Utwór "Easy Street" jest pierwszą premierową kompozycją grupy od czasu albumu "In Times New Roman" z 2023 r. Fani mieli okazję usłyszeć ten numer na żywo podczas ubiegłorocznej trasy "Catacombs". To zarazem zapowiedź nowej płyty szykowanej na jesień tego roku.
Nastrojowe, a zarazem świadomie niedoskonałe brzmienie "Easy Street" opiera się na akustycznej gitarze, psychodelicznych syntezatorach i pulsującej ścieżce rytmicznej. Pod jego spokojną powierzchnią kryją się surowość oraz charakterystyczny dla zespołu cięty humor. Gościnnie w utworze wystąpiła Nikki Lane, której głos przywodzący na myśl styl Wandy Jackson - tworzy wyrazisty kontrast z bardziej melodyjną linią wokalną Josha Homme'a.
Queens of the Stone Age i "Easy Street": Śmieszy, bo boli
"To zabawna piosenka - trochę jak uderzenie w nerw łokciowy. Śmieszy, bo boli, a boli, bo jest śmieszne. Jest poważna, ale jednocześnie zabawna. Nagraliśmy ją tak, jak nagrywa się demo - bez metronomu, zostawiając wszystkie pomyłki. Tempo raz przyspiesza, raz zwalnia, klaskanie nie jest idealne, ale też nie jest złe. A właśnie takie niedoskonałe klaskanie wnosi do utworu coś ludzkiego, czego nie da się podrobić" - opowiada lider Queens of the Stone Age.
"Nie chodzi wyłącznie o lekkość czy żart. Chodzi o pogodzenie się z niedoskonałością własnego życia. Ta piosenka - podobnie jak życie - tkwi w błędach. To właśnie jej niedoskonałości są jej największą siłą" - podkreśla wokalista i gitarzysta amerykańskiej formacji, którą już w weekend zobaczymy na dwóch koncertach na PGE Narodowym w Warszawie w roli bezpośredniego supportu przed System Of A Down.
Za teledysk odpowiadają Tony Wolski i Christopher Gruse, którzy wykorzystali pomysł i historię autorstwa Josha Homme'a. Klip rozpoczyna się sceną, w której poturbowany Homme próbuje uciec przed barwną grupą osób. Wśród ścigających znajdują się pozostali członkowie zespołu, wcielający się w nietuzinkowe postacie: Juggalo, świątecznego Mikołaja z galerii handlowej, miłośnika skórzanych strojów oraz - rzecz jasna - eleganckiego kowboja prowadzącego małego konia. Fabuła szybko wymyka się jednak przewidywaniom, prowadząc do zaskakującego finału, który stanowi hołd dla outsiderów, zbyt często lekceważonych przez otoczenie.
Polacy w teledysku Queens of the Stone Age. Szalony strażak w akcji
Co ciekawe, w klipie "East Street" wystąpili członkowie muzycznej rodziny z Polski. Mikołaj Jaroszyk (frontman Burn This Song, swojego projektu YAROSHICK i współtwórca The Forevers) pojawia się w klipie jako strażak, natomiast jego siostrzenica Lou Lou Safran wciela się w rolę cheerleaderki. 20-latka współprodukowała też teledysk, odpowiadając m.in. za organizację castingu i współtworząc zaplecze produkcyjne projektu. To też początek kreatywnej współpracy muzycznej rodziny (matką Lou Lou jest pracująca w Hollywood wokalistka i aktorka Natalia Safran) z QOTSA. Dodajmy, że cała trójka będzie oklaskiwać swoich przyjaciół na ich weekendowych koncertach w Warszawie u boku System Of A Down.
- Josh Homme i reszta grupy to niesamowici artyści, którzy zaskakują każdą kolejną płytą, muzycznie ciągle się rozwijają, ale szukają też nowych dróg ekspresji, więc szczególnie ostatnio widujemy się często. W grudniu Josh miał swój debiut aktorski w filmie "Illomen", w którym Lou Lou gra główną rolę. Jest też kilka innych projektów, przy których ostatnio współpracujemy, ale to jeszcze przez kilka tygodni tajemnica - ujawnia w rozmowie z Interią Mikołaj Jaroszyk.
- Kiedy QOTSA zaczęło planować nakręcenie pierwszego teledysku do nowej płyty, Josh poprosił, żeby Lou Lou pomogła zrobić do niego casting i zagrała w nim ze swoimi znajomymi. Skompletowała naprawdę różnorodną grupę postaci od znanego aktora komedii Dietricha Badera ("Veep", "Drew Carey Show") do 'króla Muscle Beach' Ike'a Catchera. Reżyser wideo, Tony Wolski, jest polskiego pochodzenia, wiec dzięki tej naszej współpracy "Easy Street" ma mocno polski klimat - dodaje.
Natalia Safran wspomina, że muzyków QOTSA poznali wiele lat temu w Australii, gdzie kręciła wówczas sceny do filmu "Aquaman" (grała tam Królową Rinę). Z kolei zespół był główną gwiazdą festiwalu Splendor in the Grass w Byron Bay.
- Kiedy ich team usłyszał, że jesteśmy fanami, zaprosili nas na koncert. Grali o późnej porze, tłum był ogromny, wszystko otaczała mgła, a my ze sceny oglądaliśmy jeden z naszych ulubionych zespołów. Niezapomniane przeżycie. Po koncercie okazało się, że to fantastyczni ludzie, z którymi od razu znaleźliśmy wspólny język - opowiada nam Natalia Safran.

Ekscytacji ze współpracy z gwiazdami rocka nie kryje też Lou Lou Safran, podkreślając, że Josh Homme (wokal, gitara), Troy Van Leeuwen (gitara), Mikey Shoes, czyli Michael Shuman (bas, klawisze), Dean Fertita (klawisze, gitara) i Jon Theodore (perkusja) są super sympatycznymi ludźmi, "zawsze na luzie".
- Atmosfera na planie była fantastyczna. Band wynajął na lokacje stylowy dom z basenem z lat 60. w San Fernando Valley pod Los Angeles i mimo gorącego dnia i wielu godzin kręcenia, nie było najmniejszego stresu. To była dobra kombinacja planu filmowego z placem zabaw. Trochę tylko nacierpieli się panowie, którym w gorączce kalifornijskiego południa przyszło grać w grubych kostiumach - Mikołaj i Jon (Theodore), nasz strażak i "bad Santa", byli w pewnym momencie bliscy wyparowania, ale nie poddali się i w tej malignie dzielnie wytrwali do końca. Ike podnosił wszystkie panie swoim "signature lift" czyli unosił je nad głową i spacerował na rękach wokół basenu. Jest jednym z najmilszych ludzi na ziemi i naszych ulubionych legend Los Angeles - mówi w rozmowie z Interią Lou Lou Safran.
Lou Lou Safran: 20-latka z Poznania podbija Hollywood
Młoda Polka rodem z Poznania swoją karierę rozwija równolegle w Polsce i USA. Sama podkreśla, że w sercu czuje się w stu procentach Polką (jej ojcem jest mąż Natalii Safran Peter Safran, brytyjski producent filmowy pracujący w Hollywood), a wśród swoich największych inspiracji wymienia Jacka Kaczmarskiego, Zbigniewa Wodeckiego, Jacka Różańskiego i Tomasza "Lipę" Lipnickiego (Illusion, Lipali). Na liście jej muzycznych fascynacji znajdują się również Jeff Buckley, Eddie Vedder, Bruce Springsteen, Alex Turner, Triggerfinger, Deftones i America.
W 2024 r. wzięła udział w konkursie Debiuty podczas Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu jako najmłodsza uczestniczka (miała 18 lat), mierząc się z przebojem "Pod Papugami" Czesława Niemena. Obecnie kończy prace nad debiutanckim albumem "Runway", który zapowiada singlem "Dark Magic Showtime".
Lou Lou ma w dorobku występy w legendarnym klubie The Troubadour w Los Angeles (to tam swoje pierwsze kroki stawiali m.in. Buffalo Springfield, Joni Mitchell i Fiona Apple), pracę w studiu z Steve'iem Van Zandtem (gitarzystą grupy E Street Band towarzyszącej Bruce'owi Springsteenowi) i piosenkę "The Mighty Crabjoys Theme" wykorzystaną w filmie "Superman" Jamesa Gunna (współtworzoną przez reżysera i Erica Nally'ego, wokalistę Foxy Shazam). Podczas występu na amerykańskim ComicCon w San Diego (na otwarciu "Peacefest") na scenie wsparł ją John Dolmayan (perkusista System of a Down), by razem wykonać jeden z największych hitów SOAD "Aerials".
Lou Lou Safran to nie tylko wokalistka, kompozytorka i gitarzysta, ale i aktorka. Na wielkim ekranie debiutowała już jako 8-latka. Zagrała wówczas w romansie Nicholasa Sparksa "Wybór" jako córka pary bohaterów - w tym filmie pojawiły się piosenki "Daylight" zaśpiewana przez Natalię Safran i "Black Betty" w wykonaniu Natalii i jej brata Mikołaja Jaroszyka, z którym tworzą duet The Forevers. Pojawiła się też jako sierota prześladowana przez lalkę w "Annabelle: Narodziny zła" (najbardziej kasowa część z uniwersum horroru "Obecność") i małej rólce w filmie akcji DC Studio "Shazam: Furia Bogów".
Muzyka autorstwa Mikołaja Jaroszyka trafiła na ścieżki dźwiękowe hollywoodzkich produkcji, m.in. "Flatliners", "The Choice", "Anna", "Hours" czy "New in Town". Obecnie gitarzysta, wokalista i kompozytor przygotowuje solowy autorski materiał jako YAROSHICK, a z grupą Burn This Song zapowiada na sierpień premierę najnowszego singla. W wakacje możemy też spodziewać się nowej piosenki The Forevers.











