Reklama

Tajemnicze zgony gwiazd muzyki

Każde bez wyjątku przedwczesne odejście znanego artysty pociąga za sobą lawinę spekulacji, wątpliwości czy wreszcie klasycznych spiskowych teorii. Wybraliśmy 10 najpopularniejszych i najbardziej intrygujących.

Whitney Houston nie utopiła się w wannie w wyniku przedawkowania narkotyków, tylko została zamordowana. Tak ustalił prywatny detektyw, a jego sensacyjne doniesienia w mig obiegły internet. Whitney ponoć była ścigana przez narkotykowych dilerów, którym zalegała z płatnościami. Dług urósł do - bagatela - 1,5 mln dolarów. Detektyw wskazał na poszlaki świadczące o tym, że piosenkarka broniła się przed agresorem, zanim została zamordowana w swoim hotelowym pokoju.

Reklama

Tym samym Whitney Houston dołączyła do długiej listy tajemniczych zgonów w muzycznym show-biznesie. Najbardziej zagadkowe i najczęściej komentowane pozycje tej listy przedstawiamy poniżej. Sugerujemy jednak, by sensacje te traktować z pewnym dystansem...

Kurt Cobain (1994 r.) nie popełnił samobójstwa, lecz został rzekomo zamordowany na zlecenie jego żony, Courtney Love. Prywatny detektyw Tom Grant stwierdził, że we krwi muzyka znajdowało się tyle heroiny (trzykrotna śmiertelna dawka), że nie byłby w stanie podnieść broni i strzelić sobie w głowę. Ponadto detektyw przekonywał, że list pożegnalny był tak naprawdę ogłoszeniem odejścia z muzycznego show-biznesu, a jego ostatnią część napisał ktoś inny - tak miały wykazać badania grafologiczne. Grant, a także dziennikarze śledczy Ian Halperin i Max Wallace wskazywali na serię przesłanek stawiających oficjalne wyniki śledztwa pod znakiem zapytania.

Jim Morrison (1971 r.), legendarny frontman grupy The Doors, zmarł 3 lipca 1971 roku w łazience wynajmowanego apartamentu w Paryżu na skutek ataku serca. Tyle mówi oficjalna wersja, która od 40 lat regularnie jest podważana. Według niektórych, wcale nie został pogrzebany na cmentarzu Pere Lachaise, inni z kolei z ręką na sercu przysięgają, że widzieli go na własne oczy. Te teorie utrzymuje przy życiu fakt, że nie dokonano sekcji zwłok muzyka, a on sam marzył ponoć o sfingowaniu własnej śmierci.

Brian Jones (1969 r.), współzałożyciel The Rolling Stones, oficjalnie utonął we własnym basenie. Jednak Pat Andrews, była dziewczyna muzyka, twierdzi, że Jones został zamordowany z powodu wynoszącego kilkanaście tysięcy dolarów długu. Dowody na poparcie tej tezy przedstawiła policji w 150-stronicowym raporcie.

Michael Jackson (2009 r.) - tu akurat wątpliwości jest stosunkowo mało, ale bez problemu znajdziecie w sieci ludzi przekonujących, że Król Popu żyje i ma się świetnie. A wszystko przez prowokację niemieckich dziennikarzy: nakręcili oni materiał wideo stylizowany na amatorskie nagranie, na którym widać, jak MJ wysiada z karetki, która miała zabrać jego ciało. Są też fani, którzy utrzymują, że Jackson był niewygodny dla wielu osób, a jego lekarz wykonał zlecenie zabicia artysty. Powstały nawet internetowe fora tropiące nieścisłości oficjalnej wersji zgonu np. mjzyje.pl.

Elvis Presley (1977 r.) - stwierdzenie "Elvis żyje!" weszło do językowego kanonu i stało się synonimem spiskowych teorii, który już dawno wykroczyły poza granicę rozsądku. Zaczęło się oczywiście od fanów, którzy wykazywali nieścisłości w raporcie dotyczącym zgony artysty i podkreślali plany Presleya zamierzającego odejść z show-biznesu i wieść spokojny, anonimowy żywot. Do tego doszły setki czy wręcz tysiące relacji świadków, którzy na własne oczy mieli widzieć żywego Elvisa już po jego śmierci.

Tupac Shakur (1996 r.) - 7 września 1996 roku o godzinie 23.15 do samochodu, którym przemieszczał się słynny raper, podjechał biały cadillac. Okno się uchyliło i nieznani mężczyźni ostrzelali auto Tupaca i jego samego. Raper zmarł kilka dni później w szpitalu w wyniku wewnętrznego krwotoku. Sprawców do dziś nie złapano. Według dziennikarzy śledczych "LA Times" zabójstwa dokonali członkowie gangu Southside Crips, mszcząc się za pobicie jednego z nich przez Tupaca. To właśnie poszkodowany przez rapera Orlando Anderson miał oddać śmiertelne strzały w jego kierunku. Sam zginął w pojedynku gangów niewiele później.

Notorious B.I.G. (1997 r.) to kolejny gwiazdor hip hopu, który został zastrzelony, w podobnych zresztą okolicznościach jak Tupac. Również i w tym przypadku sprawcy nie zostali uchwyceni. Według najbardziej "ekscytującej" teorii morderstwo Notoriousa B.I.G. zlecił sam Sean "Diddy" Combs, który chciał pozbyć się konkurenta. Według innej, odpowiedzialnym za śmierć nowojorskiego rapera jest Marion "Suge" Knight, współzałożyciel wytwórni Death Row Records, mający związki z gangiem Bloods.

Bon Scott (1980 r.), legendarny frontman AC/DC, miał zadławić się wymiocinami na skutek zatrucia alkoholem. Jednak z biegiem lat przybywało teorii próbujących wyjaśnić, co "tak naprawdę" stało się z muzykiem drzemiącym w samochodzie. Niektórzy twierdzą, że Scott zmarł na skutek uduszenia spalinami. Inni mówią o przedawkowaniu heroiny. Z kolei Ozzy Osbourne w dokumencie "Don't Blame Me" utrzymywał, że Bon Scott zmarł z wyziębienia.

Michael Hutchence (1997 r.) - w przypadku wokalisty INXS oficjalną przyczyną śmierci było samobójstwo. Jednak okoliczności zgonu w hotelowym pokoju w Sydney wskazują, że Hutchence mógł zginąć w wyniku nieszczęśliwego wypadku spowodowanego asfiksją autoerotyczną. To praktyka seksualna polegająca na pozbawianiu organizmu tlenu w celu osiągnięcia zaspokojenia erotycznego. Jedną z metod jest m.in. samoduszenie poprzez zaciskanie szyi np. paskiem. Teorię o przypadkowym uduszeniu miał potwierdzać brak listu pożegnalnego.

Krzysztof Klenczon (1981 r.) - "To właściwie do dzisiaj nie jest wyjaśnione i nie sądzę, żeby to się stało, choć śledztwo prowadziło i FBI, i CIA. Dzisiaj myślę, że to nie był przypadek. Po wypadku, kiedy Krzysztof jeszcze żył przez 40 dni, mnie pocięto w nowym aucie hamulce. To mogła być zwariowana fanka" - mówiła "Przekrojowi" Alicja Klenczon-Corona, żona polskiego muzyka, który zmarł w Chicago po wypadku samochodowym z udziałem pijanego kierowcy.

Wiele z powyższych teorii powstaje, gdy fani nie mogą pogodzić się ze śmiercią swojego idola - nie chcą uwierzyć, że zgon mógł być zwyczajnym wypadkiem, bądź przypadkiem. Często w ogóle nie chcą wierzyć w śmierć gwiazdora i wyobrażają sobie, że wiedzie szczęśliwy i spokojny żywot na wyspie Bora-Bora. Ale może w którejś z powyższych teorii jest ziarno prawdy?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje