Mroczna historia stała się hitem z MTV. Nick Cave i jego największy komercyjny sukces
Mroczne piosenki o śmierci, zbrodniach i obsesjach dość nieoczekiwanie zrobiły z rockowego szaleńca Nicka Cave'a gwiazdora wówczas jeszcze muzycznej MTV. Do dziś wydana 30 lat temu, 5 lutego 1996 r., płyta "Murder Ballads" pozostaje największym komercyjnym sukcesem Australijczyka, który razem ze swoim zespołem The Bad Seeds będzie jedną z gwiazd tegorocznego Open'er Festivalu w Gdyni.

O życiu i twórczości Nicka Cave'a napisano już tysiące tekstów. Z zespołu postpunkowych straceńców z The Birthday Party w pierwszej połowie lat 80. wykluła się formacja Nick Cave And The Bad Seeds, w której u boku lidera pojawił się jego towarzysz z poprzedniego składu, multiinstrumentalista Mick Harvey. Grupa szybko zdobyła sobie uznanie na niezależnej scenie, jako jedna z najbardziej oryginalnych i docenianych grup post punka i alternatywnego rocka lat 80. i kolejnych dekad.
5 lutego 1996 r. do sklepów trafił album, który nieoczekiwanie również dla samych twórców wyniósł Nicka Cave'a do statusu gwiazdy rocka. Spore zasługi do wypromowania płyty "Murder Ballads" miał teledysk do singla "Where the Wild Roses Grow". Wokalista do współpracy zaprosił australijską gwiazdę popu Kylie Minogue.
Nick Cave i Kylie Minogue - takiego duetu nikt się nie spodziewał
"To ballada o morderstwie, która kończy się tym, że postać z niej zabija swoją ukochaną... W tamtym czasie było to coś w sam raz dla Kylie. Ja z pewnością nie byłem wtedy odpowiednią osobą do jej wykonywania" - opowiadał po latach sam Nick Cave, dodając, że od dawna marzył, by napisać piosenkę dla Minogue.
Zobacz również:
Wytwórnia płytowa Kylie odebrała propozycję Cave'a jako ekstrawagancję artysty nie do końca pozostającego w kontakcie z rzeczywistością - wszak napędzane trunkami i nielegalnymi substancjami ekscesy wokalisty The Bad Seeds były wówczas szeroko udokumentowane i powszechnie znane.
Obawiano się, że duet światowej gwiazdy pop z wokalistą alternatywnego zespołu może zostać źle odebrany przez fanów piosenkarki, co w konsekwencji mogło negatywnie zaważyć na karierze pięknej Australijki. Okazało się, że Kylie miała inne zdanie, kompletnie ignorując obawy swojego otoczenia - odpisała do Cave'a już następnego dnia.
"Banda mrocznych degeneratów" i popowa księżniczka razem
"To był cud, że zgodziła się zaśpiewać naszą piosenkę. Jestem pewien, że jej menedżerowie nie byli zbyt szczęśliwi. (...) Wyobraźcie sobie całą sytuację. Byliśmy bandą mrocznych ćpunów siedzącą w studio, do którego nagle weszła opromieniona życiem, miłością i dobrą wolą Kylie Minogue" - opisywał później Nick Cave w "Telegraph".
Rockman w rozmowie z Anną Gacek ("Zwierciadło") podkreślał, że każdy mężczyzna z Australii kochał się w Kylie Minogue.
"Nie słuchaliśmy jej płyt, wiadomo, ale jej po prostu nie dało się nie kochać. Jest w niej coś bardzo autentycznego. Była otoczona wielką machiną show-biznesu, jednak w środku pozostała sobą. Cudownym, przezabawnym człowiekiem w centrum maszynki do zarabiania pieniędzy. Przeszła przez to z wielką klasą" - mówił w październiku 2024 r. przy okazji wizyty w Polsce na dwóch koncertach.
"Upiornie piękny duet" (tak opisywali go krytycy) uczynił z The Bad Seeds gwiazdę światowego formatu. Kontrowersyjny teledysk opowiadający historię morderstwa przez wiele tygodni nie schodził z ramówki MTV.
Gdy dzięki "Where The Wild Roses Grow" wokalista został nominowany do nagrody MTV, lider The Bad Seeds w nietuzinkowo napisanym liście poprosił popularną stację o usunięcie go z listy ewentualnych kandydatów do wygrania statuetki. Jego życzenie zostało ostatecznie spełnione.
Płyta "Murder Ballads" (singlem był też duet z PJ Harvey, ówczesną partnerką Cave'a - "Henry Lee") stała się największym komercyjnym sukcesem zespołu. W Stanach Zjednoczonych nakład przekroczył 100 tys. egzemplarzy, w Wielkiej Brytanii album pokrył się złotem, docierając do 8. miejsca listy przebojów.
Pochwał nie szczędzili też krytycy. "Nigdy wcześniej maniakalne elementy nie wyniosły stylu Cave'a do rangi sztuki tak jak na 'Murder Ballads'" - pisał "Rolling Stone". "Cave skrupulatnie tworzy makabryczną bajkę, a następnie destyluje ją do pojedynczego obrazu śmierci w sposób, w jaki fotograf aranżuje sesję zdjęciową w studiu" - to z kolei opinia z "New York Times". "Entertainment Weekly" przestrzegał, że "nie jest to rzecz dla osób o słabych nerwach".
Nick Cave: Śmierć nie jest końcem
Na koniec albumu Nick Cave zdecydował się puścić oko do odbiorców, sięgając po piosenkę Boba Dylana "Death Is Not the End", do której zaśpiewania zaprosił Anitę Lane, Kylie Minogue, PJ Harvey i Shane'a McGowana z The Pogues (a także muzyków The Bad Seeds: gitarzystę Blixę Bargelda i perkusistę Thomasa Wydlera). Po serii morderczych piosenek Australijczyk dał nieco nadziei, choć utwór budził wieloznaczne interpretacje. Krytycy przypominali, że Bob Dylan w latach 80. (to z tamtego okresu pochodzi oryginalna wersja "Death Is Not the End") mówił, że wierzy w życie pozagrobowe. Inni zwracali uwagę, że w tamtym czasie słynny bard rozstawał się z wiarą.
"Orzeźwiający napój na koniec kolacji, idealny po krwawej masakrze, która była częścią reszty albumu" - tak finałowy akcent "Murder Ballads" opisał krytyk magazynu "Rolling Stone".








