "Luck and Strange" nie będziemy musieli czekać dekadę.

W ramach promocji tego materiału Gilmour zagrał ponad 20 koncertów, jednak ciężko było to nazwać prawdziwą trasą. Po dwóch specjalnych występach w ramach przygotowań w Brighton Centre (Wielka Brytania) muzyk pojawił się jeszcze tylko w Rzymie, Londynie, Los Angeles i Nowym Jorku. Pogłoski, że Gilmour miałby powrócić do Polski pozostaną już zapewne tylko w sferze marzeń.
"Gdy masz 20 lat, nie sądzę, by twoja wyobraźnia potrafiła przenieść cię poza 30. Poza tym w tamtych latach sam pomysł, by w grupie grającej muzykę pop ludzie nadal funkcjonowali skończywszy 60, był zupełnie nieznany. Natomiast dziś, jeżeli spojrzysz na spis wykonawców festiwali bluesowych w Ameryce, zauważysz, że 70-letni muzyk nierzadko występuje tam ze swoim ojcem" - opowiadał David Gilmour w rozmowie z Piotrem Kaczkowskim z radiowej Trójki w 2006 r.











