Nie żyje Wayne Perkins. Z jego talentu korzystali najwięksi w branży
Świat muzyki stracił kolejnego cenionego instrumentalistę. Nie żyje Wayne Perkins - gitarzysta, który na przestrzeni lat współpracował z wieloma wielkimi nazwiskami światowej sceny. Informacja o jego śmierci poruszyła fanów rocka i muzyków pamiętających jego charakterystyczne brzmienie.

W wieku 74 lat zmarł Wayne Perkins - amerykański gitarzysta sesyjny, który na przestrzeni lat współpracował z największymi ikonami branży, od Boba Marleya po Joni Mitchell. Wielu fanów zapamięta go jednak przede wszystkim ze wspólnych nagrań z zespołem The Rolling Stones.
Muzyk zmarł w poniedziałek, 16 marca, w szpitalu w rodzinnym Birmingham w stanie Alabama. Przyczyną śmierci gitarzysty były powikłania po niedawnym udarze. Tragiczną informację przekazał w mediach społecznościowych brat artysty, Philip Dale Perkins: "Dla tych, którzy jeszcze nie słyszeli: Wayne odszedł wczoraj w spokoju. Towarzyszyły mu nasze siostry i członkowie rodziny. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie miłe słowa i wspomnienia. Był wyjątkową osobą i bardzo go kochaliśmy. Dziękujemy wszystkim".
Niewiele brakowało, by dołączył do The Rolling Stones
Wayne Perkins zapisał się w historii muzyki głównie za sprawą swoich brawurowych partii gitarowych na kultowym albumie The Rolling Stones "Black and Blue" z 1976 roku. Brytyjska grupa pilnie poszukiwała wówczas nowego gitarzysty po odejściu Micka Taylora. Perkins trafił na przesłuchania dzięki bezpośredniemu poleceniu od swojego serdecznego przyjaciela, Erica Claptona.
Amerykanin natychmiast znalazł z zespołem nić porozumienia i ostatecznie zagrał w trzech utworach ze wspomnianej płyty: "Hand of Fate", "Memory Motel" oraz "Fool to Cry". Jego charakterystyczne solówki można było usłyszeć również w kompozycji "Worried About You", która ukazała się później na krążku "Tattoo You" w 1981 roku. Mimo wielkiego uznania w oczach legendy, Perkins nigdy nie dołączył do ekipy Micka Jaggera na stałe, a powód tej decyzji mógł wydawać się wyjątkowo kuriozalny.
O kulisach tamtej rekrutacji opowiedział po latach Keith Richards na łamach swojej autobiografii "Życie". Założyciel Stonesów wyznał, że cały zespół był wręcz zachwycony umiejętnościami Perkinsa, jednak ostatecznie przeważył zupełnie inny czynnik niż warsztat muzyczny: "Perkins bardzo nam się podobał. Był świetnym grajkiem, ale tak naprawdę nie chodziło o grę. Chodziło o to, że [Ronnie Wood] był Anglikiem" - stwierdził z rozbrajającą szczerością Richards, tłumacząc, dlaczego to finalnie Wood zajął etatowe miejsce w legendarnej formacji.
Amerykański wirtuoz miał w swojej karierze nieco więcej pecha - swego czasu był również o krok od dołączenia do słynnego southern-rockowego składu Lynyrd Skynyrd. Mimo omijania pierwszego planu zbudował imponujący dorobek jako jeden z najbardziej niezawodnych muzyków sesyjnych. Jego kunszt uwieczniono na płytach takich gigantów jak Bob Marley & The Wailers, Joni Mitchell, Michael Bolton, Steve Cropper czy Glenn Frey.










