Robert Plant uznawany jest za jeden z najwybitniejszych głosów w historii nie tylko rocka. Z Led Zeppelin sprzedał dobrze między 200 a 300 mln płyt, a karierę tego kwartetu nieoczekiwanie przerwała w 1980 r. śmierć perkusisty Johna "Bonzo" Bonhama.
Później wokalista kontynuował swoją działalność solową (w sumie 11 studyjnych płyt), współdziałał też pod szyldem Plant/Page z gitarzystą Led Zeppelin Jimmym Page'em. Uznanie krytyków i publiczności zebrała również współpraca z amerykańską gwiazdą country Alison Krauss: "Raising Sand" (2007) i "Raise the Roof" (2021).
Robert Plant wraca razem z Saving Grace
W 2019 r. rozpoczął koncertowanie z młodszymi muzykami w akustycznym projekcie Saving Grace. W obecnym składzie Plantowi towarzyszą Suzie Dian (wokal), Oli Jefferson (instrumenty perkusyjne), Tony Kelsey (mandolina, gitara akustyczna), Matt Worley (banjo, różne gitary) i Barney Morse-Brown (wiolonczela).
To właśnie z tymi muzykami 76-letni wokalista eksploruje takie gatunki, jak m.in. folk, Americana i blues. W 2021 r. Plant mówił, że trudno scharakteryzować brzmienie Saving Grace, sam nazywając to "psychodelicznym soulem".
Zapowiedziany na 26 września nowy album nosić będzie tytuł właśnie "Saving Grace". Promuje go pierwszy singel "Everybody's Song" - to cover utworu indierockowej grupy Low z 2005 r. Płyta zawierać będzie nowe wersje "zaginionych i odnalezionych" skarbów z dorobku takich autorów i wykonawców, jak m.in. Memphis Minnie, Bob Mosley (Moby Grape), Blind Willie Johnson, The Low Anthem, Martha Scanlan, Sarah Siskind oraz Mimi Parker i Alan Sparhawk (Low).
Pod koniec lipca koncertami w Hiszpanii Robert Plant kończyć będzie trasę po Europie, a jesienią przeniesie się do Ameryki Północnej.
W najnowszym wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone" rockman tłumaczy ideę współpracę z Saving Grace.
"Spodobał mi się pomysł wyjścia z domu i zagrania kameralnych koncertów, pojawienia się bez żadnych oczekiwań i ambicji. To był sposób na dobrą zabawę i cieszenie się wieczorem. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z Saving Grace mieszkał w odległości większej niż osiem mil od siebie. To bardzo zaznajomiona ze sobą pod każdym względem kombinacja ludzi, bo chyba wszyscy urodziliśmy się w tym samym miejscu. Nawet w naszym humorze jest spójność" - opowiada Robert Plant.
Wokalista został zapytany również o sięganie do przeszłości. Ujawnił, że nie ma szans ani na książkowe wspomnienia, ani nie da swojej zgody na fabularny film biograficzny (w ostatnim czasie tego typu produkcji doczekały się takie gwiazdy, jak m.in. Queen, Elton John, Bob Marley, Bob Dylan czy Elvis Presley). "Pójdę na dno wraz ze swoim statkiem, a wraz z nim moja pamięć" - odpowiedział Robert Plant.











