Ritchie Blackmore uznawany jest za ikonę rocka i jednego z najważniejszych gitarzystów w historii muzyki. Wymyślił słynny riff do "Smoke on the Water", od którego swoją przygodę z instrumentem zaczynały miliony gitarzystów na całym świecie.
Z Deep Purple występował do 1993 roku i od tej pory - aż do teraz - nigdy więcej nie zagrał z zespołem na scenie. Choć Ritchie skończył niedawno 80 lat i może pochwalić się stosunkowo długim stażem scenicznym, wciąż pozostaje aktywny zawodowo. Niestety w ostatnim czasie, w związku z problemami zdrowotnymi, musiał ograniczyć liczbę występów.
"W tej chwili Ritchie ma sporo problemów zdrowotnych. Można wierzyć lub nie, ale 14 kwietnia skończył 80 lat, co jest oszałamiające, ponieważ nie wygląda i na pewno nie zachowuje się tak jak powinien. W tym wieku jednak pewne sprawy medyczne zaczynają cię dopadać" - wyznała wiosną żona muzyka w rozmowie z "Eonmusic".
"Miał półtora roku temu zawał serca. Ma sześć stentów w sercu (to protezy naczyniowe, które są wszczepiane do naczynia wieńcowego - przyp. red.). Walczymy także z zapaleniem stawów i dną moczanową. Wciąż ma problemy z plecami, więc podróżowanie jest dla niego trudne z powodu całego tego siedzenia" - dodała. "Stanie na scenie jest dla niego trudne, chociaż widzę wielu ludzi, nawet młodszych od niego, w tej branży, którzy pojawiają się na scenie na wózkach inwalidzkich. Nie sądzę, żeby chciał być w ten sposób postrzegany lub tak zapamiętany" - podsumowała Candice.
Ritchie Blackmore zagrał z Deep Purple. "To było spotkanie starych kumpli"
Niedawno gitarzysta wystąpił "ze starymi kolegami" podczas koncertu Deep Purple w Jones Beach na Long Island w stanie Nowy Jork. Niestety fani nie byli zachwyceni jego występem. W obronę wziął go Simon McBride, który w Deep Purple odpowiada za gitary.
"Ma swoje problemy ze zdrowiem. Jeśli w jego wieku będę grał tak dobrze, będę szczęśliwy. Ludzie powinni wspominać to jako magiczną noc. Ten zespół ma swoją historię. I ten koncert był jej częścią. To było spotkanie starych kumpli, którzy nie widzieli się od dawna. Jeśli chodzi o mnie, to chciałem, żeby Ritchie był szczęśliwy i udało nam się to. Ritchie zawsze będzie świetnym gitarzystą" - powiedział w rozmowie z "Ultimate Guitar".
Swój występ dla "Guitar Player" skomentował też sam Blackmore. "To było bardzo wzruszające, bo musiałem po prostu wyjść i zagrać. Nie mogłem się rozgrzać, ale nie byłem tam, żeby grać poprawnie. Byłem tam, żeby spotkać się ze starymi przyjaciółmi, których nie widziałem od 40 lat, a wszyscy się starzejemy. Myślę, że zdaliśmy sobie sprawę, że to może być nasz ostatni raz. To było trudne; nie grałem niczego zbyt technicznego, ponieważ czułem, że powinienem trzymać się podstaw. Byłem tam, żeby leczyć rany - ale ran nie było. Wszyscy zachowywali się, jakbyśmy byli razem w wojsku i przeżyli na froncie i znów się spotkali. Bardzo wzruszający moment" - podsumował.











