Kultowa grupa Kiss powstała w 1973 roku w Nowym Jorku. Formacja powołana do życia przez Gene'a Simmonsa i Paula Stanleya dziś cieszy cieszy się statusem legendy. W ich katalogu znajdziemy przeboje takie jak "I Was Made for Lovin' You", "Love Gun" czy "God of Thunder". Początki zespołu nie należały jednak do najłatwiejszych. Zainteresowanie pierwszymi wydawnictwami pozostawiało wiele do życzenia. Ratunkiem okazały się być koncerty.
Nieodłącznym elementem Kiss jest ich wygląd. Charakterystyczny makijaż oraz imponujące kostiumy sprawiały, że fani ochoczo pojawiali się na ich koncertach. Do tego dochodziła również ogromna energia oraz pokazy pirotechniczne, dzięki którym zespół był w stanie utrzymać się na scenie mimo słabej sprzedaży płyt.
Jeden z producentów ich debiutanckiego krążka, Richie Wise wspomniał w "Loudersound", że zespół nastawiony był na sukces i nic innego ich nie interesowało: "Pragnienie bycia ogromnym, pragnienie uderzenia w wielką wygraną już na początku, było fundamentem, na którym zbudowane było Kiss. Nic nie mogło ich powstrzymać przed zostaniem największym zespołem na świecie. Chcieli tworzyć historię rock'n'rolla".
Jak doszło do przełomu w karierze Kiss?
Kiss na nagranie trzech pierwszych albumów otrzymali od wytwórni zaliczkę w wysokości 15 tys. dolarów. Krążki nie zwracały się, a kłopoty finansowe wydawcy tylko się pogłębiały. Właściciel Cassablanca Records, Neil Bogart nie był w stanie zapłacić zespołowi za organizację trasy koncertowej. Całość (300 tys. dolarów) z własnej kieszeni opłacił menedżer grupy, Bill Aucoin. Koncerty były nagrywane, w celu zarejestrowania dzikości Kiss na żywo, co okazało się strzałem w dziesiątkę, nie tylko zapewniającym zespołowi dalszą przyszłość, ale także ratującym wspomnianą wytwórnię.
Nie obyło się jednak bez problemów. Ze względu na chaotyczny charakter występów, jakość zarejestrowanego materiału pozostawiała wiele do życzenia. Choć część nagrań dało się odratować, niektóre partie musiały zostać poprawione w studiu. Z pomocą przyszedł Eddie Kramer, mający na swoim koncie współprace z gwiazdami takimi jak Led Zeppelin, David Bowie czy The Beatles.
Gitarzysta Kiss, Paul Stanley w rozmowie w podcaście "Broken Record" z 2025 roku tłumaczył, jak istotne było nagranie dodatkowych partii: "'Kiss Alive!' naprawdę uchwycił istotę doświadczenia na żywo. To nie mogłoby się wydarzyć bez wejścia do studia, aby to wzbogacić i otoczyć słuchaczy ludźmi… Albumy na żywo były nudne. Nie wiedziałeś nawet, że są na żywo, aż do końca piosenki, gdzie słyszałeś klaskanie. Chcieliśmy albumu, który zanurzyłby słuchacza w doświadczeniu, co oznaczało, otoczenie go ludźmi, co oznaczało ogłuszające wybuchy i naprawienie jakichkolwiek błędów lub dźwięków zerwanych strun. Puryści mogli spoglądać z góry na ten pomysł, ale prawdą jest, że ten album wciąż jest uważany, jeśli nie za największy, to za jeden z największych, a w wielu kręgach za największy album na żywo wszech czasów. Nie dlatego, że wszystko było na żywo, ale dlatego, że uchwycił to doświadczenie na żywo".
Zgodnie z relacjami gitarzysty Ace'a Frehleya w rozmowie z "Guitar World", to on musiał dogrywać najmniej poprawek: "Moje partie są głównie na żywo. Zrobiłem najmniej dubli … Pozwolę fanom zdecydować, dlaczego tak jest!".
"Alive!" wydane zostało 10 września 1975 roku. Materiał osiągnął ogromny sukces wspinając się na wiele międzynarodowych list przebojów. Na amerykańskiej liście Billboard trafił on na miejsce 9., utrzymując się tam przez aż 110 tygodni.
Zaledwie pięć dni po opublikowaniu materiału, Kiss poinformowali wytwórnię o chęci odejścia. Cassablanca Records zadowolona wynikami sprzedaży zaproponowała muzykom pokaźny czek na dwa miliony dolarów, który przekonał zespół do kontynuowania współpracy.
Dziś, 50 lat później, Kiss uznawane jest za niekwestionowaną legendę, a krążek "Alive!" nie tylko pozwolił ustanowić pozycję zespołu na rynku, ale także zapisał się w historii jako jedno z najlepszych koncertowych wydawnictw wszech czasów.










