Reklama

Leonard Cohen czuł się zastraszony

Leonard Cohen był terroryzowany przez byłą menedżer, która fałszywie oskarżyła kanadyjskiego artystę o uzależnienie od narkotyków - usłyszał sąd w Los Angeles.

W piątek (6 kwietnia) przed sądem w Los Angeles odbyła się rozprawa pomiędzy Leonardem Cohenem a Kelley Lynch, byłą menedżer wokalisty. Artysta oskarżył kobietę o zastraszanie i szkalowanie jego dobrego imienia.

Reklama

Po tym, jak Leonard Cohen zwolnił menedżerkę w 2004 roku, ta miała regularnie wysyłać mu listy elektroniczne i wiadomości głosowe z pogróżkami.

"Zaczęło się kilkoma dziennie. Później ich liczba wzrosła nawet do 20-30 na dzień" - zeznał artysta.

W jednej z wiadomości Kelley Lynch miała poinformować wokalistę, że ktoś "powinien go załatwić i zastrzelić". Leonard Cohen powiedział przed sądem, że od tego czasu żył w poczuciu zagrożenia.

"Zacząłem uważnie obserwować moje otoczenie. Za każdym razem, gdy widzę zwalniający samochód, zaczynam się bać" - powiedział.

Podczas kolejnej rozprawy w poniedziałek (9 kwietnia), Leonard Cohen zeznał, że była menedżerka fałszywie zarzuciła mu uzależnienie od narkotyków. Kelley Lynch miała również informować osoby trzecie o rzekomej narkomanii artysty.

"To nie jest przyjemne uczucie być nieustannie oskarżany o uzależnienie od narkotyków. Oczywiście mi się to nie podobało, a moje dobre imię zostało wystawione na próbę" - powiedział piosenkarz.

77-letni Leonard Cohen przyznał również, że w trakcie trwającej 17 lat współpracy z Kelley Lynch, pomiędzy artystą i menedżerką wywiązał się krótki romans.

Zobacz teledyski Leonarda Cohena na stronach INTERIA.PL!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje