Frank Beard odszedł w swoim domu na ranczu w Richmond w Teksasie. Towarzyszyli mu najbliżsi. Rodzina ani przedstawiciele zespołu nie ujawnili przyczyny śmierci.
Na początku sierpnia ZZ Top odwołał koncert w Hollywood Bowl. Początkowo muzycy pisali o przeszkodach, których nie byli w stanie pokonać. Później okazało się, że decyzja miała związek ze stanem Bearda. Perkusista już wcześniej opuszczał występy - w 2025 roku zrobił przerwę w trasie z powodów zdrowotnych.
Na pierwszym planie ZZ Top zwykle stali Billy Gibbons i Dusty Hill. Ubrani podobnie, w ciemnych okularach i z długimi brodami, szybko stali się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych postaci rocka. Za nimi siedział Frank Beard, który rezygnował z efektownych popisów i skupiał się na tym, czego potrzebowały piosenki.
Jego gra opierała się na mocnym, równym pulsie oraz charakterystycznym teksańskim shuffle'u. Dzięki temu nawet najcięższe riffy Gibbonsa nie traciły lekkości. Słychać to zarówno w surowym "La Grange", jak i w "Tush", "Cheap Sunglasses" czy późniejszych przebojach z lat 80.
Billy Gibbons nazwał zmarłego kolegę naturalnie innowacyjnym perkusistą oraz prawdziwym synem Teksasu. Zaznaczył też, że to właśnie jego sposób prowadzenia rytmu przez lata utrzymywał muzykę ZZ Top w ruchu.
To on przyprowadził Dusty'ego Hilla do ZZ Top
Beard zaczynał grać jeszcze jako nastolatek. Na scenie w Dallas poznał Dusty'ego Hilla, z którym występował później w kilku zespołach, w tym The Warlocks i American Blues. Muzycy zaliczyli nawet osobliwy epizod w amerykańskiej trasie grupy podszywającej się pod The Zombies.
Pod koniec lat 60. perkusista przeniósł się do Houston i trafił do zespołu Billy'ego Gibbonsa. Niedługo później sprowadził do składu Hilla. W 1970 roku trio zagrało pierwszy wspólny koncert, a rok później ukazał się album "ZZ Top's First Album".
Na sukces trzeba było jeszcze poczekać. Początkowo grupa budowała pozycję dzięki niekończącym się występom, często jako support bardziej znanych wykonawców. Sytuację zmienił "Tres Hombres" z 1973 roku. Płyta przyniosła zespołowi "La Grange" i otworzyła drogę do największych sal w Stanach Zjednoczonych.
Sukces niemal go zniszczył
Rosnące zarobki i długie trasy miały również ciemną stronę. Beard zmagał się z uzależnieniem. Po latach mówił bez ogródek, że na narkotyki roztrwonił niemal wszystkie pieniądze. Sprzedał nawet swój zestaw perkusyjny.
Pod koniec lat 70. ZZ Top zawiesił działalność, a muzyk rozpoczął walkę o trzeźwość. Zespół wrócił w 1979 roku z albumem "Degüello". Kilka lat później dokonał jednej z najbardziej udanych przemian w historii rocka.
Na "Eliminator" teksański blues spotkał się z syntezatorami, automatami perkusyjnymi i estetyką MTV. Piosenki "Gimme All Your Lovin'", "Sharp Dressed Man" oraz "Legs" zmieniły ZZ Top w światową gwiazdę. Beard musiał znaleźć dla swojego stylu miejsce wśród elektroniki, nie pozbawiając zespołu jego koncertowej siły.
ZZ Top będzie grać dalej
Frank Beard wystąpił na wszystkich 15 studyjnych albumach ZZ Top. W 2004 roku wraz z Gibbonsem i Hillem został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Klasyczny skład przetrwał aż do śmierci Dusty'ego Hilla w 2021 roku.
Po odejściu basisty jego miejsce zajął Elwood Francis. Teraz Billy Gibbons poinformował, że grupa nie zamierza kończyć działalności. Taka miała być również wola Bearda.
Po śmierci perkusisty odwołano koncerty w Salt Lake City i Colorado Springs. Zespół planuje wrócić na scenę podczas występów w Austin.











