W kwietniu 2024 r. oficjalnie doszło do zmiany wokalisty w grupie Dżem. Podczas urodzinowego koncertu w Spodku w Katowicach z okazji 45-lecia z zespołem pożegnał się Maciej Balcar, a także przywitał się jego następca - Sebastian Riedel, syn legendarnego frontmana tej śląskiej formacji, czyli zmarłego w 1994 r. Ryśka Riedla. Dodajmy, że Balcar za mikrofonem w Dżemie spędził aż 23 lata.
Krótko po tym występie wokalista zaprezentował solowy utwór "Za daleko", którym zapowiedział kolejny solowy album. Jego dotychczasowy dorobek autorski obejmuje w sumie siedem płyt (ostatnia to "Plus" z 2023 r.).
Maciek Balcar zamyka ważny rozdział. "Koniec balu"
Na kolejną piosenkę z nadchodzącej płyty "Single" musieliśmy czekać dwa lata. "A może tak..." opowiada o kondycji psychicznej współczesnego człowieka, zmęczonego światem, jego hałasem, napięciem i chaosem. Teraz Maciek Balcar intensyfikuje swoje działania, bo po dwóch miesiącach od tamtej premiery wypuścił trzeci singel "Koniec balu".
"Po 23 latach pojawia się potrzeba zmiany, wyjścia ze strefy komfortu i sprawdzenia, co jest dalej. Nie traktuję tego jednak jak odcięcia grubą kreską czy dramatycznego gestu. Raczej jak spokojne uznanie, że pewna formuła się wyczerpała, a ja chcę pójść w nowe przestrzenie" - podkreśla Maciek Balcar, dodając, że dotychczas opublikowane single są elementami większej całości.
"To piosenki pokazujące różne strony tego samego momentu. Z jednej strony zamknięcie ważnego etapu, z drugiej szukanie nowej równowagi, własnego języka i własnego miejsca" - zaznacza.
Zobacz również:
"Koniec balu" to kolejny efekt współpracy Maćka Balcara z Grzegorzem Paczkowskim, którego poznał w 2024 r. na koncercie bardów odbywającym się w teatrze "Scena w Górach" w Michałowicach. Po raz pierwszy wokalista napisał muzykę do istniejącego tekstu, który Paczkowski stworzył dla niego bez wcześniejszych rozmów o temacie czy kierunku utworu.
Maciek Balcar zdradza, że po przeczytaniu tekstu szybko odkrył w nim również własne doświadczenia. Bohater piosenki staje przed pytaniem, które większość ludzi zna aż za dobrze: zostać do rana na imprezie czy wrócić do domu, odpocząć i następnego dnia zrobić coś wartościowego? Dla jednych może to być błahy problem. Dla innych - temat, który wraca przez całe życie.
"Są ludzie, którzy z tym dylematem pozostają do końca swoich dni, niezależnie od wieku. A będzie ich coraz więcej, skoro wymyślono już nawet specjalną jednostkę chorobową o nazwie FOMO" - podkreśla wokalista.











