Led Zeppelin już na samym początku kariery szturmem wdarli się na światowy rynek muzyczny. Zanim Jimmy Page, Robert Plant, John Bonham i John Paul Jones wydali debiutancki album, zdążyli już zagrać sporo koncertów - zarówno w rodzinnej Wielkiej Brytanii, jak i USA. Dzięki swoim brawurowym występom gromadzili coraz większe grono odbiorców, które wyczekiwało ich pierwszego krążka. Dzięki temu płyta po premierze dotarła do pierwszej dziesiątki listy Billboardu, a kontynuacja - zatytułowana "Led Zeppelin II" - poradziła sobie w notowaniu jeszcze lepiej.
Choć w latach 70. popularność Led Zeppelin wśród słuchaczy nieustannie rosła, wielu krytyków nie doceniało kunsztu muzyków. Niektórzy zarzucali im bowiem, że chcą jedynie zdobyć rozgłos swoimi szalonymi koncertami i kontrowersyjnym zachowaniem. Jimmy Page i spółka prędko udowodnili jednak, że za ich rockandrollowym usposobieniem stoi wartościowy przekaz i dopracowana twórczość. W 1971 r. wydali album "Led Zeppelin IV", który na zawsze zamknął usta niedowiarkom. Miłośnicy zaczęli nazywać ich wtedy "największym zespołem na świecie", a krążek do dziś cieszy się statusem legendarnego.
Po intensywnym początku lat 70. Led Zeppelin zrobili sobie przerwę od koncertowania. Po kilku latach wrócili!
Po kilku intensywnych latach pracy, podczas których Led Zeppelin wydawali kolejne płyty, wyjeżdżali w trasy koncertowe i doświadczyli ogromnej sławy oraz pieniędzy, postanowili zrobić sobie krótką przerwę - jednak wyłącznie od występów. Zbiegło się to w czasie z wypadkiem Roberta Planta, który potrzebował odpoczynku. Już w 1977 r. grupa powróciła do koncertowej aktywności, i to ze zdwojoną siłą. 30 kwietnia w Silverdome rockmani zagrali show, który przyciągnął ogromną liczbę uczestników, zapisując się tym samym w Księdze Rekordów Guinnessa.
Dwa lata później zespół zagrał dwa pamiętne koncerty w Wielkiej Brytanii (4 i 11 sierpnia, w ramach Knebworth Music Festival). Wówczas nikt nie spodziewał się, że będzie to ostatnia wizyta pełnego składu formacji w swoich rodzinnych stronach. Już rok i cztery miesiące później Led Zeppelin przestało istnieć.
Nie wiedzieli, że ten koncert będzie ich ostatnim. Po śmierci perkusisty Led Zeppelin przeszło do historii
Po świetnie przyjętych koncertach na festiwalu, w 1980 r. grupa powróciła na scenę - tym razem rozpoczynając kameralną trasę po Europie. Podczas tournee koledzy z formacji zaczęli dostrzegać niepokojące sygnały, mówiące o słabej kondycji perkusisty Johna Bonhama. W trakcie koncertu w Norymberdze muzyk spadł ze stołka perkusyjnego i występ został przerwany, a artysta zabrany do szpitala. Oficjalnie tłumaczono, że przyczyną było zatrucie pokarmowe po zjedzeniu zbyt dużej ilości bananów, jednak media szybko zaczęły informować o problemach Bonhama z procentami.
Pomimo uzależnienia muzyka i idących za tym licznych problemów Led Zepppelin postanowili szybko wznowić europejską trasę koncertową. 7 lipca wystąpili w berlińskim Eissporthalle, a całe wydarzenie odbyło się bez przeszkód. Kultowa formacja zaprezentowała pełen set, z dwoma piosenkami na bis, a następnie pożegnała się z fanami jak co wieczór, nie przypuszczając, że będzie to ich ostatni koncert w oryginalnym składzie.
Zaledwie dwa i pół miesiąca później świat rocka obiegła tragiczna wiadomość. 25 września 1980 r. John Bonham został znaleziony martwy. Miał zaledwie 32 lata. Przyczyną jego odejścia było uduszenie się wymiocinami, które wywołały ogromne ilości procentów spożyte przez artystę dzień wcześniej. Trzy miesiące później pozostali koledzy z zespołu pogrążeni w żałobie wydali oświadczenie, w którym poinformowali, że nie zamierzają kontynuować działalności bez Bonhama. Podkreślili, że nie wyobrażają sobie dalszego istnienia Led Zeppelin bez swojego perkusisty - w ten sposób jedna z najważniejszych formacji w świecie rocka przeszła do historii.











