Sensacja dla fanów Queen. John Deacon po blisko 30 latach podpisał płytę na aukcję
Od blisko 30 lat poza światem muzyki pozostaje John Deacon, basista grupy Queen, który wycofał się po śmierci Freddiego Mercury'ego. Teraz po raz pierwszy od dekad zaangażował się w działalność zespołu, stawiając swój podpis na płycie obok pozostałych żyjących członków legendarnej formacji.

John Deacon ma na koncie wiele przebojów napisanych dla zespołu Queen, m.in. "Another One Bites The Dust", "Back Chat" czy "I Want To Break Free". Jest też współtwórcą "The Show Must Go On" czy "Under Pressure".
Po śmierci wokalisty Freddiego Mercury'ego w listopadzie 1991 r. załamany basista zdecydował, że wycofuje się z show-biznesu. Jego finałowym akcentem było nagranie piosenki "No-One but You (Only the Good Die Young)" w 1997 r. z gitarzystą Brianem Mayem i perkusistą Rogerem Taylorem, którzy w tym utworze zadbali również o główne wokale.
John Deacon z sensacyjnym prezentem dla fanów Queen
Po raz pierwszy od dekad 73-letni muzyk oficjalnie zaangażował się w projekt związany Queen. Okazało się, że basista złożył swój podpis na płycie "A Night at the Opera" z 1975 r., która została wystawiona na aukcję charytatywną na rzecz fundacji Mercury Phoenix Trust. Przypomnijmy, że ta organizacja powstała po śmierci Freddiego Mercury'ego i od tego czasu zebrała ponad 16 mln dolarów na walkę z HIV/AIDS.
Swoje autografy na tym egzemplarzu złożyli również dwaj pozostali żyjący muzycy Queen - Brian May i Roger Taylor, którzy obecnie kontynuują wspólną przygodę pod szyldem Queen + Adam Lambert.
Aukcja odbędzie się podczas urodzinowej imprezy Freddiego organizowanej 6 września w Casino Barrière Montreux. Z tym miastem w Szwajcarii zespół związany był od końca lat 70. W Mountain Studios Brytyjczycy nagrali sześć albumów, w tym "Made in Heaven" (1995), wydany już po śmierci Mercury'ego.
John Deacon wciąż jest częścią Queen
Brian May w wywiadzie dla magazynu "Mojo" ujawnił, że John Deacon nadal bierze udział w podejmowaniu decyzji związanych z zespołem.
"John wciąż ma do powiedzenia 'tak' lub 'nie'. Dostajemy wiadomości, że jest zadowolony z tego, co robimy, ale nie chce stresu związanego z twórczym zaangażowaniem i my to szanujemy. Z Freddiem niestety nie możemy porozmawiać. Ale nasza czwórka pracowała jako zespół tak długo, że Roger i ja mamy całkiem dobre pojęcie, co powiedzieliby nasi koledzy z Queen. To trwa dłużej niż niejedno małżeństwo" - komentuje gitarzysta.










